Prolog
Naruto przetarł zmęczone oczy, przeglądając stos papierów znajdujący się na biurku. Wymarzona praca Hokage właśnie tym się okazała - przeglądaniem papierów.
Podparł głowę na dłoni, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Kogo tu niosło o tej porze?
- Proszę - powiedział zmęczonym głosem, ale zaraz się zdziwił - Boruto? Od kiedy ty pukasz?
Chłopak wyszczerzył się szeroko, zakładając ręce za głowę.
- Dostałem misję od Sarady dostarczyć cię w jedno takie miejsce - wzruszył ramionami, a wzrok Naruto powędrował na stojący na rogu blatu kalendarz. Postarał się nie skrzywić widząc dopisek wykonany czerwonym mazakiem przy dzisiejszej dacie, która dodatkowo zakreślona była czerwonym kółkiem. Wyleciało mu to zupełnie z głowy.
- Nie mów, że znowu zapomniałeś! - powiedział ze złością jego syn - Starzejesz się, tato. Może pora zwolnić miejsce komuś młodszemu i zająć się rodziną?
- Pamiętałem. Po prostu... straciłem poczucie czasu? - zapytał samego siebie Naruto, chociaż doskonale wiedział jak słabo brzmiała ta wymówka pomieszana z kłamstwem. Zaśmiał się pustym śmiechem, chcąc jakoś zaradzić napiętej atmosferze. Wzrok syna mówił mu, że zupełnie tego nie kupuje. Przez dobrych kilka lat jego relacje z rodziną (a szczególnie z Boruto) były w miarę w porządku, ale po czasie znów się zepsuły, bo Naruto przeginał z pracą. Wiedział o tym, ale nie umiał się zmusić do innego sposobu bycia.
- Taa... To idziesz? Przyjęcie jak ta lala, nawet ramen jest.
- Muszę jeszcze skończyć z tymi papierami, więc wpadnę za jakieś pół godziny.
- Dobra, przekażę reszcie - ponownie wzruszył ramionami Boruto, widząc że nie ma co dyskutować z ojcem - Hima nie będzie zachwycona. To ona głównie szykowała całą tę imprezę - rzucił jeszcze na odchodnym i wyszedł.
Naruto westchnął. Nie miał ochoty nigdzie się ruszyć. Ostatnio w ogóle nie był sobą... A żeby tylko ostatnio. Czuł się jakby wszystko już przeżył i wszystko było takie puste, bez celu. Jakby osoba, którą był, już się skończyła i teraz wyłącznie nosił jej maskę, udając, że dalej jest tym samym pełnym pasji i niekończącej się energii Naruto. Czy to już wypalenie czy po prostu wreszcie dorósł? Jeśli dorósł, to dorosłość ssała po całej linii. Gdzieś pomiędzy natłokiem obowiązków a liczącymi na niego ludźmi stracił samego siebie. Czuł, że przestał się rozwijać i zgubił swoją ciekawość świata. Wszystko było takie samo każdego dnia, a nawet gdyby miał ochotę zmienić tę rutynę to trzymały go więzy rodzinne i zawodowe. Był dorosły i odpowiadał nie tylko za siebie, ale za całą wioskę, rodzinę - musiał być odpowiedzialny. Musiał być też dobrym ojcem, dobrym przyjacielem, dobrym tym, tamtym... Czuł się jak w kajdanach, które sam sobie założył i przez własne przekonania jedyne co robił to wymieniał łańcuchy na coraz cięższe. Sam decydował się na to, żeby czuć się gorzej i gorzej i uparcie w to brnął.
Nie był pewien kiedy, ale zaczął się również izolować od ludzi. Wiedział dokładnie co było tego przyczyną - był zmęczony udawaniem, że nadal jest starym sobą. Nie mógł jednak przestać tego robić, to było takie do niego niepasujące, takie jak nie on. Bo co miał niby zrobić? Położyć się plackiem na ziemi i tak już zostać? Bo to było jedynym, na co naprawdę miał ochotę. Sama egzystencja go zmęczyła.
