Rozdział 4: Prawda czy iluzja? Kurama, trudne przemyślenia i 16 kartonów mleka po terminie!

 Naru dumnym krokiem przemaszerowała przez plątaninę uliczek wiodących do jej mieszkania, równie dumnie przekroczyła ów mieszkania próg i dokładnie z tą samą dumą zatrzasnęła za sobą drzwi, żeby zaraz po tym osunąć się na ziemię.


- AAaaAaAAaaAA!! - wrzasnęła, wczepiając palce we własną grzywkę i rwąc niczemu winne włosy z głowy - Co ty odwalasz, kobieto?! Głupia, głupia idiotka! Co to był za tekst w ogóle, dattebayo?!


Walnęła się kilka razy w głowę, żeby po tym zawyć żałośnie. Guzy, będące pamiątkami po treningu z Konohamaru, dały o sobie znać.


- "Po prostu jestem od ciebie lepsza" - zmałpowała samą siebie, powtarzając zdanie wypowiedziane dosłownie przed kilkunastoma minutami do opadłej z sił Sakury - "Och, ach, a ty, Sasuke-słodziaku, pozwól, że się wtrąbolę wprost przed ciebie, żeby tylko zagrać na nerwach naiwnym 12-latkom, bo nie umiem się powstrzymać przed pokazaniem wszystkim, że jestem lepsza od innych", aaaaa!! Czy ty jesteś normalna, Naru Uzumaki?! Bo głowę to chyba zostawiłaś w przyszłości, dattebayo!


Uderzyła się jeszcze parę razy w durny łeb dla przykładu i westchnęła. Dziwiła się, że ten głupi lis w niczym jej jeszcze nie dogryzł przez ten cały czas od momentu wpadnięcia w genjutsu. Przecież już kilkanaście razy odwalała takie akcje, że gdyby tylko stanęła obok zamiast iść na żywioł to sama by z siebie co chwilę kpiła.


- Ej, Kurama, żyjesz? - prychnęła, jednak odpowiedziała jej cisza - Kurama?


Zmarszczyła brwi. Czemu Dziewięcioogoniasty siedział cicho? W sumie... czy Kurama nie powinien zakłócić przepływu jej czakry i pomóc jej się stąd wydostać, jeśli faktycznie znaleźli się w Technice Iluzji? Albo w ogóle zrobić cokolwiek? Przecież byli już tutaj... trzy dni? Znaczy, owszem, w genjutsu mogą odczuwać czas inaczej, ale nadal dla niej i lisa były to trzy dni.


Naru policzyła na palcach czy niczego nie pomyliła, próbując przy tym uporządkować wydarzenia w głowie. Pierwszy "genjutsowy dzień", jak się tutaj koło południa zjawili, to był dzień egzaminu końcowego w akademii ninja. Była wtedy jeszcze facetem, ale potem zjawił się Mizuki i do tego doszedł Sasuke i ten opasły zwój i - BAM! - przestała być facetem. Drugiego dnia nabiła sobie parę guzów w szlachetnym celu propagowania Techniki Seksapilu, a z trzecim dniem właśnie lecieli. Tak więc trzy dni - może i niecałe, ale to nadal kupa czasu!


- Ej, Kurama, nie rób sobie jaj - fuknęła, zamykając oczy. Już raz ich drogi rozeszły się na naprawdę długi czas i coś ściskało jej się w żołądku na samo wspomnienie tej pustki, którą Dziewięcioogoniasty po sobie zostawił. Jednakże teraz wyraźnie czuła w sobie ogromne pokłady jego czakry, więc nie było możliwości, żeby lisa tutaj nie było. Ba! Już nawet używała jego czakry, więc czym ona się w ogóle przejmuje? Pewnie lis jak zwykle sobie drzemie i tyle!


Odetchnęła z ulgą, gdy po otworzeniu oczu w swojej podświadomości zobaczyła wokół znajomą, zalaną wodą przestrzeń. Nie zgadzała się jednak jedna rzecz. I to tak konkretnie nie zgadzała.


- Kraty?! - wrzasnęła, nie mogąc uwierzyć temu, co widzi - Kraty i pieczęć?!


Za znajdującymi się na wprost niej kratami panował nieprzenikniony mrok, z którego jednak po chwili wybiło się świecące czerwienią lisie ślepie. Ukośna źrenica od razu spoczęła na jej osobie.


- Udało ci się dotrzeć aż tutaj... - usłyszała zimny, nienawistny ton, od którego przeszły ją ciarki. Ostatnio tyle nienawiści w głosie Kuramy słyszała tak wiele lat temu, że zupełnie zapomniała, jak przerażający potrafił być. Przełknęła głośno ślinę.


- Ej, Kurama, stary... Stroisz sobie ze mnie żarty, prawda?


Na te słowa rozbłysło i drugie czerwone ślepie, a za kratami dało się dostrzec dziewięć wściekle falujących ogonów. Ich wzburzone ruchy nie zwiastowały niczego dobrego.


- "Kurama"?! - zadudnił nienawistny ton, odbijając się echem po pomieszczeniu - Skąd możesz znać moje imię, dziewczyno... Kim ty, u diabła, jesteś?!


Naru nie chciało się wierzyć. Niedobrze! Czyli Kurama był tu tym samym Kuramą, którego miała w sobie jako dziecko? To by wyjaśniało, czemu się tak zachowywał. I wyjaśniałoby te kraty... Jednak nie wyjaśniałoby tego, że na luzie używała czakry lisa do technik i leczenia Uchihy.


- Przecież korzystałam z twojej czakry do przejścia w Tryb Czakry Dziewięcioogoniastego... I uleczyłam nią Sasuke... Nie rozumiem...


- Bo tak to już jest być kretynką - zagrzmiał głos - Dlatego bycie blondynką idealnie do ciebie pasuje.


- Że co?! Odszczekaj to, głupi lisie!


- Hmph. Nic dziwnego, że odwiedzasz mnie dopiero teraz. Musiało być ci trudno do mnie trafić. Jeśli zrzucimy z dziesiątego piętra tonę węgla i blondynkę, to jak myślisz: co dotknie ziemi jako pierwsze?


- Moja pięść twojego głupiego łba, przerośnięty futrzaku!


- Hmph.


Naru zazgrzytała zębami, zaciskając dłonie w pięści. Ten głupi lis...


- Czyli to jednak ty - olśniło ją - Jesteś faktycznie Kuramą z moich czasów!


- Hmph. Blond cebulki przypięte do łba faktycznie sprawiają, że coś przestaje trybić w mózgu - fuknął na nią już swoim zwykłym głosem.


