Czar nocy Halloween

 🎵🎶 datte HAPPY HALLOWEEN itazura shichau zo DING DONG DANG acchi mo kocchi mo TRICK OR TREAT kyandii wa kurenai no 🎶🎵


Sasuke odwrócił głowę, gdy minęła go grupka dzieciaków niosąca ze sobą głośnik Bluetooth, z którego pobrzmiewała jakaś azjatycka piosenka. Nie chciał patrzeć na ich kolorowe i fikuśne stroje, a tym bardziej na szczęśliwe twarze. Podciągnął nogi bardziej pod siebie, pociągając przy tym nosem, i wbił tępe spojrzenie w ciemną taflę jeziora znajdującego się na wprost przed nim. Na początku, kiedy tu przyszedł, dławił się łzami. Teraz jednak wypłakał już cały zapas łez, jakim dysponował, i jedyne, co mu się lało po twarzy to gluty wypływające z nosa.


- Grosza daaj wiedźminowi - usłyszał nad sobą fałszujący głos, więc zerknął z obawą na nowoprzybyłą osobę, która mimo jego wzroku dalej śpiewała sobie w najlepsze - Butelką potrząąśnij, o-oooo-o... Ooo!


Facet w przerwie pomiędzy kolejnymi "o" zsunął nieco z twarzy ciemną maseczkę i pociągnął zdrowy łyk z butelki trzymanej w dłoni. Już z daleka jechało od niego alkoholem.


- Ja przepraszam - powiedział drżącym głosem Sasuke, patrząc niepewnie na chwiejącego się mężczyznę - Bardzo ładnie pan śpiewa, ale nie mam przy sobie żadnych pieniędzy.


Mężczyzna łypnął na niego nie do końca przytomnie, żeby po chwili znów łyknąć co nieco z butelki.


- O-oo-oo! - zanucił chrypliwym głosem, przeczesując siwe włosy na głowie, i chwiejnie ruszył w stronę jeziora przed nimi - Grosza daaj wiedźminowi, ob-broń-bbcy ludz-bb...


Końcówka zwrotki nie dotarła już do uszu Sasuke, bo siwowłosy facet dosłownie wszedł do wody przed sobą, ginąc wraz ze swą pijacką pieśnią w ciemnej toni. Chłopak przez chwilę gapił się w szoku przed siebie, nie dowierzając jak to jest w ogóle możliwe, że starszy mężczyzna tak po prostu wszedł jak stał w jezioro.


- Proszę pana...? - zapytał niepewnie, jednak odpowiedziała mu cisza - H-halo...?


Rozejrzał się rozpaczliwie wokół, szukając pomocy, jednak, jak na złość, nigdzie nie widać było ani jednej żywej duszy. Wymykając się we wściekłym humorze z domu nie zabrał ze sobą niczego, nawet komórki, przez co nie mógł teraz nawet zadzwonić na 112 i wezwać pomocy. Zmrużył oczy, patrząc na gładką taflę wody, jednak niczego na niej nie dojrzał. Nic dziwnego - widoczność była dość ograniczona, bo mimo wczesnej pory wokół panował już półmrok, a niebo przysłaniały ciężkie, jesienne chmury.


Sasuke z każdą chwilą wpadał w coraz większą panikę, gdy nadal nikt nie pojawiał się w zasięgu wzroku, a ciemna talfa jeziora pozostawała idealnie niezmącona nawet najmniejszym ruchem. Przełknął boleśnie ślinę, decydując się, że dłużej nie może zwlekać, bo inaczej mężczyzna utonie i on, jako jedyny świadek zdarzenia, będzie za to odpowiedzialny. Ile już minęło odkąd facet wszedł do wody? Minuta? Dwie? Trzy? Nie miał pojęcia, ale nie mógł pozwolić sobie na dalszą bezczynność.


Rozwiązał pośpiesznie sznurówki i zdjął z nóg trampki, do których po chwili dołączyły skarpetki, spodnie i reszta odzienia. Zatrząsł się z zimna, gdy w końcu został w samych bokserkach, jednak dziarsko ruszył w stronę jeziora. Zimny dreszcz przeszedł przez całe jego ciało, gdy tylko zamoczył palec w wodzie.


- Zaciśniesz zęby i dasz radę - mruknął mało przekonująco do siebie - Nie po to tyle lat trenowałeś pływanie, żeby teraz nie być w stanie przepłynąć się kawałek w tę i z powrotem po miejskim jeziorku!


Zagryzł mocno zęby, żeby nie dzwonić nimi z zimna, i ochlapał się cały lodowatą wodą, by nieco oswoić się z jej przerażająco niską temperaturą. Nie pozwolił sobie jednak na dalszą zwłokę, bo naprawdę czas zaczynał być kluczowy. Odetchnął głęboko, po czym nabrał powietrza w usta i dał nura w ciemną toń.


Od razu skierował się do miejsca, w którym ostatnio widział faceta i zaczął robić wokół niego kółka, błądząc w ciemności rękoma, jednak, poza śliskimi liśćmi jakichś rosnących na dnie jeziora roślin, niczego nie był w stanie wyczuć. Kiedy w swoich poszukiwaniach w końcu dotknął dna, poczuł, że zaczyna brakować mu powietrza. Obrócił się więc twarzą w stronę powierzchni i odbił nogami od kamiennego dna, płynąc w stronę słabego światła wieczornego nieba. Nim jednak Sasuke zdołał się wynurzyć i zaczerpnąć tchu, poczuł, że coś łapie go za nogę. Kompletnie spanikował, jednak zaraz pomyślał o siwowłosym mężczyźnie. Skulił się więc, macając po swojej nodze, aż nie dotknął zaciskającej mu się na kostce dłoni. Wówczas o mało co nie wypuścił całego ostałego się w płucach tlenu. Dłoń, która zaciskała się na jego kostce niczym imadło, na pewno nie należała do człowieka.