Popatrzył na stos papierów przed sobą, które musiał na dziś ogarnąć i się poddał. Jeszcze ta jubileuszowa rocznica ich ślubu z Hinatą... Z tym nie mógł niestety się poddać. Wypadałoby coś dać Hinacie z tej okazji, a zupełnie nie miał pojęcia, co mógłby o tej porze dla niej zdobyć. Wiedział, że jego żona będzie szczęśliwa bez żadnego prezentu i ucieszy ją sam poświęcony jej czas, ale to nie było właściwe. Hinata była taką wspaniałą, wspierającą i dbającą o wszystko kobietą, kiedy on był cieniem udającym mężczyznę, w którym się przed laty zakochała. Nie zasługiwał na nią, z premedytacją uciekając od wszelkich kontaktów międzyludzkich. Nigdy nie sądził, że stanie się takim człowiekiem.
Potrząsnął głową, wiedząc, że jeśli dłużej będzie nad tym rozmyślał to tylko większe poczucie beznadziejności go ogarnie. Zarzucił na siebie płaszcz i wyszedł ze swojego biura, starając się opróżnić głowę ze wszelkich niepożądanych i przytłaczających go myśli. Wokół panował już półmrok, więc nie silił się na żaden pogodny wyraz twarzy, a po prostu szedł bezmyślnie przed siebie.
Jak na złość wszystkie sklepy i lokale wokół były już zamknięte, więc kiedy zbliżył się niebezpiecznie blisko rozświetlonej części miasta, zatrzymał się z westchnieniem. No tak, wszyscy poszli na wielką imprezę zorganizowaną przez ich córkę z okazji ich jubileuszu.
Jego wzrok powędrował na lokalik, przy którym się zatrzymał. Kwiaciarnia... W sumie to wręczenie Hinacie kwiatów było lepsze niż niewręczenie niczego. Polnych kwiatów może narwać nawet teraz. Niezbyt wierzył w swoje umiejętności artystyczne, ale naręcze jakichkolwiek kwiatów nie będzie wyglądało chyba jakoś bardzo źle... A nawet jeśli będzie to nie bardzo miał wybór. Pobiegł w stronę skały z podobiznami Hokage, bo zmitrężył już dość czasu na lezieniu jak zombie przez połowę wioski.
- Sasuke - zdziwił się, wyczuwając znajomą czakrę po dotarciu na szczyt, a zaraz wbiły się w niego czerwone oczy - Co ty tu robisz? Łapiesz króliki w genjutsu? - postarał się nieudolnie zażartować. Uchiha popatrzył na niego pusto.
- Nie wiem - wzruszył ramionami - Zastanawiam się, czy rozpalić ognisko.
- A ja przyszedłem tu zbierać kwiatki - pochwalił się Naruto, a Uchiha uniósł ze zdziwieniem brew.
- Ach tak.
- No tak - Naruto popatrzył w już całkiem ciemne niebo, na którym skrzyły się pierwsze gwiazdy - Czemu zastanawiasz się, czy rozpalić ognisko?
- Nie chciałbym, żeby ktoś je zobaczył i przyszedł sprawdzić, kto tu siedzi.
- Aż tak stronisz od ludzi? - na usta Uzumakiego wypłynął kpiący uśmiech - A może podpadłeś Sakurce?
Uchiha chwilę popatrzył na niego w ciszy z beznamiętnym wyrazem twarzy.
- Stronię od ludzi. Z Sakurą dawno nie rozmawialiśmy. Chodzę na misje.
- To, to wiem. Jestem Hokage i mam tę rzekomą przyjemność czytania raportów...
Uzumaki popatrzył znowu na Uchihę. On nigdy niczego nie udawał jeśli chodziło o jego nastrój. Naruto zawsze się śmiał z ponurej miny kolegi, ale od kilku lat zaczął przyjacielowi szczerze zazdrościć. Gdyby sam na siebie nie nałożył obowiązku bycia wesołym Naruto "Dattebayo" Uzumakim, teraz zapewne siedziałby z równie radosnym wyrazem twarzy jak Sasuke. Maska, którą budował z taką starannością przez tyle lat, bardzo mu ciążyła.