- Matko, przez chwilę serio myślałam, że jesteś starym Kuramą i znowu będzie trzeba wszystko zaczynać od nowa - odetchnęła z ulgą - Nieźle mnie nastraszyłeś!


- Hmph.


- Ale skąd te kraty? Czy to też jakaś twoja sztuczka? To iluzja?


- Myślenie u blondynek to iluzja.


Naru przewróciła oczami. Dziewięcioogoniasty złapał porządnego focha.


- Kurama, no! Nie obrażaj się o takie głupoty!


- Takie głupoty jak zupełne zapomnienie o moim istnieniu przez trzy dni pobytu tutaj?


- Pewnie i tak przez ten czas spałeś - rozłożyła ręce - No już, daj łapę na zgodę!


- Hmph.


Westchnęła cierpiętniczo, bo jak widać foch był konkretny. Podeszła do krat i dotknęła zimnego metalu. Dlaczego tutaj były, jeśli Kurama był Kuramą z jej czasów?


- Dlaczego? - zmarszczyła czoło i uniosła koszulkę, odsłaniając swój opalony brzuch. Na odsłoniętej skórze po chwili uwidoczniła się pieczęć.


- Może i nasze umysły zostały przeniesione do tego świata, jednak nasze ciała są identyczne jak w czasach twojej młodości - zagrzmiał głos Kuramy - Dotyczy to także twojej pieczęci, zawiązanych kontraktów... Wszystkiego.


- Jakim więc cudem udało mi się wejść w Tryb Czakry Dziewięcioogoniastego?


- Widzisz, w przeszłości, kiedy byłaś jeszcze dzieckiem i miałaś co nieco więcej między nogami - zaczął lis, a Naru obronnie zasłoniła swoje krocze - od samego początku byłem w stanie dzielić się z tobą swoją mocą i cały czas to robiłem. Pieczęć Czwartego nie była całkowicie szczelna, dzięki czemu mogłem wysyłać ci swoją czakrę. Na początku po nią nie siegałaś, ale im więcej jej pobierałaś, tym pieczęć stawała się słabsza. Gdyby nie ingerencja Jirayi to w pewnym momencie dałbym radę się uwolnić.


- Rozumiem - uderzyła pięścią o drugą dłoń - Czyli możemy zdjąć pieczęć jeśli będę regularnie pobierać twoją czakrę!


- I co z tą czakrą zrobisz?


- Noo... Wykorzystam do walki?


- Zastanowiłaś się nad tym choć przez chwilę czy palnęłaś pierwsze, co ci ślina na język przyniosła? Póki nie zdejmiesz pieczęci ograniczającej nie masz dostępu do pełni moich mocy. Pewnie, że beze mnie radzisz sobie całkiem nieźle, ale weź pod uwagę, że twoja moc też jest ograniczona przez to ciało.


- Oj, no! I tak jestem milion razy silniejsza niż za dzieciaka! - prychnęła - Widziałeś jak koncertowo poradziłam sobie z całą zgrają wściekłych dziewczyn? Starego Naruto rozszarpałyby na strzępy!


Kurama przewrócił oczyma.


- Może chcesz order za pokonanie paru dwunastolatek? - zakpił, przebijając powietrze zamaszystym ruchem rudych kit - Myślisz, że w takim stanie dasz radę poradzić sobie ze wszystkimi mogącymi się pojawić zagrożeniami, jeśli zwrócisz na siebie zbytnią uwagę? Nawet jeśli udałoby nam się zdjąć pieczęć Czwartego to nagle nie staniesz się silniejsza od wszystkich pozostałych razem wziętych! A gwarantuję ci, że z moją czakrą zwrócisz na siebie uwagę przynajmniej kilku niekoniecznie mających dobre zamiary osób! Myślisz, że co? Że Akatsuki zaczęło istnieć dopiero wtedy, kiedy ich pierwszy raz spotkałaś? A może klan Ōtsutsuki pojawił się dopiero po narodzinach Boruto? A może...


- Dobra, dobra - przerwała mu Naru - Nie ma potrzeby wymieniać wszystkich organizacji i złoczyńców po kolei. Kapuję! - nadęła się - W ogóle znajdujemy się przecież w genjutsu, więc o co ten cały raban, co?!


- Nie znajdujemy się w żadnym genjutsu.


- Nie znajdujemy się w żadnym genjutsu?!


- Nie. Zapisać ci to gdzieś, żeby dotarło?


- Ale jak to nie znajdujemy się w żadnym genjutsu?!


- Normalnie. To inny wymiar.


- Mówisz to tak, jakby coś takiego było najbardziej oczywistą rzeczą na świecie! - warknęła.


- A bo to pierwszy raz jesteś w innym wymiarze, że tak trudno w to uwierzyć? - uniósł brew Kurama - Nie pomyślałaś, że gdyby to wszystko wokół było iluzją to już dawno bym cię stąd wyciągnął? Od czegoś jesteśmy partnerami, mimo że sama zapominasz o moim istnieniu...


- Przepraszam - bąknęła, patrząc gdzieś w ziemię, bo lis mimo wszystko miał rację - Po prostu jakoś tak wciągnęło mnie to wszystko, ci wszyscy ludzie, wspomnienia... Wybacz. Jestem okropną partnerką.


- Niech ci będzie - głos Kuramy nieco złagodniał - Tym razem pozwolę ci zrzucić brak myślenia na bycie blondynką - zaśmiał się wrednie, bo inaczej nie byłby sobą.


- Dzięki, Kuramo - uśmiechnęła się do niego - Czyli znajdujemy się teraz nie dość, że w przeszłości to i w innym wymiarze...


- Nie - wtrącił się Lis - Myślę, że wcale nie znajdujemy się w przeszłości.


- Jak to możliwe?


- Po prostu świat w tym wymiarze zaczął się później niż świat w naszym. Jesteśmy w tym samym punkcie czasu, jednak wydarzenia tutaj zaczęły się później - dlatego to wszystko wygląda tak, a nie inaczej. Jednak to, czego nie rozumiem, to powód, dla którego skończyliśmy w tym ciele.


- Masz na myśli to, że jestem dziewczyną?


- Nie, wiem czemu jesteś dziewczyną i to nasz najmniejszy problem. Nawet nie nazwałbym tego żadnym problemem - równie dobrze mógłbyś zmienić się w kobietę w naszym wymiarze. Problemem jest dokładnie znajdowanie się w ciele twojego odpowiednika z tego świata, zamiast przybycia tu we własnym. Zupełnie nie rozumiem, co stało się z twoim prawdziwym ciałem, jak i nie rozumiem, co stało się z Dziewięcioogoniastym z tego świata.


