Trzy połówki całości
Z połówkami od zawsze miałem problem. Zaczęło się już od wściekłej matematyczki, która raz za razem zwiniętym teleekspresem próbowała mi wbić do głosy, że nie ma czegoś takiego jak większa i mniejsza połowa, bo połowy są równe. Następny był mój chłopak, który z uporem kapibary uwziął się udowodnić mi, że matematyczka nie miała racji i na dzielonym po połowie łóżku moja połowa wynosi najmniejszy możliwy udział, gdzie mogłaby wynosić nawet mniej, gdyby w końcu z sukcesem udało mu się wepchnąć mnie w ścianę. Wisienką na torcie problemów z połówkami była natomiast aktualna rozmowa, podczas której dowiedziałem się, że całość dzieli się na trzy połowy - jak to mówią: człowiek uczy się całe życie!
- No i wiedziałem, że tylko będziesz kpił! - zgrzytnęła zębami - Ty zawsze tylko ze wszystkiego kpisz!
- Jestem poważny jak moher na procesji - popatrzyłem beznamiętnie na trzęsącego się ze złości chłopaka.
- Może to skończmy po prostu, co? Jak nie można z tobą nawet po ludzku dyskutować to nie wyobrażam sobie tkwienia w takiej patologii! - żachnął się.
- Mogłeś po prostu powiedzieć, że zdradziłeś mnie gdzieś na boku, a nie bawić się w jakieś wymyślne wytłumaczenia - dogryzłem mu, chociaż logika Uchihy była trafna do tego stopnia, że aż bolała.
Już prawie trzyletni związek złożony ze mnie i tego wrednego dupka, Uchihy, przeżywał w ostatnich miesiącach prawdziwy kryzys. Jego wszystko irytowało, mnie brakowało wrażeń i przez to mu tylko bardziej dokuczałem, on się przez to bardziej irytował... No błędne koło! Więc na jaki pomysł wpadł geniusz z rodu Uchiha? Że do tego konfliktowego związku trzeba nam jeszcze jednej osoby, z którą można się żreć!
- Przepraszam cię, Sasuke, ale nie dam rady z kimś... - zlustrowała mnie pogardliwym wzrokiem - "Takim".
- Spoko, Sakurcia - uśmiechnął się do niej pocieszająco mój wielkoduszny chłopak zawszony - Sorry, że sprawiłem ci problem. Myślałem, że Naruto jest dorosły...
- Znalazł się dorosły, który wyprowadza się z domu do hotelu, bo mu klocki rozwaliłem! - wybuchnąłem.
- "Klocki"? - zapytał z niedowierzaniem Uchiha - "Klocki"?!
- Nie, kurwa, świeczki zapachowe!
- Do twojej wiadomości ten autorski model złożony z setek tysięcy elementów składałem trzy miesiące...
- A do twojej wiadomości mówiłem chyba, że to był wypadek!
- Ja przepraszam cię, Sasuke, ale chyba już pójdę...
- W porządku, Sakurka - uśmiechnął się do niej, a mnie szlag miał ochotę trafić - Odprowadzę cię.
- Może do samej sypialni ją odprowadź i tam już zostań, co?!
- A co? Mam pozwolić jej iść po ciemku samej do domu?! Myśl, młocie!
- Poradzę sobie sama... - niepewnie wtrąciła się dziewczyna, ale zaraz spotkała się z dwoma gromiącymi spojrzeniami.
- Nie - powiedzieliśmy w tym samym momencie i znowu zderzyliśmy się w walce na spojrzeniach. Dałbym sobie rękę uciąć, że w połowie drogi między naszymi oczami co jakiś czas sypały się iskry.
Sakura westchnęła i chyba postanowiła po prostu wyjść już nic nie mówiąc. Sasuke i ja dalej wbijaliśmy w siebie wściekły wzrok. Włącznie z momentem, w którym trzasnęły za Sakurą drzwi naszego mieszkania.
- Miałeś ją odprowadzić, draniu - warknąłem.
- Jeszcze chwilę temu byłeś przeciwny temu pomysłowi - odparował Uchiha, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- To sam ją pójdę odprowadzić.
- To idź, droga wolna.