- Nie masz pewnie przy sobie niczego mocniejszego? - zapytał Uzumaki, opadając pod skalną ścianą obok Uchihy, a ten wyciągnął spod płaszcza butelkę z bliżej niezidentyfikowaną zawartością - Co to?
- Coś mocniejszego.
- Miejmy nadzieję, że trucizna - łypnął na niego Naruto, pociągając spory łyk z butelki. Brew Uchihy ponownie powędrowała do góry - Co tak na mnie patrzysz zdziwiony?
- Nie ma cię na jubileuszowej rocznicy ślubu z Hinatą. Która to już rocznica?
- Nawet nie wiem. Po 30-stce wszystko zaczęło mi się zlewać w jedno - prychnął, racząc się kolejnymi łykami alkoholu sprezentowanego mu przez Uchihę - A ciebie czemu tam nie ma?
- Bo stronię od ludzi - przypomniał Sasuke.
- Twojej żonie i córce nie jest przykro, że tak od nich uciekasz?
- A twojej?
Po tym pytaniu Uzumaki zamilkł. Był strasznym hipokrytą naskakując tak na przyjaciela, kiedy sam zachowywał się w identyczny sposób. Jedyną różnicą było to, że Naruto udawał, że wcale taki nie jest, podczas gdy Sasuke był całkowicie szczery.
- Czuję, że wszystko straciło sens - niespodziewanie przerwał ciszę Uchiha, patrząc mu w oczy - Już od dawna.
Naruto przełknął ślinę. Co się temu Sasuke tak zebrało? Sam nie miał ochoty o tym rozmawiać, jedynie chciał to z siebie wyprzeć. Ubrać maskę szczęśliwego człowieka i w niej paradować, wyrzucając te wszystkie smęty z głowy. Podrapał się po karku, jak zwykł to robić w wymagających zastanowienia się sytuacjach.
- Przykro mi - powiedział w końcu, bo najwyraźniej Uchiha oczekiwał jakiejś odpowiedzi z jego strony.
- Mi też - westchnął Sasuke, patrząc w niebo - Odkąd wróciłem do wioski mam kryzys wieku średniego - zaśmiał się smutno - Nie powinienem żenić się z Sakurą. Nie powinienem próbować odbudowywać klanu, gdzie i tak stanęło wyłącznie na Saradzie. Nie jestem dla niej dobrym ojcem. W ogóle nie jestem niczym dobrym... I niby tak sobie żyję, ale czuję jakbym umarł w środku i jedynie sobie tak trwał tą pustą skorupą - Uchiha wsunął dłoń we włosy, przegarniając czarne kosmyki, i przeciągle westchnął. Naruto tymczasem uciekł wzrokiem w bok. To nie był czas na takie rozmowy. Nie czuł się na siłach, by pocieszać kogoś innego, kiedy sam przechodził przez to samo. Uchihę naprawdę coś napadło, że tyle gadał i to akurat o takich tematach...
- Sasuke mówiący ludzkim głosem, to ci nowość - spróbował obrócić to w żart, a tamten popatrzył na niego z jakimś takim rozczarowaniem w oczach.
- Dlaczego ty zawsze musisz pajacować, Naruto? - westchnął - I ktoś taki jest najważniejszą osobą w wiosce...
- Draniu...
Sasuke prychnął z rozbawieniem.
- Chciałbym wrócić do dawnych czasów, kiedy się tak spieraliśmy, byliśmy pełni życia, za wszelką cenę dążyliśmy do swoich celów, do bycia silniejszym... Teraz wszystko jest takie nijakie. Nie tęsknisz za tym, jacy byliśmy, Naruto?
- Tęsknię, ale... - Uzumaki chwilę się zastanowił - Nawet gdybym mógł cofnąć czas to pewnie dokonałbym tych samych wyborów.