- Myślisz, że moje ciało mogło zostać w naszym wymiarze i mogą znajdować się w nim teraz Naruto i Kurama z tego wymiaru? - zastanowiła się Naru.


- To niewykluczone.


- Jeśli ten Kurama jest dokładnie taki, jak ty w przeszłości i nie ma krat, które powstrzymywałyby jego moc...


- Na szczęście w naszym wymiarze mamy kilku silnych shinobi i pozostałych ogoniastych gotowych przyjść Konosze z pomocą.


- Myślisz, że nikomu nic się nie stanie?


- Jestem pewien. Mogę być potężny, ale nawet ja nie dam rady wszystkim pozostałym ogoniastym na raz. Poza tym tutejszy ja musi być zdezorientowany tym, co się wokół niego dzieje. Jak wyobrażam sobie siebie z przeszłości pojawiającego się nagle w krainie miłości i tęczy, gdzie ogoniastych sprzedaje się jako przytulanki dla dzieci... Zdezorientowany to on jest co najmniej!


- Wszyscy z naszego świata zapewne tak samo... Ale pozostaje nam liczyć na to, że sobie jakoś poradzą... bo pewnie nie wiesz, jak się stąd wydostać, co nie?


- Niestety nie mam pojęcia. Sasuke albo Boruto muszą nas znaleźć, a my tymczasem powinniśmy postarać się nie rozwalić świata w tym wymiarze.


- Co racja to racja - podrapała się po głowie - Choć i tak już trochę namieszałam... Mogłeś na mnie krzyknąć, żebym się ogarnęła zamiast szaleć!


- Nie przesadzajmy - prychnął lis - I tak starałaś się zachować porządek rzeczy. Wydaje mi się, że nawet jak o tym nie myślałaś, to gdzieś w podświadomości czułaś, że nie powinnaś zbytnio wszystkiego zmieniać... Jakkolwiek przemówiłbym ci do rozumu gdybym tylko mógł.


- Czyli nie możesz się ze mną komunikować?


- Nie, ty pierwsza musisz do mnie sięgnąć. Myślisz, że czemu nie odzywałem się do ciebie od małego, a pierwszy raz rozmawialiśmy, gdy we wściekłości sięgnęłaś po moją czakrę?


- Musimy zdjąć tę pieczęć!


- Dopiero co mówiliśmy o nie mieszaniu w porządku rzeczy - zakrył oczy łapą Kurama - Czy ty czasem siebie samej słuchasz? Bo chyba nie myślisz, że naprawdę nikt tutaj nie wyczuje mojej czakry? A przeciw korzystaniu z niej przemawia jeszcze wytrzymałość tego ciała - myślisz, że w tym stanie wytrzymasz tyle mocy? W tryb mojej czakry weszłaś dosłownie na chwilę, ale chyba sama poczułaś, co stałoby się, gdybyś utrzymywała go dłużej, prawda? Nie żebyś miała na to odpowiednią ilość tej czakry przy tym, jak niewiele wydostaje się jej przez kraty...


- Dobra! - wykrzyknęła z nowym zapałem, bo trening to była jej broszka - Czyli pierwsza rzecz to wzmocnienie tego dziecięcego ciała!


- Byłoby miło skupić się na treningu w przerwach pomiędzy naśmiewaniem się z dwunastolatek - zgodził się Kurama - Tylko znowu: uważaj z popisywaniem się.


- No wiem - wydęła usta Uzumaki - Jak się tak zastanowić to stosunek ludzi wokół mnie zmieniła moja ciężka praca w dążeniu do zostania Hokage... Jeśli przeskoczę ten etap i pokażę się wszystkim od razu jako wykokszona bohaterka to nie wiem czy uda mi się zdobyć czyjąkolwiek przychylność...


- W razie czego kandydata na męża już masz - przypomniał jej lis, na co przeszedł ją zimny dreszcz - Do tego będzie miał ci kto kupować staniki na starość...


- A weź! Walić tam Sasuke, ale o zapałach Konohamaru nawet mi nie przypominaj - otrząsnęła się z obrzydzeniem - Jak teraz myślę tylko o tej dwójce to boję się, że nie dam rady dokładnie odtworzyć wydarzeń ze swojej przeszłości. Bycie kobietą wiele komplikuje...


- Dlatego może po prostu postaraj się w miarę utrzymać wszystko na właściwym torze i uczyń przyszłość tego wymiaru jeszcze lepszą? I tak będzie nieco inaczej przez to, że jesteś babą - machnął na nią łapą Lis.


- Co masz przez to na myśli?


- Wiedza o tym, co się stanie daje ci ogromną przewagę. Nie zwracając niczyjej uwagi na to, jak jesteś potężna, postaraj się poprowadzić wydarzenia tą samą, znaną ci ścieżką, jednak może nie pozwól zginąć niektórym osobom lub zrealizuj inne cele, które sprawią, że będzie jeszcze lepiej niż w naszym wymiarze? - zasugerował ogoniasty - Ty lubisz takie rzeczy jak zbawianie świata i przyjaźnienie się z absolutnie wszystkimi. Kiedy wróci tu Naruto z tego świata to z wiedzą zdobytą w naszym wymiarze powinien być w stanie kontynuować twoje dzieło.


- To znakomity pomysł! - otworzyła szeroko oczy Naru - Poprowadzić świat do idealnego zakończenia!


- Do jak najlepszego z możliwych zakończeń według posiadanej przez nas wiedzy - poprawił Kurama - Pamiętaj, że nigdy nie zadowolisz wszystkich.


- Po pierwsze powinniśmy zaplanować w jaki sposób zatrzymamy Sasuke w wiosce! - zawyrokowała szczęśliwie.


- Czy ty naprawdę jesteś głucha, że nie słyszałaś części o trzymaniu się mniej-więcej tej samej ścieżki wydarzeń? Przecież dezercja tego dzieciaka była siłą napędzającą do działania ciebie i pozostałych przez dobrych kilka lat!


- Więc co? Proponujesz pozwolić Sasuke nas opuścić, zbratać się z Orochimaru i zabić Itachiego?!


- Na pewno nie powinniśmy przeszkadzać w ucieczce chłopaka - zastanowił się Lis - Co do zabicia Itachiego to może uda nam się niepostrzeżenie pojawić gdzieś z boku i wszystko obu szczeniakom wytłumaczyć? Wtedy moglibyśmy im na przykład szepnąć skąd to wszystko wiemy i tak dalej i wciągnąć obu w naszą grę mającą za zadanie utrzymanie wszystkiego na właściwym torze. Uchiha są do rzeczy, powinni zrozumieć sytuację.