Sasuke całą swoją siłą woli powstrzymał się od krzyku, który w ciemnej toni jeziora jedynie kompletnie by go pogrążył i sprawił, że woda zalałaby mu płuca. Chłopak wymierzył sobie mentalnego policzka w myślach i zmusił się do ponownego dotknięcia dłoni, a raczej szpony, która zaciskała się na jego kostce, i z całej siły postarał się ją rozewrzeć. Musiał się uwolnić nim całkiem skończy mu się powietrze. Po prostu musiał, nie było innej możliwości.


Zdesperowany swoją bezsilnością przeciw stalowemu uściskowi łuskowatej szpony, zwinął się w kulkę tak, by jego twarz znalazła się zaraz naprzeciw kostki u nogi. Starając się nie opić wody, wgryzł się z całej siły w więżącą go łuskowatą dłoń. Skuteczność jego akcji potwierdził wysoki pisk, który dało się słyszeć nawet w wodzie.


Sasuke, zadowolony, że daje to jakiś efekt, postarał się zacisnąć zęby jeszcze mocniej na twardej skórze, czując, że wgryza się głęboko w mięso ściskającej go kończyny. Walczył w tej chwili desperacko o życie i puściły mu wszelkie moralne hamulce.


Dłoń potrząsnęła nim na boki, jednak Sasuke uczepił się jej mocno zębami i nie zamierzał puścić, póki nie zostanie oswobodzony z uścisku. Właściciel ręki musiał uświadomić sobie jego zamiary, bo w końcu przestał potrząsać chłopakiem. Zamiast tego pociągnął go w dół, a Sasuke poczuł, że naprawdę zaczyna się dusić. Okropne uczucie wody wypełniającej jego drogi oddechowe było ostatnim, co odnotował jego mózg, nim osunął się w ciemność.


🎃 🎃 🎃


- Tej! Słyszy mnie ta czy nie słyszy?! - usłyszał nad sobą wysoki krzyk, po czym poczuł uderzenie w głowę. Gdy spróbował coś odpowiedzieć, zakrztusił się wodą, która wypełniała mu gardło. Przewrócił się na bok i dosłownie wylał z siebie zalegający w nim płyn, kaszląc przy tym i się krztusząc. Opadł po tym na ziemię i otarł dłonią usta, z których właśnie wylał się dobry litr cieczy.


- Tej - usłyszał znów obok siebie ten sam głos, po czym poczuł nieprzyjemne szturchnięcie w plecy - Słyszy mnie ta?


Podniósł się ciężko na rękach, jednak ze zdumieniem dostrzegł, że jest uwięziony w jakimś rodzaju sieci. Czy wyłowił go z wody jakiś lokalny rybak? Myślał, że w tym niewielkim bajorku nie ma żadnych ryb.


Popatrzył z niezrozumieniem, ale i wdzięcznością, na swojego wybawcę, który kucał w pewnej odległości od niego. Jasnowłosy mężczyzna, bez wątpienia europejskiego pochodzenia, był mocno opalony i ubrany w jakiś potargany strój. W ręce trzymał długi kij, którym z ostrożnością w niego mierzył. Wpatrywał się przy tym w Sasuke ciekawsko niczym w jakiś egzotyczny gatunek.


- Dz-z-z... - wychrypiał Sasuke, ale zaraz ponownie zakrztusił się wodą i zaniósł kaszlem. Wydawało mu się, że ciecz wypełnia mu całe płuca.


- Dobry być to nie dostanie po łbie - uśmiechnął się do niego blondyn i podniósł się z kucek. Mimo że Sasuke wciąż się krztusił, wykaszlując z siebie hektolitry wody, jego wybawiciel po prostu schwycił końce sieci, która go oplątywała, i pociągnął go za sobą po ziemi. Sasuke boleśnie przewrócił się na bok i syknął, patrząc na faceta z nienawiścią. Co z nim było nie tak?! Czy gość planował go uprowadzić pomimo faktu, że przed chwilą o mało co nie utonął?! A on myślał, że blondyn jest jego wybawcą...


- Gdzie mnie zabierasz?! - wychrypiał, mimo że każde słowo boleśnie drapało mu gardło. Blondyn zatrzymał się jak rażony piorunem.


- Ty gadać umie?! - zapytał jakoś tak podekscytowany.


- Umiem - chrypnął - Ale gardło mnie od tego boli. 


Blondyn zastanowił się chwilę.


- Jakoś się zrozumiem - zawyrokował, kucając - Boli jak jest ciągnięt po ziemi?


- Nie, ten syk sprzed chwili to dlatego, że mi się to podoba - prychnął na blondyna, a ten podrapał się z zastanowieniem po policzku.


- Jak się tak podoba, to ciągniem dalej - wzruszył w końcu ramionami i odwrócił się od niego, wyraźnie mając zamiar ruszyć w dalszą trasę.


- Nie!! - krzyknął Sasuke, orientując się, że facet wziął to całkowicie na serio i zamierza go tak ciągnąć bóg jeden wie ile - To był tylko żart, to boli!


Blondyn posłusznie się zatrzymał i znowu do niego odwrócił.


- Jak przyrzecze, że nie czmychnie do wody i pódzie za mną po dobroci to wolno puszczę.


Sasuke odetchnął głęboko, żeby nie zacząć krzyczeć (co nie było dobrym pomysłem z racji drapiącego gardła), i popatrzył ze zrezygnowaniem na blondyna. Owszem, mieli Halloween, ale on przed chwilą o mało co nie utonął. Nawet jeśli blondyn brał udział w jakimś wieśniackim LARPie to były jednak pewne granice. Sasuke nie miał jednak siły z nikim się kłócić, a co dopiero walczyć, jeśli ten wariat okazałby się agresywny. W końcu kto normalny zachowuje się w taki sposób w stosunku do kogokolwiek, a co dopiero względem osoby, która przed chwilą cudem uniknęła śmierci przez utonięcie!


- Przyrzekam - charknął dla spokoju, decydując się na współpracę z pomylonym facetem.


- Klnij się na wodę - zmarszczył brwi blondyn, a on przewrócił oczami.


- Klnę się na wodę, ogień, Pieruna i wszystkich innych bogów jakich tam sobie wymyślisz - wycharczał zrezygnowanie. Szczęśliwie dla niego przyniosło to skutek, bo blondyn puścił końce sieci i kijem zaczął je rozplątywać - Nie możesz tego normalnie rozplątać rękami? - zirytował się w końcu.