- Bardzo dobrze, to pójdę.
- To idź.
- To pójdę.
- Znakomicie.
- Znakomicie.
- Zamierzasz wyjść jeszcze dzisiaj czy już jutro?
- Pierdol się, Uchiha.
Obdarzając tego dupka jeszcze kilkoma niewybrednymi epitetami, naciągnąłem na stopy trampki i wybiegłem z mieszkania. Miałem nadzieję, że Sakura nie wybrała jakiejś niestandardowej trasy i że uda mi się ją złapać.
- Sakurcia! - krzyknąłem, dostrzegając na jednej z alejek różowe włosy - Czekaj, odprowadzę cię!
Dziewczyna odwróciła się do mnie zdziwiona, po czym prychnęła.
- Phi. Bez łaski.
Dobiegłem do niej w kilku krokach.
- Sakura... Sorry, że to tak wyszło. W ogóle głupia sytuacja... - podrapałem się z zażenowaniem po karku.
- Na tyle głupia, że przez cały czas czułam się tam jak piąte koło u wozu - skrzywiła się - Do twojej wiadomości to zupełnie nie był mój pomysł.
- Wiem, tylko Sasuke ma takie poronione pomysły... Sorry, że musiałaś być tego świadkiem.
- Tak szczerze to cała rozmowa przebiegała w pełni kulturalnie dopóki do akcji nie wkroczyłeś ty. Chyba na noc dostanę migreny od słuchania twoich wrzasków. Nie dziwię się, że Sasuke puszczają przy tobie agresory.
- Taaa... - popatrzyłem lekko zawstydzony gdzieś na bok. Sasuke też wcale nie był święty, ale wszyscy czepiali się zawsze tylko mnie. Do tego stopnia, że już przeszedłem nad tym z wolna do porządku dziennego.
- W sumie jestem trochę zaskoczona twoją reakcją - przyznała po chwili różowowłosa, a ja aż stanąłem, żeby przetrawić to, co usłyszałem - No co?
- Nie no, nic... Ale zaskoczona? Czemu? Czym?
- Odkąd tylko zacząłeś pracować w Konoha Corporation to stawałeś na uszach, żeby się ze mną umówić. Potem, kiedy zacząłeś spotykać się z Sasuke, trochę ci przeszło, ale nadal byłeś dla mnie bardzo miły. Myślałam, że się ucieszysz.
- Taaa, pewnie dupkowaty Uchiha myślał to samo - przewróciłem oczami - Słuchaj, Sakurcia, masz rację z tym, że mi się podobałaś. Ale w sprawach związkowych jestem trochę staroświecki i od zawsze uważałem, że jego połówki są dwie.
- Czyli nie rozmawialiście o tym z Sasuke?
- O trójkącie? Wcale! Sasuke w ogóle o niczym normalnym nie rozmawia. Wyłącznie coś tam sobie mruczy. Albo się ze mną wykłóca. Kiedyś jeszcze po takich kłótniach godziliśmy się namiętnie, a teraz co najwyżej trzaskamy sobie drzwiami przed nosem. Nasza nienawiść przeżywa jakiś magiczny renesans, a uczucie to już chyba zdechło z rok temu - prychnąłem, wyrzucając z siebie to wszystko. Od dawna potrzebowałem się komuś wygadać. Sakura wyglądała na mocno zaskoczoną.
- Może... - zastanowiła się - Powinniście spróbować jakiejś terapii dla par?
- Uchiha jest za dumny, żeby zwrócić się do pomoc do jakiegoś podrzędnego terapeuty. W ogóle wszystkie rodzaje terapii uważa za oznakę słabości, gdzie zakichani Uchiha są przecież silni i idealni!
- Brzmi jak typowy Sasuke - zachichotała - Myślę, że powinniście ze sobą poważnie porozmawiać, Naruto...
- Sakura - spojrzałem na nią z powagą - My już nie rozmawiamy, my się wyłącznie kłócimy.
- Może gdybyś nie podnosił głosu i posłuchał co również Sasuke ma do powiedzenia...
- Chyba do wymruczenia!