- Ja nie. Gdybym wiedział to wszystko, co wiem teraz, obrałbym zupełnie inną ścieżkę. Nie nosząc tego całego żalu, żyłbym zupełnie inaczej.
- W sumie ciekawe, jakby wyglądał taki Sasuke Uchiha niegoniący za zemstą a potem nieżałujący wszystkiego, co zrobił...
- Na pewno nie związałbym się z Sakurą - skrzywił się - Ukradłbym ci sprzed nosa Hinatę, lepiej gotuje.
- Sasuke goniący za laską, o którą serio musiałby się postarać, co draniu? Chciałbym to zobaczyć!
- Ożeniłbyś się wtedy z Sakurą?
- Bujałem się w niej od samego początku, ale po poznaniu jej teraz nie jestem taki pewien. Może zostałbym starym kawalerem bez starającej się o mnie Hinaty? Zresztą z tobą pewnie byłaby szczęśliwsza niż ze mną.
- Jedna ręka, strój bezdomnego, wiecznie na misjach... Dziewczyna umarłaby ze szczęścia - Uchiha przewrócił oczyma, a Naruto cicho się zaśmiał.
- Mówimy teraz o alternatywnej wersji rzeczywistości, gdzie jesteś bożyszczem zostającym w wiosce, który nie musi się mścić. I nie robi z siebie... No, takiego Sasuke - zlustrował kolegę wzrokiem - W rzeczywistości, w której jesteś szczęśliwym, cieszącym się życiem facetem, Hinata miałaby z tobą jak w niebie...
Uzumaki przełknął boleśnie ślinę, czując, że powiedział za dużo. Hinata była wspaniałą kobietą. Niesamowicie ją szanował. Ale po czasie ich związek stał się taki sam jak jego firmowy uśmiech - wyłącznie na pokaz. Coś umarło gdzieś w nim. Mimo, że Hinata pozostawała wciąż taka sama, on po prostu nie mógł być w stosunku do niej taki sam.
- Nie kochałeś jej od początku czy z czasem przestałeś? - zapytał jakoś tak zwyczajnie Uchiha - Sam do Sakury nie czułem nigdy niczego... No, może poza wdzięcznością. Wychowała moją córkę.
- Ja... cieszyłem się, że jestem dla Hinaty taki specjalny i że tak o mnie zabiega. Starałem się jej odwdzięczyć tym samym i chciałem, żeby czuła się kochana.
- Ale tak naprawdę jej nie kochałeś?
Uzumaki wbił oczy w ziemię. Nie potrafił odpowiedzieć sobie na to pytanie.
- Myślisz, że jako wieczny kawaler byłbyś szczęśliwszy? Szczęśliwszy niż mając rodzinę? - wypytywał dalej Sasuke.
- Nie wiem. Wiesz, dzieciaki wnoszą dużo... życia w twoje życie - podrapał się po policzku - Fajne się patrzy jak dorastają. Ale to również męczące. Nie wiem w sumie dlaczego, zawsze myślałem, że chciałbym mieć rodzinę.
- Może chodzi faktycznie o Hinatę i mając rodzinę z kimś innym byłbyś szczęśliwy - zastanowił się Uchiha.
- Niestety tylko Hinata wyszła z inicjatywą, ja sam w życiu bym niczego nie zainicjował - prychnął Uzumaki, pociągając ostatni łyk z butelki - No, na siłę do wyjścia z inicjatywą można zaliczyć jeszcze ciebie, kiedy się wtedy w akademii pocało...
Uzumaki nie dał rady dokończyć swojego błyskotliwego żartu, bo nagle zawirowało mu przed oczami i poczuł, że pada na ziemię, a zewsząd otacza go ciemność. Butelka wypadła mu z ręki. Jedyne, co jeszcze udało mu się zobaczyć to wyciągnięta w jego stronę dłoń Sasuke. Uchiha chyba coś do niego krzyknął, ale dźwięk rozmył się w głowie Uzumakiego jak cały świat wokół.
| Następna część ⇢ |
|---|

Komentarze
Prześlij komentarz