- Jakby mnie utopiec zadrapał to mi jeszcze zajdzie czym rana potem i gorączka zacznie trawić, a sam żem jest i nikt mi z pomocą w środek boru nie przydzie. Nie jest żem głupi.


- Klnę się na wodę, ogień i tak dalej, że nie uczynię ci żadnej krzywdy - westchnął, czując że w inny sposób się z blondynem nie dogada. Czyli został utopcem, super.


Blondyn w końcu normalnie wyplątał go z sieci, nadal jednak starał się utrzymywać od "swojego utopca" pewien dystans.


- Dziękuję - powiedział, kiedy w końcu był w stanie wstać. Trochę się dziwił, że nie czuł zimna będąc w samych bokserkach, ale musiały być to następstwa szoku, jaki przeżył, gdy prawie utonął.


- Za mną - polecił blondyn i skierował się w głąb lasu. Sasuke rozejrzał się wokół, ale w ogóle nie poznawał okolicy, w której się znalazł. Nie miał jednak czasu się nad tym dłużej zastanawiać, bo jego dziwaczny kompan prawie zniknął mu z oczu pomiędzy drzewami. Facet najpierw chce go gdzieś zawlec w rybackiej sieci, żeby potem nawet nie obejrzeć się czy w ogóle za nim idzie... Co z tym gościem było nie tak?


- Wolniej! - krzyknął w końcu, nie będąc w stanie dogonić blondyna. Gardło zapiekło go boleśnie.


- Słabiścieta na lądzie, co utopcu? - przygadał mu mężczyzna, zatrzymując się i czekając, aż Sasuke się z nim zrówna. Chłopak miał szczerą ochotę porządnie mu wygarnąć, jednak ochota ta zdecydowanie przegrywała z bólem gardła.


Szli chwilę w ciszy, jednak zaraz blondyn zaczął gwizdać jakąś skądinąd znaną melodię.


- A to i moja chałupka - powiedział już po paru minutach, wskazując w gęstwinę. Sasuke zmrużył oczy i faktycznie dostrzegł zarys okiennicy pomiędzy drzewami - Widzita ją, utopcu?


- Sasuke - przedstawił się - Ledwie co.


- Ja żem jest Naruto - uśmiechnął się blondyn - Dobre oczy macie, utopcu Sasuke!


Sasuke niekontrolowanie westchnął, słysząc połączenia utopca ze swoim imieniem. Nic jednak nie powiedział. Wydawało mu się, że jeszcze chwila i zetrze struny głosowe. Naruto przyjrzał mu się ciekawsko.


- Żałość bierze, jak żeście ta cisi są, utopcu - skomentował Naruto.


- Gardło mnie boli - odcharknął blondynowi.


- Kiedy tak chrzeszczyta jak gadacie to boleć musi - zamyślił się Naruto - Miodu w chałupie mam, dam go tobie, bo co dać nie mam. Kaj i co pomoże?


Sasuke skinął tylko głową. Stanęli właśnie naprzeciw wejścia do "rezydencji" Naruto. Blondyn otworzył przed nim drzwi, których nie blokował najwyraźniej żaden zamek. W sumie nic dziwnego, bo kto chciałby cokolwiek ukraść z takiej rudery?


- Gość w dom, bóg w dom! Nawet jak utopiec! - wskazał mu ręką na drzwi - Prosim do środka!


Sasuke zastanowił się chwilę, czy to aby na pewno dobry pomysł, ale dokonał dzisiaj już tylu złych wyborów, że jeden więcej nie powinien zrobić większej różnicy. Będąc już w środku rozejrzał się i zauważył w jednym z kątów coś najwyraźniej pełniącego rolę jakiegoś prowizorycznego posłania. Nie myśląc za wiele, skierował się w jego stronę i na nim usiadł. Był skonany. Błądził jeszcze chwilę oczami po pomieszczeniu, jednak wewnątrz Narutowej chałupki nie bardzo było czemu się przyglądać: poza kamiennym piecem i posłaniem nie było tu dosłownie niczego.


- Stołu i stołków jeszcze żem nie zbił - wytłumaczył się Naruto, widząc jego wzrok - Na dwór wyjdziem miodu z piwnicy przynieść. Na zimno czy na gorąco woli pić?


- Na gorąco - poprosił, składając nogi w siad po turecku - Masz może jakieś ciuchy, w które mógłbym się ubrać?


- Ee... - blondyn zastanowił się chwilę nad jego pytaniem - Odzienie ty chce? Ino to co na sobie mam, więcej nic.


- Rozumiem - westchnął, owijając się nieprzyjemnym w dotyku materiałem, który leżał na posłaniu.


- Ha! - krzyknął Naruto, obserwując jego akcję - Dziw nad dziwy, utopiec co mu ta zimno jest!


- No checa, że boki zrywać - prychnął na niego, gładząc kciukiem i palcem wskazującym po okolicach zatok. Coś wewnętrznie zaczynało mu się robić od tego wieśniackiego języka blondyna - Idź lepiej po ten miód - pogonił go, pragnąc choć chwili spokoju.


Blondyn skinął głową i wyszedł na zewnątrz, zapewne po wspomniany miód, a Sasuke w końcu odetchnął głęboko. Dzisiejszy dzień od początku był jakiś pechowy, a jak wiadomo nieszczęścia lubią się przyciągać i kumulować. Najpierw zaspał, żeby potem zapomnieć wziąć z domu projektu na psychologię, pokłócić się z Itachim i na koniec prawie zginąć w miejskim bajorze. A teraz jeszcze trafił na jakiegoś czubka bawiącego się w jakiś Roleplay albo cholera wie co.


Sasuke wyciągnął przed siebie swoje bose stopy, wgapiając się w obklejające je glony i bliżej niezidentyfikowanego kształtu liście. Całe jego ciało pokrywały jakieś lekko wilgotne zielska. Obawiał się, że wyglądał jakby przeczołgał się po dnie jezriora przynajmniej kilka razy. Taki uklejony glonami faktycznie mógł całkiem zgrabnie pasować do obrazu utopca.