- NARUTO! - wrzasnęła dziewczyna, a ja nieco skuliłem się w sobie, bo różowowłosa miała parę w ustach - O tym właśnie mówię. Ty w ogóle nie dajesz mu szansy. Masz zbyt dominujący charakter i wszystkim chcesz komandorować według siebie.
- Jak mu daję to tylko mruczy zamiast cokolwiek powiedzieć jak człowiek - przewróciłem oczami.
- Bo ty go zaraz jak coś powie zakrzyczysz i zaczniesz się kłócić! Boże, Naruto... Sasuke się podobał ten twój rozkrzyczany charakter, ale ileż można? Po pewnym czasie to robi się męczące!
- Sorry, taki już jestem - burknąłem. Wszyscy mieli do mnie jakieś problemy i tylko we mnie widzieli problem.
- Wiesz co? Jesteś serio dupkowatym egoistą. Jakby nie Sasuke to ten wasz związek już by nie istniał.
- Może faktycznie powinien przestać istnieć!
Sakura zaniemówiła.
- I ty myślisz, że taki sposób rozmowy jest w porządku? Serio?
- A czemu niby nie?
Dziewczyna pokręciła głową.
- Naruto... Ty wiesz, że Sasuke za mną nie przepada, prawda? - zapytała, a ja niepewnie skinąłem głową - Nie lubi mnie, bo byłam przeszkodą w zdobyciu twojego serca. I mimo tego jak bardzo mnie nie lubi to przyszedł dzisiaj ze mną poważnie porozmawiać i zaproponować... układ we trójkę.
- Po prostu zaprosił cię do trójkąta, nazywaj rzeczy po imieniu!
- Wiesz, że Sasuke jest gejem, prawda? - zadała dość niespodziewane pytanie.
- Przez trzy lata związku chyba udało mi się to zauważyć...
- Więc wytęż trochę ten swój mały móżdżek i pomyśl: jaki gej zaprasza do trójkąta kobietę? Sasuke zrobił to tylko ze względu na ciebie, bo ja w najmniejszym stopniu mu się nie podobam. Był zdecydowany się poświęcić, żebyś ty był zadowolony.
- Wcale go o to nie prosi...! - zamilkłem, bo nagle coś sobie przypomniałem - O cholera! Wczoraj podczas kłótni rzuciłem coś o tobie i tym, że było mi z tobą milion razy lepiej...
- Widzisz. Pewnie dogryzając mu wspomniałeś też coś o trójkącie?
- Jak tak teraz o tym mówisz... Sasuke rzucił wtedy żartem, że w takim razie może powinniśmy zaproponować ci trójkąt. I ja wtedy, że to znakomity pomysł, bo w tym związku śmierdzi już zgniłą rybą. To o rybie to było nawiązanie do sushi, którym znowu jechała cała kuchnia jak coś...
Sakura pokręciła głową.
- Ty sam nie słuchasz tego, co mówisz, Naruto. Sasuke serio się stara, ale on też potrzebuje odpoczynku, a z tobą do czegokolwiek można dojść tylko krzykiem... Sama gadam z tobą może od pół godziny, a już jestem gorzej wykończona niż po całym dniu na infolinii.
Przekonałem ślinę, ale trochę musiałem się z nią zgodzić. Trochę, bo dziewczyna jak zwykle brała stronę Sasuke przez to, że się w nim bujała.
- Wiesz co, Naruto? Dalej zamówię już chyba Ubera - powiedziała ni z tego ni z owego Sakura - Mam już dość dzisiejszego dnia i po prostu chcę do domu - wytłumaczyła, wystukując coś na telefonie - Tylko 2 minuty do przyjazdu kierowcy, więc możesz już iść.
- Na pewno? Chętnie z tobą poczekam.
- Na pewno, mam cię już dość na dzisiaj - pokazała mi język - Idź i pozdrów Sasuke.
- No dobra - skapitulowałem i pożegnałem się z dziewczyną.
💢 💢 💢 💢 💢
W mieszkaniu jak zwykle powitała mnie cisza. O obecności jeszcze kogoś w mieszkaniu świadczył wyłącznie przytłumiony blask dobywajacy się spod drzwi "gabinetu Uchihy". Od kiedy wniósł tam jakiś stary materac była to również jego spania przez jakieś 99% czasu.