- Niby można... Myślisz, że dam radę udawać próby uwolnienia Sasuke i odgrywać stratę najlepszego przyjaciela, kiedy wystarczyłoby użyć nieco więcej mocy i wszystko byłoby załatwione?


- Nie wiem. Dasz radę?


- Nie mam pojęcia - jęknęła, kładąc się w wodzie pod sobą - To jest strasznie trudne tak wybiegać myślami w przód. Poza tym czuję się strasznie nie fair mając odgrywać jakąś pieprzoną rolę, kiedy wszyscy inni będą brać w tym udział całkowicie na serio!


- Wolisz sprowadzić im na głowę kłopoty zainteresowane twoją nagłą potęgą?


- Też nie - westchnęła - Wolałabym już wrócić do swojego świata niż musieć nad tym wszystkim myśleć! Teraz perspektywa imprezy jubileuszowej wcale nie wydaje się aż taka męcząca...


Kurama tylko wrednie się zaśmiał.


- Trzeba było zbierać te kwiatki zamiast pić podejrzane trunki z Uchihą.


* * * * *


Naru otworzyła oczy, zostawiając Kuramę za kratami. Koniec końców nie doszli do niczego pewnego ani w sprawie dalszego postępowania, ani w sprawie odwrócenia jej przemiany. Póki co miała starać się zachowywać mniej-więcej jak w przeszłości. W nagłych wypadkach planowała w razie czego użyć najpierwszej, najbardziej niestabilnej formy Trybu Czakry Dziewięcioogoniastego, na jaki ją było stać, z którego faktycznie nieumyślnie korzystała w tym czasie. Planowała to przećwiczyć, bo jednak wejście w tak śmieszny, tryskający wszędzie wokół czakrą tryb berserka może wcale nie być takie łatwe. Kiedy użyła go wtedy w walce z Haku, gdy myślała, że Sasuke zginął, zrobiła to automatycznie i nie miała nad nim absolutnie żadnej kontroli. Teraz potrzebowała odtworzyć go umyślnie, co nie powinno być szczególnie trudne z Kuramą po swojej stronie - po prostu wymagało nieco praktyki. Nigdy nie próbowała formować czakry Dziewięcioogoniastego tak, żeby wyglądać w określony sposób, co najwyżej tworzyła wokół siebie ochronną powłokę bez przejmowania się jej wyglądem. Coś takiego, jak otoczenie się dookoła czakrą, którą będzie po prostu tryskać na wszystkie możliwe strony nie powinno być jednak niemożliwe. Zbędna strata czakry na rzecz efektowanego wyglądu, ale i tak miała jej więcej niż potrzeba.


- Trzymaj się tam, Kuramo - powiedziała do siebie, bo wiedziała, że Lis jej nie odpowie - Powolutku i przełamiemy tę pieczęć i wszystko będzie jak dawniej.


Uniosła ręce do góry, rozprostowując się, i wstała z podłogi. O 16 mieli pierwsze spotkanie ich grupy z prowadzącym ich Jouninem, więc koło 15:30 powinna stąd wyjść. Do tego czasu planowała zjeść obiad, na który oczywiście wszamie swój nieśmiertelny ramen!


* * * * *


- Spóźnia się - warknął Kiba, czochrając futro swojego czworonożnego przyjaciela i krążąc wściekle po sali.


- Pchły masz w tyłku, że nie potrafisz wysiedzieć w spokoju na miejscu? - prychnął na niego Sasuke.


- Co powiedziałeś, zasrańcu?! - ryknął, unosząc dłoń zaciśniętą w pięść na wysokość twarzy.


- Nie dość, że zapchlony to i głuchy - uśmiechnął się kąśliwie Uchiha.


- Coś czuję, że twoja twarz bardzo chce się spotkać z moją pięścią! - odsłonił kły Inuzuka.


- Hej, spokojnie trochę! - spróbowała jakoś ostudzić sytuację Naru - Zastanawiam się, kiedy przyjdzie nasz nowy mistrz. Ciekawe, że tylko on jeszcze się nie pokazał…


Naru zaśmiała się nerwowo, zmieniając temat i umyślnie weszła pomiędzy dwóch narwanych chłopaków, którzy wbijali w siebie wściekłe spojrzenia. Zerknęła kątem oka na Sasuke - i ten dupek serio ją rano pouczał jak to nie powinna iść bić się z dziewczynami za szkołą?


Uzumaki i dwójka jej nowych członków drużyny czekali właśnie w jednej z sal akademickich na przybycie mającego się nimi opiekować Jounina. Wszystkie inne grupy już wyszły gdzieś ze swoimi nowymi nauczycielami i tylko oni sterczeli w pustym pomieszczeniu jak te ciołki. Nawet Iruka, który czekał chwilę razem z nimi, stracił nadzieję i koniec końców wrócił do domu. Sasuke, jako ten niby cierpliwy, przykleił się chyba tyłkiem do siedzenia i nie ruszał się ani odrobiny z miejsca, jednak i on musiał zacząć się nudzić, bo umilał sobie czas dopiekaniem Kibie, Inuzuka wyraźnie okazywał swoje zniecierpliwienie, wściekle krążąc po sali, a ona, jako ta dorosła i poważna, wbijała wzrok w sufit na zmianę z rozdzielaniem dwójki obrażających się nawzajem chłopaków. Gdyby tylko nie byli w środku akademii to aż by pomogła im się nawzajem pobić, tak ją wkurzali!


- Ej! Odwalmy jakiś kawał na przyjście tego spóźnialskiego zgreda! - podsunął Kiba - Naru, dawaj, wymyśl coś! Ty zawsze masz najgłupsze pomysły!


Dziewczyna westchnęła, chwytając leżącą pod tablicą gąbkę i wsunęła ją w górę drzwi.


- Pasuje? - przewróciła oczami, podpierając się pod boki.


- Ty to jednak myślisz, blondi! - wyszczerzył się Kiba, łapiąc ją pod ramię i czochrając ją po głowie. Nie żeby jakoś dbała o swoje dwie kitki, ale zaraz będzie miała przez niego na głowie istne gniazdo!


- Hmph. Jounin nie nabierze się na taki stary trik - prychnął z wyższością Sasuke.


- Żebyś się nie zdziwił, zrzędo! - pokazał mu język Inuzuka, puszczając dziewczynę - Zazdrościsz, bo sam nie wpadłeś na nic lepszego, żeby dopiec spóźnialskiemu zgredowi!


- Może nie chcę robić sobie pod górkę już na start naszej współpracy? - uniósł brew Uchiha.


- Oho… Ktoś tu się boi? - nie mogła sobie odmówić wtrącenia czegoś od siebie Naru.


- Ha! Nawet dziewczyny są odważniejsze niż ty! - wyśmiał go Kiba.