Sasuke powoli zaczął obrywać z siebie obślizgłą zieleninę, jednak gdy schwycił za liść, który przykleił się na kształt błony między palcami do jego stopy, i pociągnął go mocno do siebie aż zakrzyczał z bólu.


- Ki czort?! - wpadł do środka Naruto zaalarmowany jego krzykiem. Popatrzył na czarnowłosego, żeby potem przenieść wzrok na kupkę glonów, która narosła na podłodze obok posłania - Co wy się tak łuskacie, utopcu?


Sasuke zupełnie nie usłyszał pytania blondyna. Przeleciało mu ono koło uszu. Ignorował aktualnie wszystko poza swoją stopą, która aktualnie stała się centrum jego wywróconego do góry nogami wszechświata. Wpatrywał się z przerażeniem w zieloną błonę pomiędzy palcami.


- Tej! Utopcu! - zamachał mu przed oczami mężczyzna - Co wam?


- Czy znalazłem się w świadomym śnie? - w końcu popatrzył na blondyna - Naruto, zamień się w pingwina.


- Hę? Dobrze się ta czujecie? Jakiego pigwina? Jeno pigwę tu mam nieopodal, ale o pigwinie żem nigdy nie słyszał. To jaka odmiana pigwy?


Sasuke uderzył się kilka razy po policzkach, ale nie poczuł się ani trochę trzeźwiej. Jedynie twarz lekko zapiekła go od nieco zbyt mocnych uderzeń.


Dotknął ponownie błony między palcami u stopy i się wzdrygnął. Doskonale czuł swój własny dotyk w tamtym miejscu.


- Coś wam dolega, że tak się ściskacie za nogę? Tej! Utopcu! - dalej gadał nad nim blondyn, próbując zwrócić na siebie uwagę.


- Chyba oszalałem - popatrzył na niego w końcu Sasuke - Albo mam zwidy przez niedotlenienie mózgu.


Naruto zmarszczył brwi.


- Znowu jakieś utopcowe głupoty gadacie - zawyrokował i się odwrócił - Miód już powinien być.


Naruto znowu wyszedł na zewnątrz, zaś Sasuke macał z przerażeniem, ale jednocześnie i pewną dozą fascynacji, dodatkowy element swojego ciała. Nie miał pojęcia jakim sposobem od razu tego nie zauważył, bo podobną błoną wypełnione były przerwy pomiędzy palcami u rąk.


- Bierta i pijta, tylko się nie popa... - zaczął Naruto, podając mu wysoką czarkę, którą Sasuke praktycznie wyrwał mu z rąk i wlał w siebie jednym łykiem. Naruto podrapał się po brodzie, patrząc jak miód znika w łapczywych ustach czarnowłosego.


- Jeszcze - poprosił, oddając blondynowi naczynie. Czuł jak jego gardło otula przyjemna, lepka wydzielina, dzięki której nie charczał aż tak bardzo.


- Nic sobie nie zrobicie pijąc takie gorące? - zapytał Naruto - Ale zaraz przyniosę, miodu ci u mnie dostatek!


Mężczyzna znowu wyszedł, a Sasuke odprowadził go wzrokiem, póki barczyste plecy blondyna nie zniknęły za drzwiami. Po chwili wrócił i wręczył mu w dłonie wypełnioną po brzegi czarkę.


- To jest gorące? - zastanowił się na głos Sasuke, macając brzegi naczynia. Nie czuł nic, drewniane brzegi były całkowicie neutralne w dotyku. Z ciekawości zanurzył palec w parującym płynie, ale nadal niczego nie poczuł.


- Nie czujecie ciepła, utopcu? - przekręcił głowę jego gospodarz - Ale chłód już tak... Ciekawiście, utopcu.


Sasuke powędrował za wzrokiem blondyna. Wyświechtany materiał, którym się okrył, w sumie faktycznie nie dawał mu żadnego ciepła. Przykrył się nim właściwie z przyzwyczajenia. A może z obawy, że zachoruje, kiedy myślał, że jest człowiekiem?


- Czyli jestem utopcem? - zapytał mężczyzny, zrzucając z siebie koc.


- Ano, na to by wychodziło. Chociaż dziwnym trochę.


- W jakim sensie dziwnym?


- Nie obraźta się, ale utopce zazwyczaj nie są takie blade jak jaki wąpierz. Bardziej zielone albo szarawe, takie rybie - przyjrzał mu się - I te, co żem je widział, były albo łyse albo im jeno parę kłaków że łba wystawało. Macie strasznie bujną czuprynę jak na utopca.


Sasuke z konsternacją wyjął palec z parującego miodu i wlał w siebie zawartość czarki. Czyli wyglądał jak utopiec, miał między palcami błony i nie czuł zmian temperatury... Umarł w tym bajorze i odrodził się jako wodny potwór? Tylko czemu wyglądało to jakby trafił do przeszłości?


- Który mamy rok i gdzie się znajdujemy? - zapytał dla formalności, nie oczekując, że blondyn treściwie mu odpowie. Naruto nie wyglądał na kogoś wykształconego lub wiedzącego dużo o świecie. Raczej był zwykłym wieśniakiem, ewentualnie jakimś ekscentrycznym samotnikiem bądź znachorem.


- Od przyjścia naszej gromady mamy 30 wiosen. Ja sam za sobą mam 19. A znajdujem się w borze przy Łanach Nasiechoskich - wyjaśnił Naruto, choć powiedziało to czarnowłosemu dokładnie nic.


- Duża ta wasza gromada? Czemu mieszkasz sam na uboczu, a nie w wiosce? Bo macie tu jakąś wioskę, nie?


- Aleście ta ciekawscy - wyszczerzył się blondyn - Sam żem jest, bo jakoś tak wyszło, że z żadną nie chciało mi się darzyć. Gród za lasem stoi spory całkiem i ludu ci w nim dostatek. Jak chceta go obaczyć to możecie ze mną na Dziady iść. Mają mnie wołać jak czas przyjdzie.


- Dziady? To znaczy wywoływanie duchów zmarłych, tak?