- Dupku, wróciłem! - przywalilem kilka razy w drzwi, żeby mnie usłyszał.
- Słyszę.
I tyle, nawet nie wyjrzał na mnie z tego swojego zakichanego gabineciku. Nie wiem, gdzie Sakura i cała reszta ludzi widziała to wielkie "staranie się Sasuke". Pewnie jak sam bym czegokolwiek nie powiedział to nawet byśmy nie rozmawiali!
Otworzyłem lodówkę mając ochotę znaleźć coś czym mogę się zapchać i zająć usta, bo miałam ochotę obejrzeć film. Jeśli nie będę gryzł czegoś podczas oglądania to nieumyślnie opędzluje paznokcie do cna. Tak, obgryzałem je notorycznie, bo taki już byłem.
Przemknąłem wzrokiem po jakichś śmiesznych kanapeczkach, które narobił i poukładał w pojemnikach próżniowych Uchiha. Nie miałam ochoty na kanapkę. Na pizzę z wczoraj też nie. Zajrzałem więc do zamrażarki, gdzie znalazłem worek frytek do smażenia. Logo Biedronki mrugało na mnie zachęcająco.
- Dobra, Biedroneczko, przekonałaś mnie - uśmiechnąłem się do paczki, wyciągając frytki z zamrażarki. Rozciąłem worek i wsypałem połowę jego zawartości do miski. Takiej bez złotego paska, żeby Sasuke znowu mi nie płakał, że się iskry sypią w mikrofali.
- Co ty planujesz, Uzumaki? - dobiegł mnie z tyłu głos, a ja prawie podskoczyłem.
- Boże, Sasuke, nie baw się w ninję i nie skradaj się tak! - ofuknąłem go, ale tylko przewrócił oczami.
- Czy dobrze myślę, że zamierzasz wrzucić to do mikrofali?
- A i owszem. Widzisz w tym jakiś problem?
- Patrzyłeś w ogóle na opakowanie? - zapytał tym swoim pełnym politowania tonem.
- Nie muszę, wiem jak się robi frytki!
- Nie wszystko robisz tak samo, Naruto... - westchnął - Akurat ta paczka nadaje się wyłącznie na patelnię. Widzisz gdzieś obrazek mikrofali?
- Może i go nie ma - prychnąłem, nawet nie patrząc na tą głupią paczkę - ale wiem, że się da zrobić frytki w mikrofali!
- Nie takie frytki. Wyjdą ci niedobre.
- Sam je będę jadł i zrobię je tak, jak mi się podoba!
- Dlaczego ty jesteś taki...
- Jaki, co? Nie możesz się odwalić od moich frytek i dać mi zjeść w spokoju?!
- Po prostu ci dobrze radzę, młotku.
- A ja nie chcę tego słuchać! - prychnąłem i załadowałem miskę do mikrofalówki - Patrz, i co mi teraz zrobisz, co? - zapytałem buńcznie, wciskając przycisk na gotowe jedzenie.
- Nic ci nie zrobię. Jak rozboli cię brzuch to też zupełnie nic nie zrobię.
- Nic mnie nie rozboli i nikt cię o nic nie prosi! - warknąłem, odwracając się i odchodząc do naszej ex sypialni, która teraz była moim prywatnym pokojem. Nie zamierzałem z nim dyskutować, niech widzi jak bardzo gdzieś mam jego zdanie!
Zamknąłem się w pokoju i zacząłem przeglądać bibliotekę. Dużo bardziej lubiłem to stare HBO niż to dziwne coś-Max. Starą stronę mieli fajniejszą.
Wybrałem jakiś serial o mordujących się szlachcicach i zanurkowałem pod łóżko w poszukiwaniu słuchawek. Lubiłem oglądać filmy naprawdę głośno, czym mogli nie być zbyt zachwyceni w czasie ciszy nocnej sąsiedzi.
Po dłuższej chwili znalazłem splątane z jakimś kocem słuchawki. Odkąd nie spaliśmy razem z Uchihą, który z uporem maniaka przestawiał rzeczy na "ich miejsce", w pokoju zapanował istny chaos. Lubiłem ten chaos.