- Dlaczego trafiłem do drużyny z dwójką kretynów - wzniósł oczy ku niebu Sasuke, a Naru również nabrała chęci, żeby mu przywalić. Walić to, że są w akademii!


Doskoczyła do nadętego Uchihy i złapała go za poły granatowej koszuli, jednak w chwili, w której miała mu przywalić, rozsunęły się drzwi ich sali i zablokowana w nich gąbka wypadła wprost na głowę ich spóźnialskiego mistrza.


- Hahahahahahahaha! - dostał napadu śmiechu Inuzuka - A jednak się na to nabrał!


Naru zasłoniła usta dłonią, ale w końcu również parsknęła i już po chwili dołączyła do wyjącego z uciechy Kiby. Sasuke zamiast się śmiać odwrócił z zażenowaniem wzrok od ich nowego nauczyciela. Biedak chyba coraz bardziej tracił jakąkolwiek nadzieję na to, że z ich drużyny cokolwiek będzie: dwójka rechoczących zgrywusów i spóźnialski mistrz, który nie jest w stanie dostrzec głupiej gąbki. Ale mu się trafiło…


- Hmm… Jakby to powiedzieć… - zastanowił się Kakashi, podnosząc z ziemi gąbkę i patrząc gdzieś w przestrzeń - Moje pierwsze wrażenie o grupie… Nie lubię was.


- Z wzajemnością! - odsłonił kły Inuzuka - Kto lubiłby mistrza, który olewa swoich nowych podopiecznych i pojawia się grubo po wyznaczonym czasie!


Hatake uniósł tylko brew nad jedynym widocznym spod maski okiem.


- Chodźmy na dach - polecił zamiast jakkolwiek to skomentować, po czym odwrócił się i podążył we wspomniane miejsce, nawet nie oglądając się czy jego podopieczni idą za nim.


- Super, czyli teraz będziemy w kółko olewani - fuknął Kiba, ruszając z niechęcią za Kakashim. Naru podrapała się po głowie. Wiedziała, że to tylko fasada, ale pierwsze wrażenie, jakie zostawił po sobie Kakashi, było naprawdę dołujące. Zerknęła na obojętną minę Uchihy, która była tego najlepszym dowodem… chociaż w sumie on chyba zawsze miał taką minę za dzieciaka.


- Dobrze - odezwał się Kakashi, kiedy już dotarli na dach i się rozsiedli - Powiedzcie mi coś o sobie.


- Co dokładnie chcesz od nas usłyszeć? - zmarszczył brwi Sasuke, a ich mistrz rozłożył ręce.


- Cóż… możecie powiedzieć cokolwiek… Wasze marzenia, zainteresowania… Co lubicie, czego nie…


- Nie lubię spóźniających się ludzi - wtrącił się Kiba - Tak samo jak i tych olewających innych!


- Świetnie - pokiwał bez większego zainteresowania głową Hatake - A jak masz na imię?


- Inuzuka Kiba! - warknął, wyraźnie zły na takie traktowanie.


- Dobrze, następny - przesunął znudzony wzrok na kolejną osobę - Ty w kucykach.


- Dlaczego w sumie nie przedstawiłeś się nam jako pierwszy? - zapytała zamiast się przedstawić.


- Ja? - nieco zdziwił się Jounin, wskazując na siebie palcem - Niech będzie… Nazywam się Hatake Kakashi. Nie zdradzę wam, co lubię, a czego nie. Co do moich marzeń… I co do zainteresowań… to mam ich kilka.


- I to wszystko? - popatrzyła na niego z rozczarowaniem - Jedyne, czego się dowiedzieliśmy, to jak się nazywasz!


- Tak - zgodził się szarowłosy - To teraz następny: ty w czarnych włosach.


- Jestem… Uchiha Sa…


- Ej, mistrzu, a ja to gdzie?! - zdenerwowała się dziewczyna, bo zupełnie ją pominął.


- Już byłaś - wrócił do niej znudzonym wzrokiem - Chociaż chyba nie powiedziałaś, jak się nazywasz.


- Naru! Uzumaki Naru! - krzyknęła rozeźlona - Lubię ramen i chcę zostać Hokage! Jeszcze bardziej niż sam ramen lubię...


- Wspaniale - przerwał jej głosem wypranym z uczuć - To wracając do chłopca w czarnych włosach…


- Czy ty naprawdę chcesz nas wszystkich wkurzyć, mistrzu Kakashi?! - nie wytrzymała w końcu Uzumaki, wychodząc naprzód. Kakashi, którego znała w przeszłości, wcale taki nie był!


- Skądże znowu - odpowiedział bez zainteresowania - Dobrze. Wszyscy macie ciekawe osobowości…


- Sasuke się nawet nie przedstawił! - zdenerwował się Inuzuka, również wychodząc naprzód - Czy ty masz nas kompletnie gdzieś? I ktoś taki ma być naszym mistrzem?!


Kakashi popatrzył na nich jak na najgorszy wrzód na tyłku.


- Jeśli tak wam zależy to możecie zrobić to porządnie - wzruszył ramionami - I tak poza spotkaniem z wami dzisiaj nic nie robię, więc nawet mogę posłuchać.


- Co za łaskawca się znalazł! - ryknął już całkiem wyprowadzony z równowagi Kiba - Straciłem zainteresowanie rozmową z takim mistrzem! Spadamy stąd, Akamaru!


Naru zamknęła na chwilę oczy, żeby się uspokoić, po czym wbiła żądny wyjaśnień wzrok w Kakashiego. Czy to był jakiś dodatkowy test, czy Kakashi serio miał ich całkowicie gdzieś?


- Poczekaj, Kiba - zarządziła twardo - Jeśli szanowny Kakashi ma dla nas czas to szkoda byłoby go nie wykorzystać.


Kiba warknął na nią, ale po chwili uderzył w nagłym olśnieniu dłonią o dłoń. Chyba zrozumiał jej zamiary.


- Ach, tak! - wyszczerzył się - Skoro szanowny Kakashi ma czas to z wielką chęcią opowiem mu o wszystkim, co lubię w Akamaru i wszystkich naszych ulubionych przygodach!


- Ja za to streszczę absolutnie każdy jeden wypad do Ichiraku Ramen z moim ulubionym nauczycielem z akademii Iruką!


- … - uprzejmie nie dorzucił niczego do ich deklaracji Sasuke.


Kakashi popatrzył najpierw na szatyna, by przenieść wzrok na wyszczerzoną blondynkę i na koniec zaszczycić spojrzeniem siedzącego w ciszy Uchihę. Westchnął przeciągle.