- Ano. Dobrze by było się przed tym drzemnąć - ziewnął Naruto - Chceta jeszcze miodu? - zapytał, ale Sasuke pokręcił głową - To jakby się wam zachciało to bierzta śmiało. W bani pod przykryciem na obejściu stoi.


Sasuke skinął głową i zatopił się we własnym świecie. Śmierć, odrodzenie w przeszłości i zamiary blondyna względem jego osoby... Miał nad czym myśleć.


Naruto wzruszył ramionami na nagłe odpłynięcie czarnowłosego, stwierdzając najwyraźniej, że utopce pewnie tak mają. Zrzucił z siebie koszulę i odwiązał sznurek okalający materiał pełniący funkcję jakby butów. Wsunął się na posłanie za Sasuke, zgarniając porzucony przez chłopaka "koc".


- Nie zadrapta Shikamira jak się tu zjawi. Ma mnie budzić - polecił, zamykając oczy i od razu zapadając w płytki sen. Sasuke wzdrygnął się i odwrócił, słysząc głos za sobą. Zupełnie przeoczył moment, w którym blondyn znalazł się za jego plecami.


Uniósł brew, patrząc z bliska na twarz swojego gospodarza. Mężczyzna położył się przy nim bez żadnych obaw i od razu zasnął, kiedy wcześniej utrzymywał od niego tak duży dystans. Czy jego przysięga, że nic blondynowi nie zrobi, dawała aż takie poczucie bezpieczeństwa? Spojrzał z zastanowieniem na swoje ręce, które poza błonami zyskały też przecież całkiem okazałe paznokcie. Można by powiedzieć, że jego ręce zasługiwały już bardziej na miano szpon z błoną między palcami niż dłoni.


Sasuke znowu skupił wzrok na twarzy blondyna. Na obu jego policzkach znajdowały się trzy podłużne szramy, niby to odciski po pazurach. Z zastanowieniem przyłożył do nich rękę, by odkryć, że kształt jego pazurów całkiem zgrabnie pasował do zabliźnionych śladów. Czyżby była to pamiątka po jakimś innym utopcu? Utopcu... Ciekawe czy inni przedstawiciele jego gatunku byli równie rozumni co on? A jeśli byli, czym zasłużył sobie poczciwy Naruto na atak z ich strony? Czy była to samoobrona? Czyżby blondyn coś im zrobił? Czy jemu również będzie próbował coś zrobić? W końcu po coś zawlókł go tutaj do swojej chatki...


Potrząsnął głową, odganiając najmroczniejsze scenariusze wydarzeń, jakie naraz ukazały się w jego głowie. Naruto wcale nie wyglądał na psychopatę. Chyba? Znaczy, może i Sasuke nie wiedział jak wyglądają psychopaci, ale na pewno nie tak normalnie.


Więc powinien być spokojny.


Chyba.


Przyjrzał się swoim pazurom. Wyglądały na całkiem twarde i dość ostre. Jeśli inny utopiec z taką łatwością pozostawił tak głębokie blizny na policzkach blondyna, on również nie powinien mieć z tym problemu. Tak mocne pazury były doskonałą bronią. Gdyby zanurzył je w opalonej szyi blondyna, na pewno z łatwością przebiłby się przez skórę. Z dziecinną prostotą rozszarpały przełyk mężczyzny.


Piorun uderzył nieopodal ich chatki, zapalając obeschły konar jakiegoś iglaka, stojącego w lekkim oddaleniu od innych drzew. Sasuke się wzdrygnął. Czy to było jakieś ostrzeżenie?


- Tylko rozważam możliwości - powiedział, kierując swoje wyjaśnienia do niewiedzieć kogo. Patrzył przez niewielką szparę w okiennicy na płonące drzewo. Może powinien wyjść na zewnątrz i upewnić się, że obok nie ma niczego, co mogłoby zająć się od samotnego iglaka?


Podniósł się, ale momentalnie zamarł. Jeśli tutaj bogowie strzegli przysięg to nie zostanie ukarany za oddalenie się od blondyna, prawda? Obiecał mu wyłącznie, że nie czmychnie do wody, nie było niczego o oddalaniu się...


Przeanalizował ostatnie kilkadziesiąt minut, które upłynęły od ich poznania się, ale nie przypominał sobie żadnej więcej obietnicy poza brakiem czmychania do wody i krzywdzenia swojego gospodarza. Zresztą... Raz już dzisiaj umarł, najwyżej zaliczy śmierć kolejny raz - tym razem taką zadaną z rąk starego boga piorunów. Powiedziałby YOLO, ale... No właśnie niekoniecznie raz się żyło.


Przedreptał przez izdebkę i ciekawsko wychylił głowę za drzwi. Ogień wesoło trzeszczał trawiąc spróchniały pień. Na zewnątrz było wyjątkowo bezwietrznie i nie wyglądało na to, żeby żar miał się ponieść gdzieś dalej. Najpewniej zwęgli całość martwego drewna i zgaśnie. Sasuke pomógłby mu w zgaśnięciu, ale kij wie, czy sprawca tego mini pożaru nie poczułby się tym urażony. Wolał nie robić sobie na pieńku z bogami.


Sasuke obrócił się dookoła, przeczesując wzrokiem otoczenie i wypatrując tego czegoś, w czym miał znajdować się miód. Jak Naruto to nazwał? Chyba jakoś na b? Bala? Balia? Już nie pamiętał... Na pewno miało być pod przykrywką, więc to pewnie rodzaj jakiegoś garnka.


Wypatrzył w końcu pękate naczynie, z którego nadal unosiła się lekka para. Od razu skierował się w jego stronę i uniósł osłaniającą zawartość pokrywę. Środek wypełniony był prawie po brzegi złocistym płynem. Zdawało się, że był to jakiś rodzaj trunku złożonego z miodu, alkoholu i mieszanki jakichś aromatycznych ziół, jednak Sasuke tak jak nie czuł wpływu temperatury, tak samo nie czuł żadnego wpływu procentów na swoje utopcowe ciało. Jasne, może i był niepełnoletni, ale jako wodny truposz wiek nie powinien go więcej obchodzić.