Frytki długo nie dawały o sobie znać, więc wyszedłem na karytarzo-salon z aneksem kuchennym, by sprawdzić co z moim jedzonkiem się dzieje. Już z daleka dostrzegłem powód, dla którego mikrofala nie zabrzęczała.
- Czy to MOJE frytki?! - ryknąłem na stojącego nad patelnią Uchihę - Co ty z nimi robisz?!
- Robię je jadalnymi - wzruszył ramionami na moją złość - Nie złość się tak, nie zjem ci ich przecież.
- Czy ja cię o to prosiłem, Uchiha?!
- Postanowiłem wyświadczyć ci tę przyjemność.
- Przyjemność?! Chyba mi przypiec!
- Frytek staram się nie przypiec, więcej wiary w moje umiejętności, młotku.
- Jeszcze raz: czy ja cię o to prosiłem?!
- Po prostu nie chcę słuchać potem jęków, że cię brzuch boli...
- A co ci do tego?!
- Jesteśmy w jakimś związku, więc choć troszkę się o ciebie troszczę...
- To troszcz się o siebie!
- Może serio powinniśmy iść na tę terapię?
- Teraz? Bo co? Bo ja jestem problemem, tak?! Jakoś do tej pory nie chciałeś iść na terapię!
- Ale teraz chcę.
- No patrz, a teraz ja nie chcę!
- Naruto...
- Łaski bez, jak nie chcesz mi dać zrobić frytek po mojemu! - krzyknąłem już na dobre wkurzony, sięgając do zamrażarki. Nie wsypałem całości frytek do mikrofali. Była tam jeszcze druga połowa i ją sobie przypilnuję, żeby mogła się zrobić tak, jak mi się podoba.
- Wiesz, że nie robię ci na złość? - pokręcił głową Uchiha, patrząc jak wsypuję pozostałe frytki do miski i ładuje je do mikrofalówki.
- Właśnie, że robisz. Wara od mojej mikrofalówki!
- Czemu musisz zachowywać się jak dziecko?
- Zachowuje się normalnie tak jak ja! Nagle ci to zaczęło przeszkadzać?!
- Wcale się tak wcześniej nie zachowywałeś!
- Nie podnoś na mnie głosu, Sasuke!
- Przecież ty cały czas podnosisz głos!
- Bo mnie denerwujesz! Kto ci pozwolił wyjmować coś z mojej mikrofalówki?!
- Co ty masz z tą twoją mikrofalówką?! Ja ją kupiłem, nie ty!
- No tak, bogaty pan Uchiha! Zapomniałem, że wszystko tu kupiłeś!
- Młotku...
- No co?! - wrzasnąłem, stopując mikrofalówkę i wyjmując frytki - To zabieram frytki z tej TWOJEJ mikrofalówki. I tak lubię bardziej chrupiące!
- One są niedopieczone, młocie...
Warknąłem, pakując kilka frytek do buzi.
- Są pyszne - oznajmiłem z wyższością, przeżuwając twarde paseczki - Idę do siebie!
- Naruto...
- Smacznych frytek, Sasuke! - krzyknąłem jedynie na odchodne. Kiedy tylko zatrzasnąłem drzwi pokoju, wyplułem wszystko, co miałem w ustach. Te frytki rzeczywiście były paskudne, ale nie zamierzałem pokazywać temu dupkowi, że ma rację!
Usiadłem przed ekranem i puściłem ten dziwny serial, który znalazłem. Gdzieś w połowie pierwszego odcinka do pokoju wsunął się Uchiha. Powitałem go wyłącznie uniesieniem brwi.
- Mogę się dosiąść?
- Rób co chcesz - prychnąłem, a Sasuke przyłączył do komputera również swoje słuchawki. Nie zwróciłem na to wcześniej uwagi, ale trzymał na ręce miskę tych swoich frytek z patelni. Podsunął je w moją stronę, więc zasłoniłem się miską swoich.
- Naruto, skończ już z tym - pokręcił głową z rozbawieniem.
- Z czym takim, co?
- Z tym swoim uporem. Frytkę na zgodę?
- Mam swoje frytki.