- W porządku, macie mnie - poddał się unosząc dłonie w górę - Nie spodziewałbym się takiej dojrzałości po dzieciakach w waszym wieku.


- Więc to był test?! - rozdziawił usta Kiba - To wszystko to był tylko test?!


- Nie - zaprzeczył Kakashi - Chciałem się jedynie na was odegrać za kawał z gąbką.


Teraz już wszyscy rozwarli w zdziwieniu usta. Kakashi naprawdę był czymś więcej…


* * * * *


- Nie mam pojęcia, co sądzić o naszym nowym mistrzu - zamyślił się Kiba, wciągając powoli kolejną kluskę.


- Wstrzymaj się z oceną aż zobaczymy na co go stać - wtrącił przemądrzale Uchiha.


- A ja tam go lubię - wyszczerzyła się Naru, kończąc już drugą porcję ukochanego ramenu - Mistrz Kakashi jest całkowicie dziwny! Proszę o dokładkę, szefie!


- Ile jeszcze misek zamierzasz zjeść? - zmarszczył brwi Inuzuka - Myślałem, że dziewczyny przywiązują większą uwagę do swojej wagi!


- Phef! - pokazała mu język - I tak tyle się ruszamy, że nie przytyję ani grama!


- No nie wiem - chłodno zlustrował ją wzrokiem Uchiha - Z takim apetytem…


- Hm - zastanowił się Kiba - Pewnie wszystko idzie ci w cycki i dlatego są takie ogrom…


Inuzuka dostał w łeb nim skończył.


- Gdzie mi się gapisz, zboczeńcu! - wrzasnęła na niego.


- Pchlarz po prostu rozwiązywał zagadkę twoich magicznie znikających kilogramów - podsumował chłodno Uchiha - Jeszcze trochę i nie zmieszczą się one w żadnym staniku.


- Huu, widziałeś jej stanik? - dostał głupawki Kiba - Tak myślałem, że chodzicie razem! Sasuke i Naru w sobie zakochani!


- Nie widziałem żadnego jej stanika i nie chodzimy razem - uciął twardo Uchiha, a Naru wrednie się zaśmiała.


- A ostatnio w sklepie po stanik to kto mi był? - zapytała, szturchając go pałeczkami w żebra.


- To było w ramach wdzięczności - oburzył się czarnowłosy.


- Wszystkim laskom w ramach wdzięczności kupujesz staniki? - kpił sobie z niego szatyn - Mam nadzieję, że ja nie dostanę kiedyś w ramach wdzięczności jednego, ehehehe!


- Gdyby się dało kupić ludzką godność to dostałbyś ją ode mnie już teraz - najeżył się Uchiha.


- Zapakowaną w stanik? - uśmiechnął się półgębkiem, a Sasuke zazgrzytał zębami.


- Jeśli chcesz to nawet i w twojego psa - warknął, a Kiba od razu zmienił swoja postawę o 180 stopni, podchodząc do niego i chwytając go za kołnierz.


- Odwal się od Akamaru, wymoczku - wycedził, patrząc mu prosto w czarne oczy.


- Ha… zmuś mnie - podniósł się z siedzenia Sasuke, mierząc się z Kibą wzrokiem.


- Chłopcy, nie robić mi tu rozróby w środku baru! - zareagował od razu szef Ichiraku - Naru, wyprowadź ich stąd, żeby mi tu szkód nie narobili!


- Tak jest, szefie! - zgodziła się od razu, ciągnąc obu chłopaków za koszule - Chodźcie się pobić gdzieś indziej, koguciki - warknęła na nich.


- Bez świadków oklepię cię nawet lepiej - zapowiedział Inuzuka, pozwalając się ciągnąc dziewczynie.


- Zobaczymy jeszcze kto kogo oklepie, pchlarzu - wydął usta, również ciągnięty w nieznanym sobie kierunku, Sasuke.


Naru puściła obu dopiero, gdy dotaszczyła ich na skraj wioski.


- Macie kawałek lasu, lejta się - prychnęła - Jak skończycie to pozbieram do szpitala co tam po was zostanie.


- No, wielki Uchiho, pękasz? - zaśmiał się Inuzuka, na co zawtórował mu szczek Akamaru - Dawaj, jeśli masz choć krztę honoru!


- Skoro tak bardzo nalegasz - uśmiechnął się zimno Sasuke, wybijając się w górę. W jego dłoni zmaterializowały się cztery kunaie, którymi rzucił wprost w Kibę. Brunet uskoczył jednak w ostatniej chwili, składając pieczęci do jakiejś techniki. Naru machnęła na nich obu ręką, wskakując na konar najbliższego drzewa i popatrzyła w niebo. Tak, gwiazdy były dzisiaj naprawdę piękne.


- Joł - przywitał się Hatake, który znikąd pojawił się na drzewie obok.


- Mistrz Kakashi - pozdrowiła go - Przyszedł mistrz zobaczyć jak się leją?


- Nie. Jestem równie zainteresowany ich przepychanką co ty - zawiesił na Kibie i Sasuke puste spojrzenie - O co właściwie im poszło?


- Właściwie to o nic. Odkąd tylko ogłoszono składy grup szukali okazji do zaczepki.


- Rozumiem… Biją się o ciebie?


- Brrrr, nie! - wzdrygnęła się - Posprzeczali się i tyle.


- Ach tak - przyjął do wiadomości Kakashi - Gwiazdy dziś są wyjątkowo piękne.


- Ano - zgodziła się - Jest na co popatrzeć.


- Hmm - zawiesił na niej spojrzenie Hatake - Wydajesz się inna od reszty dziewczyn w twoim wieku.


- I-Inna? - zaśmiała się nerwowo, nie wiedząc do czego białowłosy pije - Co też mistrz ma na myśli?


- Jesteś od nich znacznie dojrzalsza… chociaż niekoniecznie we wszystkich aspektach.


- Nadal jest mistrz zły o ten kawał z gąbką? - westchnęła, a Jounin skinął głową.


- Z deczka. Planuję się na was odegrać na jutrzejszym sprawdzianie.


- Czyli mamy przesrane - podsumowała.


- Trzeba się było nie wyśmiewać z nowego nauczyciela. Chociaż i bez tego "mielibyście przesrane", jak to ładnie ujęłaś… no chyba, że któreś z was zaskoczy mnie swoimi umiejętnościami.


Naru przełknęła ślinę. Czy on coś insynuował? Nie mógł jej przecież widzieć wtedy, kiedy była w formie Trybu Czakry Dziewięcioogoniastego, prawda?


- Ahahah, mistrz ma na myśli Sasuke? - podrapała się po karku, uciekając wzrokiem w bok - Był uważany za geniusza w akademii ninja!