No i nie miał wielkiego wyboru: do picia Naruto zostawił mu tylko ten zaprawiony procentami miód, więc co miał niby zrobić? Iść zaczerpnąć wody do jeziora, żeby za złamanie przysięgi dotyczącej niezbliżania się do wody nadgorliwy bóg trzasnął go piorunem?


Miód był też lepszym wyborem niż woda ze względu na to, że po poprzednich dwóch czarkach gardło prawie zupełnie przestało go drapać. Jednak tak lepka wydzielina jak miód działała prawdziwe cuda z jego wyschniętym przełykiem. Zwykła woda nie miała tak kojących właściwości. Zapewne jeszcze porcja lub dwie i pozostałe uczucie dyskomfortu podczas mówienia całkowicie zniknie.


Poza tym ten miód był naprawdę smaczny. Słodki, ale w połączeniu z goryczą alkoholu i ziołową nutą, bardzo przyjemny w smaku. Gdyby Itachi tu był to powiedziałby zapewne, że sprawia ciekawe wrażenie smakowe...


Sasuke otrzepał się ze wstrętem. Jakie "gdyby był"? Bardzo dobrze, że go tutaj nie było! Niech ten zidiociały, nienawistny dupek, który nie potrafi uszanować czudzej prywatności, trzyma się jak najdalej od niego. Setki dzielących ich obecnie lat wydawały się dobrą odległością.


Aż fuknął na myśl o swoim bracie, zanurzając przy tym czarkę w złotym płynie. Uniósł ją do ust, wychylając zawartość jednym haustem. Za twoje niezdrowie, bracie!


Pomstując na brata wlał w siebie jeszcze kilka czarek. Jakby mógł to by się teraz chętnie upił, ale wyglądało na to, że nie mógł. Cholerne utopcowe ciało. Nie mógł zostać jakimś upijalnym stworzeniem? Strzygą albo inną zmorą?


Po którejś porcji z rzędu stwierdził, że jest już pełen, więc odrzucił naczynie na bok. Może rosa je przez noc umyje, bo całkiem się kleiło. Popatrzył na swój nagi tors. On w sumie też się kleił. Musiał pić na tyle łapczywie, że lepki płyn pociekł mu po brodzie i spłynął w dół aż do bokserek. Wolał nawet nie sprawdzać, czy napój dotarł i pod nie.


Odepchnął się od potężnej, okrągłej coś-na-literę-B i o mało co nie stracił równowagi. Super, teraz jego utopcowemu ciału coś odwalało? Wpływ przebywania z dala od wody czy ki czort?


Machnął ręką, zataczając się w stronę drzwi. Może ten miód go jednak porobił, bo zaczął mieć omamy wzrokowe. Drzwi wydawały mu się strasznie małe, znacznie mniejsze niż kiedy nimi wychodził na zewnątrz. Otworzył je i zrobił krok naprzód, pochylając głowę, bo inaczej by się we framudze nie zmieścił. Naraz wdepnął w coś, co odskoczyło od ziemi, wyrzucając na niego swoją sypką zawartość. Sasuke narobił przy tym sporego hałasu, któremu jeszcze zawtórowało zaalarmowane gdakanie.


- Kurwa, ała! - wrzasnął, kiedy coś udziobało go w palec u stopy. Spróbował kopnąć wściekłego napastnika, ale stwór tylko odskoczył i zapiał wściekle.


Sasuke wycofał się do tyłu, ale zahaczył o próg i upadł na plecy. Atakujący go dostrzegł najwyraźniej szansę, bo rzucił się na niego z pazurami i dziobem.


- Ała, nie po oczach, zostaw!! - zasłonił się rękami chłopak, jednak nic mu to nie dało. Kur albo jakiś rodzaj ptaka atakował go zaciekle, a wtórowały mu głośnym gdakaniem kokoszki, które musiały rozbiec się wokół - ZOSTAW - ryknął nieswoim głosem, kiedy znowu przejechał mu pazurem po twarzy.


Sasuke zamachnął się swoją szponiastą dłonią, najwyraźniej trafiając wściekłego kurczaka, bo wszędzie wokół uniosło się pierze, które z łatwością przylgnęło do jego torsu pokrytego już miodem i żarciem tych wrzeszczących gdakaczy.


Kurczak wydał z siebie jakiś dziwny dźwięk ni to bulgot i zeskoczył z niego, by odbiec w stronę lasu. Reszta zaalarmowanych ptaków również rozpierzchła się między drzewami. Sasuke został na obejściu sam. Pomacał ręką obdrapaną twarz i ramiona. Nieźle go ten kurzy furiat urządził...


Uniósł się z syknięciem i powlókł w stronę drzwi. Miał nadzieję, że trafi tym razem na te właściwe. Poza przybudówką z kurczakami blondyn nie powinien mieć tu jeszcze jakichś drzwi prowadzących do trzody chlewnej albo, jeszcze gorzej, jakiejś zwierzyny łownej, prawda? Co jak co, ale w starciu z jakimś wściekłym psem lub wilkiem Sasuke nie był zbyt pewny wyjścia z potyczki cało. Już byle bojowy kurczak dał radę go tak urządzić, wolał nie wiedzieć jak wojownicze są w tych czasach przydomowe psowate.


Wymacał ręką framugę i pchnął ciężkie drewno, opierając się o nie troszeczkę zbyt bardzo, bo wyłożył się na podłodze zaraz po ustąpieniu niepewnego oparcia. Zaklął pod nosem, bo brak koordynacji głowa-ciało robił się uciążliwy. Żałował, że nie był równie nieczuły na ból, co na temperaturę.


Powlókł się w stronę posłania, na którym spał Naruto. No fakt, Sasuke był cały w miodzie, ziarnie i pierzu, ale tu wcale nie było czysto, żeby się tym przejmować. Ta kapota, którą przykrywał się blondyn, i tak wymagała prania. Jak się uklei trochę bardziej to dużej to różnicy nie zrobi.