- No skończ już, młotku, no...
- Może sam skończ?!
- Z czym mam skończyć? Z w ogóle odzywaniem, kiedy robisz głupoty?
- A może z tym związkiem, w którym ciągle tylko się kłócimy?!
- Nie mówisz chyba poważnie, Naruto.
- A może właśnie mówię poważnie?! To w ogóle nie ma sensu, wiesz? Przypierdzielasz się do wszystkiego! Do bałaganu, do moich sposobów robienia rzeczy, do frytek nawet, kurwa!
- Teraz to histeryzujesz. Ja chcę móc po prostu normalnie wyjść z mieszkania, a ty zawsze musisz czegoś na przejściu naustawiać.
- Tak?! Ostatnio wyrzuciłeś mi 10 kartonów z supermarketu, z których chciałem wyciąć stroik!
- Te 10 kartonów leżało na przejściu tydzień. TYDZIEŃ. Po nowe możesz sobie przejść do Biedry w każdej chwili!
- Nie miałeś prawa ich wyrzucać!
- Mam prawo móc wyjść z własnego domu!
- To droga wolna, wychodź nawet teraz! I nie wracaj!
- Naruto...
- Nie mów mi, że nie mówię poważnie, bo mówię! Wychodź jak ci tak bardzo nie pasuje moja osoba!
Sasuke zacisnął szczękę, ale podniósł się z łóżka, zostawiając na nim miskę frytek.
- Te swoje frytki też ze sobą zabierz! - warknąłem, a Sasuke zabrał i swoje głupie frytki. Zniknął za drzwiami. Pewnie teraz nie będzie odzywał się do mnie kilka dni, dupek jeden.
Po kolejnym odcinku zabijania się nawzajem oszalałych rządzą władzy szlachciców w drzwiach niespodziewanie znowu ukazał się Sasuke.
- Nie zmieniłem zdania w sprawie twoich głupich frytek - warknąłem, wpakowujac sobie garść niedopieczonych frytek ze swojej miski i przeżuwając zaciekle.
- Okej. Nie zmieniłeś pewnie też zdania w sprawie tego, że mam wyjść i nie wracać? - zapytał poważnie, więc aż zapauzowałem odcinek.
- Nie, droga wolna. Jak pojedziesz samochodem to nawet dogonisz Sakurę, żeby się jej wypłakać w rękaw - zakpiłem, a Sasuke się skrzywił.
- W takim razie możesz wyrzucić moje pozostałe rzeczy. Zabrałem to, co mi niezbędne. Szkoda, że tak się to kończy.
- Skończyło się chyba już dawno!
- Może i tak. Żegnaj Naruto - powiedział smutno i wyszedł z mojego pokoju. Zaraz po tym trzasnęły drzwi wejściowe.
- Jak tu wrócisz to wszystkie twoje rzeczy znajdziesz tam, gdzie wylądowały moje kartony! - krzyknąłem za nim ze złością. Głupi Uchiha, wymyślił sobie robić przedstawienia.
💢 💢 💢 💢 💢
Gdy obudziłem się następnego dnia, Uchihy nadal nie było. Z braku laku schwyciłem miskę tych jego zimnych frytek z wczoraj i zacząłem je jeść. Nie były takie złe, Sasuke dodał do nich tyle Vegety, ile lubię.
Była sobota, więc cały dzień w znudzeniu oglądałem jakieś historyczne filmy. Najbardziej nie przypadł mi do gustu ten z czarną królową. To był już rasizm w drugą stronę co wyrabiali twórcy z postaciami historycznymi. Poza tym nie tylko dobór aktorów ssał po całej linii. Lepszą fabułę chyba skleciłby 12-latek.
Niedziela upłynęła podobnie i Sasuke nadal nie wrócił do domu. Aż prawie zaczynałem się martwić. Przed snem dostrzegłem jednak interesującą fotkę na Instagramie Suigetsu: Sasuke siedział na ukosie przy wielkim grillu pełnym szaszłyków. Czyli poszedł się bawić, gnój jeden.
Machnąłem na niego ręką. I Sasuke chyba na mnie też, bo nie pokazał się w domu przez cały tydzień. A potem przez kolejny.