- Kto wie - uciął zdawkowo - Wracam na patrol, a tobie i chłopakom polecam wracać do domów. Jutro widzimy się punkt piąta. A. I pamiętaj, żeby przyjść bez śniadania. Bo skończy się pawiem.


- W porządku, pamiętam - skrzywiła się - Miłego wieczoru, mistrzu Kakashi.


- Miłego wieczoru, Naru - pożegnał się i zniknął między drzewami, a Naru odetchnęła z ulgą. Wyglądało na to, że Kakashiemu coś w jej osobie się nie zgadzało… Pewnie musiał wyczuć zmianę w jej czakrze, kiedy po ataku Mizukiego leczyła Sasuke. Nie miała jednak wtedy wyboru, mały Uchiha był konkretnie ranny.


- No naprawdę… I co ja mam zrobić z takim podejrzliwym mistrzem, co lisie? - westchnęła, choć wiedziała, że Kurama jej nie odpowie. Przeniosła więc wzrok na lejących się poniżej chłopaków. Czas zbierać to towarzystwo, bo jutro będą nieżywi.


* * * * *


Zamlaskała, rozkosznie przeciągając się w miękkiej pościeli. Po policzkach smelały ją ciepłe promienie wpadającego przez okno słońca. Dziewczyna zamrugała, odganiając z kącików oczu sen.


- Słońce... - zastanowiła się i przeniosła wzrok na wiszący na ścianie zegar - Dziewiąta rano…


Zmrużyła oczy, zastanawiając się kim jest i co tu właściwie robi.


- Dziewiąta rano! - wyskoczyła z łóżka, naraz przytomniejąc. Oczywiście, że mistrz Kakashi spóźni się na zapowiedziany sprawdzian, ale jeszcze trochę, a będzie na miejscu jeszcze później niż on!


- Cholera, cholera! - zdenerwowała się włączając jedną ręką czajnik, a drugą wciągając na siebie spodnie - AAAAAA zapomniałam nalać wody! - krzyknęła, gorączkowo podnosząc czajnik z podstawki i biegnąc z nim do kranu ze spodniami wciągniętymi tylko na jedną nogę - CHWILA! Ja mam nic nie jeść przed sprawdzianem!


Usłyszała pukanie w okno.


- Joł - przywitał się Kakashi, kukając na nią zza szyby. Zaraz zza niego wyjrzały twarze dwóch pozostałych członków jej zespołu: wkurzonego Kiby i wyrażającego całym sobą konkretnie nic Sasuke.


- Mistrz Kakashi! Dzień dobry! - przywitała się, skacząc na jednej nodze i w pośpiechu naciągając do końca spodnie - Budzik mi nie zadzwonił! - wytłumaczyła się, rozsuwając okno. Jounin i obaj chłopcy wskoczyli do środka zabałaganionego mieszkania.


- Czym tu tak jedzie? - zmarszczył nos Kiba, a Naru z zawstydzeniem wykopała kolejno wczorajsze, przedwczorajsze i chyba jeszcze przedtygodniowe skarpetki pod łóżko.


- A czymś jedzie? - zaśmiała się nerwowo, udając głupią - Ja tam nic nie czuję!


Sasuke w ciszy rozejrzał się po tym obrazie niedoli. Naru posłała dupkowi ostrzegawcze spojrzenie, bo przecież był już tutaj i widział jak mieszka. Na szczęście czarnowłosy chyba nie zamierzał niczego komentować. Kiba niestety wręcz przeciwnie.


- To ten stanik, który Sasuke podarował ci w ramach wdzięczności? - zaśmiał się wrednie, podnosząc znalezisko z ziemi. Zaraz dostał od dziewczyny po łbie.


- Gdzie z tymi łapami, co?! - wrzasnęła na niego.


- To chyba nie był najlepszy pomysł tutaj przychodzić - zauważył Kakashi, praktycznie wkładając głowę do jej lodówki.


- No raczej! - fuknęła - Możecie przestać grzebać mi po mieszkaniu?!


- Myślałem, że dziewczyny mają w pokojach jakoś czyściej, a ty masz tu gorszy chlew niż ja - rechotał Inuzuka, otwierając każdą szafkę i zaglądając w każdy możliwy kąt jej mieszkania. Kakashi w tym czasie zaczął wyjmować kolejno z lodówki na stół kartony mleka.


- Są przeterminowane - wytłumaczył, dostrzegając na sobie jej wzrok.


- To je później wyrzucę! Możecie stąd wyjść?! - praktycznie zawyła, całkiem już na nich wkurzona.


- Wydawało mi się, że sama nas tu wpuściłaś - zauważył uprzejmie Uchiha, patrząc w ścianę. Na głowie Naru wyraźnie zapulsowała żyłka.


- Tak - wycedziła przez zęby - Wpuściłam, ale teraz wolałabym, żebyście już wyszli.


- Czternaście kartonów z datą ważności do zeszłego grudnia i dwa do marca przed dwoma laty - zastanowił się Hatake - Czy mleko po czasie zaczyna być coś więcej warte, że nadal je tutaj trzymasz?


- Możecie stąd wyjść?! - wrzasnęła i usłyszała, jak coś spada w łazience, w której przed chwilą zniknął Kiba.


- Mamy w domu ten sam szampon! - dało się słyszeć krzyk Inuzuki - I szafka ci spadła, ale nic mi nie jest!


Naru dotarła właśnie na granicę swojej cierpliwości. Zacisnęła dłonie w pięści, zbliżając się do pierwszego z brzegu niechcianego gościa.


- To zaraz coś wam zacznie być…


* * * * *


- Mówiłam wam, żebyście wyszli, więc sami jesteście sobie winni, dattebayo! - ryknęła, trzaskając za nimi drzwiami. Pod schodami leżały truchła trójki niechcianych gości.


- Miał mistrz rację, żeby niczego nie jeść, bo skończy się pawiem - złapał się za brzuch Kiba.


- Niczego nie dotykałem, a i tak mi się za was oberwało - jęknął Sasuke, rozmasowując czoło, na którym zaczął rosnąć pokaźny guz.


Kakashi nic nie dopowiedział od siebie, więc obaj na niego spojrzeli. Wyglądało na to, że ich mistrza całkiem zamroczyło od otrzymanego ciosu.


- Nie był zbyt dobrym mistrzem, ale na jego pogrzeb i tak przyjdę - zadeklarował się Inuzuka.


- Bardzo zabawne - westchnął Hatake, potrząsając głową - Ma dziewczyna parę w rękach, to trzeba przyznać.


- Zamierza mistrz kontynuować sprawdzian, kiedy Naru do nas dołączy? - zapytał Uchiha, podnosząc się z ziemi i otrzepując swoje białe shorty.