Opadł ciężko na siedzenie, krzywiąc się przy zetknięciu z twardą słomą. Boże, jak można na tym tak na co dzień spać? Ona wbijała się od razu dosłownie we wszystko. Biedni ludzie, tyle kurczaków mają, a nie pomyślą wypchać sobie pierzem jakiegoś worka i na nim komfortowo spać.


No, może nie całkiem komfortowo, ale przynajmniej znośnie.


Odwrócił się do Naruto, patrząc na chrapiącego w najlepsze blondyna. Jasne kosmyki z grzywki zachodziły mu na oczy. To w sumie zabawne, że widział go tak dobrze - musiał dostać jakiś bonus do widzenia w ciemności. Minus był tylko taki, że musiał przyzwyczajać się przez dobrą chwilę do zmiany oświetlenia otoczenia, przez co przez pewien czas po wejściu w całkowitą ciemność nie widział kompletnie nic. Ludzkie oczy adaptowały się do zmiany jasności znacznie szybciej, ale nie były w stanie przystosować się do aż takiego braku światła. Utopcowe oczy były wolniejsze, ale potrafiły z czasem znacznie lepiej zaadaptować się do prawie kompletnego mroku.


Pchnął Naruto w ramię, bo denerwowało go, że mężczyzna drzemie aż tak spokojnie. Nie doczekał się jednak żadnej reakcji - facet spał dosłownie snem kamiennym. Mogliby go okraść i wynieść przed chałupę, a i tak pewnie nic by nie zauważył. Co za bezmyślny młotek z tego gościa. Jednak całkiem przystojny. Znaczy mógłby być całkiem przystojny jakby się umył, bo za ciekawie to on nie pachniał. Ludzie w tych czasach nie byli zbyt zaprzyjaźnieni z higieną, więc pewnie mył się raz na tydzień jak nie rzadziej.


W zimniejszym okresie pewnie wcale.


Jak to było? Częste mycie skraca życie?


Gwałtownie wypuścił powietrze z nozdrzy, bo poczuł, że po policzku smela go jakieś natrętne piórko. Pod wpływem jego akcji ono i kilka innych piórek odleciało w stronę blondyna, po czym na nim osiadło. Hmm.


Zaczął strzepywać z siebie pierze na głowę blondyna, chociaż nie było to łatwe, bo większość piórek mocno trzymała się na miodzie. Jak bardziej uciapie tego brudasa to się w końcu umyje, bo będzie musiał!


Przy którymś z gwałtowniejszych ruchów stracił równowagę i poleciał do przodu, opadając na śpiącego mężczyznę. Oczywiście blondyn w ogóle na to nie zareagował. Naprawdę, młotek jakich mało.


Oparł się ręką o jego barczysty... bark? Tors? Czymkolwiek była ta część ciała i zdarł z niego przykrycie. Ha! Idealnie! Poza portkami gość nie miał na sobie nic.


Sasuke walnął się na nagą pierś mężczyzny i właściwie po niej przerolował. Miód wymieszany z pierzem i ziarnem z łatwością przylgnął również do ciała Naruto.


To mu jednak nie wystarczyło.


Złapał więc za głowę blondyna i wytarł łokieć w jego jasną czuprynę, wyrywając mu przy okazji z niej kilka włosów. Chyba go zabolało, bo wykrzywił usta przez sen. Co za głupek.


Sasuke bawił się tak jeszcze przez chwilę, morusając mężczyznę od góry do dołu, aż nie stwierdził, że napiłby się jeszcze miodu. Chwiejnie podniósł się do pionu, jednak stracił równowagę i znowu opadł na mężczyznę, ugadzając go łokciem gdzieś w bok. Facet poruszył się nieco, ale oczywiście nie obudził, a czarnowłosy parsknął śmiechem. Gdzieś obok rozległ się grzmot.


"Tak, tak. Krzywdzę Naruto łokciem, trzeba mnie strzelić za to piorunem." - pomyślał rozbawiony, przewracając oczyma. Właśnie w tej chwili otworzyły się na oścież drzwi wejściowe, oślepiając chłopaka nagłą zmianą jasności.


- Naruto!! Już cza...! - zaczął przybyły, waląc wściekle w jakąś przyniesioną ze sobą patelnię - ...as?


Sasuke syknął, osłaniającą oczy przed światłem. Czy ten gość przyniósł ze sobą jakąś flarę czy co, że tak biło go światłem po oczach? Taki poziom jasności był już praktycznie bolesny dla patrzącego.


- Kakamir? - zapytał sennie blondyn pod nim, nieco się poruszając. Siedzący na nim Sasuke nawet jakby chciał jakkolwiek zareagować na przybycie nieproszonego gościa to zupełnie nic nie widział.


- Weźcie to wyłączcie - prychnął na nich.


- W czymsik przeszkodził? - zapytał dziwnym tonem ten cały Kakamir. Naruto pod nim znowu się poruszył, ale on zupełnie nic nie widział.


- Zagaś ogień - polecił Naruto, a przybyły posłusznie zlikwidował źródło bijącego po oczach światła. Znowu nastała kompletna ciemność i Sasuke znów nie widział kompletnie nic. Zaczął zaciekle mrugać, próbując przyspieszyć proces akomodacji wzroku do jasności otoczenia.


- To utopiec? - zapytał mężczyzna, chyba przykucając obok nich. Sasuke powoli zaczynał coś-niecoś widzieć.


- Ano - zgodził się Naruto, kładąc mu na włosach rękę i kilka razy klepiąc go po ciemnych kosmykach. Nie spodobało się to Sasuke. Poczuł się jakby właśnie został potraktowany jak jakiś pies, którego się klepie w geście pochwały po łebku. Nic jednak z tym nie zrobił. Na razie... - Ładnego żem w bajorze ułowił, co? - zaśmiał się blondyn, na co jego rozmówca ciężko westchnął.


- Ty się kiedyś dorobisz - pokręcił głową siwowłosy facet. Sasuke skupił na nim wzrok, bo skądś go kojarzył - Jak żeś go dorwał tym razem? Zadrapał cię ta gdzie?


Naruto się zaśmiał, zsuwając z siebie nieco ciemnowłosego i dumnie podparł się pod boki.