💢 💢 💢 💢 💢
W piątkowy wieczór, kiedy wybrałem się na zakupy do galerii handlowej (bez matkowania Uchihy i zajmowania się przez niego zakupami lodówka szybko zaczęła zionąć pustkami) dostrzegłem ciekawy widok. Grupa znajomych, w której środku znajdował się mój Sasuke, przemieszczała do części restauracyjnej galerii. Sasuke miał jak zwykle tę swoją nietęgą minę, ale za szyję obejmował go ten tleniony idiota Suigetsu. W grupce była jeszcze Sakura i trójka facetów, których zupełnie nie kojarzyłem.
Sasuke mnie nie zauważył, więc czmychnąłem za róg jakiejś wysepki.
- Mogę w czymś pomóc? - zapytała z podejrzliwością ekspedientka.
- Nie, śledzę byłego chłopaka - szepnąłem, a babka widać uznała, że nie zamierzam jej okraść i dała mi spokój.
Grupa Sasuke udała się do naleśnikarni. Suigetsu siłą wcisnął tam Sasuke w fotel i poszedł zamawiać z resztą naleśniki. Poza Sakurą, która przysiadła się obok Uchihy na drugim fotelu. O czymś zaczęli rozmawiać. Naciągnąłem szybko na uszy zimową czapkę, która dzisiaj swoją drogą kupiłem, i odwrócony tyłem dosiadłem się do stolika nieopodal. Siedzące tam już dziewczyny popatrzyły na mnie dziwnie i szybko przesiadły się w inne miejsce.
- Naprawdę przestań się przejmować, Sasuke - usłyszałem głos Sakury - On nie zasługiwał na ciebie.
- Mogłem się zgodzić na tą terapię od razu, kiedy pierwszy raz to zaproponował.
- Już to przerabialiśmy, Sasuke. Zaproponował ci? On cię wyśmiał, że powinieneś iść się leczyć do terapeuty.
Ze strony Sasuke nie nastąpiła żadna odpowiedź. Co było z tym gnojem? Powinien mnie bronić przed tą różową wywłoką! Mogła mi się podobać, ale nikomu nie wolno było mnie obrażać! Powinieneś mnie bronić zamiast siedzieć cicho, Sasuke!
- Sasuke - znowu zaczęła ta dwulicowa Sakura - Nie zasępiaj się tak! Dzisiaj pierwszy raz dałeś nam się wyciągnąć gdzieś z domu Suiego. Zobaczysz, kilka następnych tygodni i sam będziesz udzielał się w towarzystwie jak dawniej.
Dom Suiego. Czyli to tam Sasuke koczował po tym jak wyszedł teatralnie z naszego mieszkania. Ten tleniony pozer od zawsze mi się nie podobał. A tu proszę, miał chrapkę na Sasuke i jak tylko kamień nam się podwinął w związku pod nogi to od razu sprzątnął Uchihę dla siebie. Zresztą ta Sakura wcale nie była lepsza. Wiecznie przeciwko mnie, bo opluwała się zazdrością o mój związek z Sasuke. Na zewnątrz ładna, ale w środku zupełnie przegniła!
- Sasuke, mamy specjalność zakładu! - włączył się do rozmowy perfidny Suigetsu - Naleśniki z lodami, bitą śmietaną i podwójną posypką!
- Nie za dużo tego cukru? - zapytał Uchiha, a ja oczyma wyobraźni zobaczyłem jak się krzywi na widok słodkiego dania. Sasuke nie cierpiał słodkiego.
- Przestań - odezwał się nieznany mi głos - Nie wierzę, że faktycznie pomoże, ale chociaż może trochę naprostuje tę twoją skrzywioną minę!
- Słodkie zakleja złamane serca - dorzuciła swoje zapewnienie Sakura.
Sasuke westchnął, ale zaraz po tym zabrzmiało skrzypnięcie łyżeczki. Zapanowała cisza. Co oni, gapili się jak urzeczeni jak to Sasuke je?
- Nie takie złe - odezwał się Uchiha - Ale nie liczcie, że dam radę zjeść całość.