- To ona zamierza do nas w ogóle zejść?! - prychnął powątpiewająco Kiba.


- Zapewne kiedy tylko skończy się ubierać - skinął głową Kakashi - Chodźmy już w stronę pola treningowego, Naru dołączy do nas po drodze.


* * * * *


- Dobra, alarm jest ustawiony na 12 w południe. Waszym celem na dzisiaj jest zabranie mi tych dwóch dzwoneczków przed południem. Kto nie zdobędzie dzwoneczka, ten nie dostanie obiadu!


- Coo? - jęknął Kiba - Czy Naru nie powinna zostać na start zdyskwalifikowana za spóźnienie?


- Niby za co?! - wnerwiła się - A może ty powinieneś zostać zdyskwalifikowany za rozwalanie mi mieszkania, co?! Poza tym mistrz Kakashi spóźnił się prawie tyle samo co ja!


- Dobre sobie! Siedział tu razem z nami od piątej, czekając aż mości księżniczka się obudzi!


- Ten spóźnialski mistrz Kakashi?! - prychnęła - Od piątej?!


- Mniejsza, skupcie się na egzaminie - przerwał im Kakashi - Jeśli wam się nie uda to nie tylko przywiążę was do słupa, ale będę też jadł naprzeciw was.


- Czyli to po to kazałeś nam nie jeść śniadania - złapał doła Kiba. Brzuch Naru głośno zaburczał.


- Dwa dzwoneczki oznaczają, że i tak jedno z nas skończy bez obiadu - zauważył Sasuke.


- W rzeczy samej - zgodził się wesoło ich mistrz - Bez obiadu i przywiązane do słupa - doprecyzował.


- Jest nas troje, czyli jedno nie zaliczy - zastanowił się Kiba.


- Zgadza się - potwierdził Kakashi - Dodatkowo osoba, która nie zdobędzie dzwoneczka, wróci do akademii. Niekoniecznie musi być to tylko jedna osoba. Jeżeli żadne z was nie zdoła zdobyć dzwoneczka, do akademii wróci cała trójka.


- To tak w ogóle można?! - zdenerwował się Inuzuka - To po co był ten egzamin na zakończenie akademii?!


- Selekcja wstępna - wzruszył ramionami ich mistrz - Jeśli mogę wam coś doradzić: używajcie shuirkenów i próbujcie mnie zabić. Inaczej nic z tego nie będzie.


- Ha! W takim razie nie wiń mnie, jeśli skończysz przeze mnie w szpitalu, mistrzu! - uśmiechnął się przebiegle Inuzuka.


- Patrząc na to, że nawet nie zauważyłeś gąbki w klasie… - zastanowił się Sasuke - Jesteś pewien, że to bezpieczne?


- Zazwyczaj najmniejszy piesek szczeka najgłośniej, więc pozwolę sobie zignorować naszego psiego kolegę - oznajmił Hatake, ignorując również małego Uchihę - Zaczniecie na mój znak.


- "Najmniejszy", powiadasz?! - prychnął Kiba, opadając na cztery łapy - Zaraz pokażę ci, co ten "najmniejszy piesek" potrafi! Akamaru!


Naru odskoczyła delikatnie, kiedy obok niej przemknął Kakashi, powalając Kibę i jego psiego towarzysza na ziemię, nim ci zdążyli w ogóle wyprowadzić atak.


- Czy ja dałem wam znak do startu? - uniósł brew, trzymając Kibę za kaptur w jednej ręce i Akamaru za kark w drugiej.


Sasuke popatrzył na niego z podziwem.


- Wygląda na to, że chcesz mnie zabić już teraz - zwrócił się do Kiby Kakashi i lekko przy tym zaśmiał - Wydaje mi się, że powoli zaczynam was lubić.


- Bez wzajemności! - warknął, wyszarpując się z uchwytu Kakashiego - Kto by lubił takiego mistrza jak ty! Albo się spóźniasz, albo nas obrażasz!


- Spokojnie, spokojnie - uniósł do góry ręce Hatake - Myślę, że trochę zmienimy zasady naszej zabawy z dzwoneczkami - powiedział tajemniczo, patrząc na Naru, która szybko uciekła wzrokiem gdzieś na bok. Cholera, to, że odskoczyła, gdy Jounin ją mijał, to był odruch!


- Po co zmieniać coś, co dobrze się sprawdza? - zaśmiała się nerwowo.


- Och? "Sprawdza"? A więc znasz tę zabawę? - zainteresował się ich mistrz, podchodząc niebezpiecznie blisko do niej.


- S-Skądże - całkiem odwróciła głowę na bok, starając się nie patrzeć Kakashiemu w oczy. Czemu ona musiała mieć taki długi język!!


- Rozumiem… - zmrużył oko Hatake - Wielka szkoda, ale i tak zmienimy nieco zasady. Po zastanowieniu dzwoneczek będzie tylko jeden i dostanie go wasza urocza koleżanka - uśmiechnął się pod maską, wkładając zastygłej w bezruchu Naru dzwoneczek w rękę - Zmienią się również nieco zasady zwycięstwa: zda tylko jedna osoba, przy czym liczy się tu wyłącznie wasza dwójka - oznajmił, patrząc na obu chłopców - Postanowiłem posłuchać twojej sugestii, Kiba, i dyskwalifikuję Naru za spóźnienie się. Jako, że i tak tutaj z nami jest, posłuży nam za cel naszego egzaminu.


- Mistrzu, ale ja żartowałem z tą dyskwalifikacją! - przeraził się Kiba, uświadamiając sobie, że właśnie skazał ich koleżankę na pewny powrót do akademii.


- Tak? Dla mnie brzmiało to całkiem poważnie - wzruszył ramionami Jounin - Poza tym zdaje się, że nie jestem zbyt lubiany, więc z Naru będziecie bawić się o wiele lepiej. Prawda, Naru? - popatrzył na nią zagadkowo.


- C-Czy ja wiem… - znowu uciekła wzrokiem na bok.


- Dobrze, na mój znak zaczniecie! - zarządził Kakashi, po czym nachylił się nad uchem dziewczyny - Liczę, że małą tajemnicę naszej zabawy zachowasz dla siebie i nie oddasz ot tak dzwoneczka jednemu z nich - wyszeptał, a Naru z trudem przełknęła ślinę. Ich mistrz uniósł rękę do góry i rozpoczął odliczanie do startu.

QC: Samidare




⇠ Poprzednia częśćCiąg dalszy nastąpi…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 2: Zdziczały Uchiha, formularz rejestracyjny i Konohamaru!

Prolog

Epilog