- A gdzie tam! Nie drapł ani raza! - pochwalił się - A wyłowił żem go siecią po prostu. Zawsze wszystkie sieci mi utopce rozszarpywały, a ten nic. Jeszcze na brzegu kasłać zaczął, jakby tam się w tej wodzie topił. Jak gom tu przyprowadził to jeszcze przykryciem się owinął, jakby mu zimno było. I miodu popił...


- Dziwny ten utopiec - przyjrzał mu się swoim jednym okiem Kakamir - Może chory jaki? - zastanowił się, a Sasuke zmrużył wściekle oczy. Ten facet szukał guza. A on skądś go kojarzył...


- To ty! - wykrzyknął w olśnieniu i szybciej niż pomyślał rzucił się w stronę mężczyzny, który zgrabnie uskoczył w tył. Zacharczał z wściekłością, jednak poczuł oplatające mu się wokół pasa dłonie Naruto.


- Spokój, utopcu. Spokój... - postarał się go uspokoić, odciągając chłopaka z powrotem na posłanie, i zaczął klepać go po głowie - Już, już.


Sasuke syknął, ale więcej się nie poruszył, wbijając jedynie wściekły wzrok w białowłosego mężczyznę. To ten wysiwiały wypłosz odpowiadał za jego śmierć pod wodą! I on bezczelnie sugerował, że Sasuke może być chory, kiedy sam wlazł w środek jeziora? Serio?


- Dobrym, utopcu, być - dalej uspokajał go Naruto, po czym zwrócił się do Kakamira - Chyba was nie polubił. Może nie podchodźta bliżej, Kakamirze, bo może was ta czasem ucapić.


- Właśnie widzę - mruknął białowłosy, za co został nagrodzony kolejnym wściekłym syknięciem. Uniósł w geście obronnym ręce i odsunął się jeszcze bardziej pod ścianę. Dla Sasuke najlepiej by było, gdyby stąd w ogóle wyszedł.


- Już czas na Dziady? - zapytał blondyn, nie przestając gładzić czarnych kosmyków.


- Ano. Miał cię wołać Shikamir, ale by nie doszedł.


- Aż tak?


- Ano...


Naruto westchnął, a Sasuke popatrzył na niego pytająco.


- Shikamir za bardzo się lubi z miodem - wytłumaczył - Temu przyszedł zamiast niego mnie budzić Kakamir.


Sasuke skinął głową zdecydowanie zbyt wściekły, żeby mówić.


- Pójdziecie pierwsi? - zwrócił się Naruto do białowłosego - Chcę wziąć ze sobą na Dziady Sasuke.


- Sasuke? - powtórzył, a czarnowłosy znów go wysyczał - Nazwałeś utopca?


- Nie, nie. Sam się tak przedstawił.


- Pierwsze słyszę, żeby utopce się nazywały... Niechaj ci będzie, boś uparty jak osioł, ale jak tylko spróbuję kogo zadrapać to rozpłatam go nim zdążyta się odezwać - zastrzegł, rzucając Sasuke ostrzegawcze spojrzenie, i wyszedł za drzwi - I zbierajta się, bo wszyscy czekają! - usłyszeli jeszcze zza drzwi.


Sasuke nadal był zły, ale trochę się rozluźnił, gdy ten siwy dziad zniknął mu z zasięgu wzroku. Naruto powoli uwolnił go z ramion.


- Co wam ta uczynił przyzwoity wiedźmak, żeście tacy wściekli? - zapytał go, ale nim Sasuke zdołał mu odpowiedzieć, odpowiedział sobie sam - W sumie taki wiedźmak poluje na takie stwory. Nie dziwota, żeście się tak najeżyli, utopcu...


- To nie tak!! - prychnął czarnowłosy, odsuwając się od blondyna. Był zły na siebie, bo ciężko mu było pozbierać myśli w sensowne zdania. I w bezsilności przez to syczał, bo nie chciał palnąć głupoty. Miał ochotę wygarnąć wtedy siwemu, ale tyle myśli i uczuć na raz przez niego przelatywało, że nie był w stanie się wysłowić. Wstał na równe nogi, mając nadzieję, że pomoże mu to pozbierać myśli i chociaż wytłumaczyć wszystko blondynowi, jednak od razu potężnie się zatoczył. Naruto podtrzymał go nim zdążył upaść, a Sasuke poczuł się zażenowany swoją bezsilnością.


- Tej, piliście ta co jak spałem? - zaśmiał się z niego, a Sasuke odwrócił w zawstydzeniu twarz.


- Na gardło - usprawiedliwił się, a Naruto pokręcił ze śmiechem głową.


- Popiliście ta to żeście popili. Na zdrowie! - poklepał go po głowie. Serio, co on, miał go za jakiegoś zwierzaka? - Mam teraz odprawiać Dziady, więc trza iść. Chcę was zabrać ze sobą, ale musicie ta obiecać, że na nikogo podczas trwania Dziadów nie naskoczyta...


- Tylko podczas? - zmarszczył brwi Sasuke.


- Ano. Ino się Dziady skończą, od razu was pochwycę i będę trzymał, żebyśta kogo nie drapli.


- Temu Kakamirowi też nic nie mogę zrobić? - skrzywił się.


- Zamordował mi już dwóch takich jak ty - popatrzył gdzieś w bok blondyn - Z wyglądu może i dziad, ale co wiedźmak, to jednak wiedźmak. Jeno wyjmie miecz i ani się obejrzysz, a głowa utopca, zamiast na szyi, to koło utopca...


Sasuke westchnął, zaciskając i rozluźniając kilka razy szpony.


- Niech będzie - westchnął - Przysięgam nikomu niczego nie zrobić póki nie skończą się Dziady. Nawet temu siwemu dziadowi.


Blondyn poczochrał go po głowie, nagradzając Sasuke szczerym uśmiechem.


- A więc pójdźmy na Dziady! - krzyknął, przyciągając do siebie chwiejącego się utopca i ruszając dziarsko przed siebie - Swoją drogą, utopcu... rozumiem miód, ale skąd żem się dorobił pierza i ziaren?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 2: Zdziczały Uchiha, formularz rejestracyjny i Konohamaru!

Prolog

Epilog