- Jedz ile możesz! - zbył jego zmartwienie Suigetsu - Dzisiaj ja stawiam! Za pierwsze wyjście naszego Sasuke do ludzi!
Zazgrzytałem zębami. Jakiego "ich" Sasuke?! Sasuke należał do mnie, nie do tego pozerskiego białasa.
- Sasuke, starczy tych wygłupów - powiedziałem wściekle, odwracając się do niego i całej reszty zebranych - Wracamy do domu, koniec tej błazenady!
- On nigdzie z tobą nie idzie! - zasłoniła go ręką Sakura, choć Sasuke wcale nie ruszył się z miejsca.
- Uchiha, nie denerwuj mnie! - warknąłem.
- Czy ty nas tu śledziłeś? Boże, ty jesteś całkowicie żałosny! - zaśmiał się ze mnie jakiś hipis z czerwonymi tatuażami.
- Nie obrażaj go, Kiba - stanął w mojej obronie Sasuke. Bardzo dobrze, powiedz im!
- Nie zasługuje na nic lepszego - prychnęła Sakura, ale Sasuke uniósł rękę w geście "zamknij się, różowa lafiryndo”.
- Dziękuję wam, ale sam się z nim rozmówię - nakazał Uchiha i wbił we mnie swoje czarne jak węgiel tęczówki - Naruto, z nami już koniec. Nie śledź mnie, proszę, więcej.
- Co masz niby na myśli? - oniemiałem - Zostawiasz mnie przed świętami?! Mnie?! I ja cię niby śledzę?!
- Nasz związek nie ma przyszłości, jeśli ma tak wyglądać.
- No to się zmień i wszystko będzie cacy!
- Naruto. Ja dla ciebie byłem nawet gotów spać z kobietą, choć dobrze wiesz, że jestem gejem i zupełnie mnie to nie kręci. Ale ty tylko cały czas krzyczysz i z niczego nie jesteś zadowolony. W związku nie chodzi tylko o to, żeby jedna strona szła na ustępstwa...
- Więc co?! Zostawiasz mnie?!
- Właśnie tak.
- Nigdy i nigdzie nie znajdziesz kogoś takiego jak ja!
- Tutaj niestety masz rację... Przykro mi, że nam nie wyszło, Naruto.
- Trzy lata życia razem ci nie wyszły! - warknąłem i odwróciłem się na pięcie - Pierdol się, Uchiha! - powiedziałem na pożegnanie.
W drodze do mieszkania szlag mnie trafiał na widok tych wszystkich błyskających lampek i przerośniętych choinek. Święta, wielkie mi halo! Idealny czas, żeby wypiąć się na swoją drugą połówkę!
W buntowniczym nastroju dotarłem pod drzwi swojego lokum. Teraz było całe dla mnie, kolejny bonus wyprowadzenia się tego durnia Sasuke. Nie potrzebowałem go, w jego gabinecie zrobię sobie pokój do streamingu!
Wdrapałem się po stołku do półki w szafie ściennej, na której położyłem pudełko z moimi akcesoriami do streamowania. Głupi Sasuke i jego idiotyczna grupa wsparcia złożona z kilku znajomych. Ja, zanim przestałem streamować w sumie nie wiem z jakiego powodu, miałem tysiące followersów! Przy nich kilka osób podążających przy Sasuke wyglądało jak gówno. Byłem dużo bardziej lubiany niż ten zarozumiały Uchiha! I moi obserwujący mnie kochali zamiast mówić, że mam ze sobą problemy! Kto w ogóle potrzebuje zadawać się z takimi durniami ze świata realnego!
Rozwaliłem się w gabinecie Uchihy, bo w całej reszcie domu panował chlew. Brakowało tu jakiś ledów, ale najwyżej włączę wycinanie twarzy na nagraniu. Rzuciłem na biurko swojego gamingowego laptopa, założyłem słuchawki z kocimi uszkami i zalogowałem się na swoje konto, włączając od razu przednią kamerkę.
- Hej, hej, kociaczki - przywitałem się, z dumą obserwując szybko rosnącą liczbę oglądających - Tutaj wasz Nyan~ Nyaruto! Nie uwierzycie, jakimi ludzie są dupkami!
Komentarze
Prześlij komentarz