Rozdział 14
Naruto popatrzył na czarnowłosego ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
- Ja mam to niby ubrać...?
- Za mało męski na twoje standardy? Kolorem pasuje ci do oczu - wzruszył ramionami pan Uchiha, pochylając się nad nim z zamiarem wsunięcia mu diabelstwa na głowę.
- Czemu niby mam coś takiego robić?! - odskoczył od mężczyzny.
- Przez coś takiego masz na myśli wspólne gotowanie czy ubranie fartuszka? - spytał cierpliwie.
- Oba?!
- Pomóc mi w gotowaniu masz dlatego, że taki mam plan na dzisiejszą randkę. Fartuszek jest po to, żebyś się nie pobrudził.
- Bo nie możemy po prostu zamówić pizzy?!
- Ręcznie robiona jest o wiele lepsza i mam już gotowe ciasto w lodówce.
Uzumaki warknął, ale w końcu się poddał. I tak paradowanie w fartuchu było lepsze niż gdyby pan Uchiha znowu uwziął się go przytulać jak wczoraj. Poza tym podczas tak niemęskiej czynności jak gotowanie Hinata go przecież nie zobaczy, bo nie ma jak zajrzeć do domu czarnowłosego.
Pan Uchiha sprawnie zawiązał mu na biodrach tasiemki od śmiesznego kuchennego wdzianka i sam po chwili wskoczył w swój czarny fartuch. Od razu wyciągnął z lodówki wysoką miskę wypełnioną jakimś ciastem i zaczął wykładać na blat warzywa i podejrzane słoiczki.
- Zrobisz sos na spód pizzy - poinformował, stawiając przed Naruto koncentrat, oliwę, czosnek i kilka przypraw - Po pierwsze obierz ząbek czosnku, a ja w tym czasie wyjmę resztę rzeczy.
To było dość proste, więc blondyn wyłuskał sprawnie niewielki ząbek z czosnkowej główki i zerwał z niej łupinki.
- Weź z szafki jakąś miseczkę i wlej tam łyżkę oliwy i cały koncentrat ze słoika - polecił, samemu zaczynając płukać jakieś warzywa.
Uzumaki złapał największą spośród misek ze wskazanej szafki i wciapał do niej cały koncentrat i łyżkę oliwy.
- I ładnie wszystko wymieszaj.
Naruto z konsternacją przesunął łyżką kilka razy przez czerwoną breję. Miał to mieszać w sumie jakoś porządnie czy tylko trochę?
- "Wymieszaj" znaczy połącz w jednolitą masę - westchnął czarnowłosy, stając mu za plecami i sięgając przez niego do miski.
- Wystarczyło powiedzieć a nie mnie obłapiać! - burknął, starając się jak najmniej dotykać mężczyzny i odzyskać zabraną przez niego łyżkę.
- Co to za randka jeśli przypadkiem nie dotkniemy się tu czy tam? - zaśmiał się pan Uchiha, oddając mu jednak po chwili łyżkę i się od niego odsuwając - Wyciśnij czosnek i wrzuć na oko trochę pieprzu, soli i oregano. Potem znowu wymieszaj wszystko na jednolitą masę.
Czarnowłosy zajął się krojeniem warzyw, które najwyraźniej chciał dodać do pizzy, a Naruto wykonał polecenie. To całe gotowanie nie było takie trudne.
- Ładnie - pochwalił go pan Uchiha, gdy po kilku minutach poszatkował chyba wszystko co chciał. Naruto był całkiem dumny ze swojego IDEALNIE jednolitego sosu - To teraz ukręcimy jakiś ładny spód na naszą pizzę i możemy posmarować go twoim sosem. Weź mąkę i wysyp jej odrobinę na blat.
Naruto rozejrzał się za czymś, co byłoby podpisane jako "mąka" i szybko zlokalizował białą torebeczkę. Zgarnął ją i wysypał jej odrobinę na wskazane miejsce. Pan Uchiha w tym czasie umoczył pod kranem ręce i wyjął jakąś 1/3 ciasta z miski. Rzucił je na wysypaną mąkę i zaczął sprawnie rozgniatać je w kółko, którym następnie zaczął lekko kręcić. Okrągła bryłka szybko przerodziła się w ładny, pizzowy kształt.
- Możesz rozprowadzić pośrodku ciasta sos, tylko zostaw mały odstęp od brzegów.
Naruto pokiwał skwapliwie głową i zaczął rozprowadzać po cieście swój sos, starając się, by wyglądało to jak najbardziej zbliżenie do pizzy oferowanej z pizzerii.
- Czegoś z tego nie lubisz? - zapytał pan Uchiha, podsuwając mu przed nos pokrojone w ładne kawałki warzywa i jakąś smakowicie pachnącą szynkę. Zlustrował wszystko wzrokiem i pokrecil głową. Każdy z trzymanych przez mężczyznę składników był spoko.
Pan Uchiha gestem odgonił go od wysmarowanego sosem ciasta i rozłożył na nim równomiernie ser i pozostałe składniki, po czym zapakował wszystko do rozgrzanego piekarnika, który niewiedzieć kiedy musiał włączyć. Naruto tylko stał i się temu przyglądał, bo nie dostał żadnego więcej zadania.
- I już koniec? - zapytał, kiedy czarnowłosy zaczął myć ręce nad zlewem.
- Koniec - zgodził się - Chodź umyć łapki, a ja zdejmę z ciebie fartuch.
- Sam sobie go zdejmę! - prychnął i zaczął myć ręce. Pan Uchiha wzruszył tylko ramionami, odwiązał swój fartuch i przeszedł do salonu. I to miała być ta jego dzisiejsza randka? Przecież nie było w tym nawet odrobiny romantyzmu!
- Słaba ta dzisiejsza randka - nie omieszkał wyrazić swojej dezaprobaty blondyn również siadając, już bez fartuszka, w salonie. Czarnowłosy uniósł brew.
- Liczyłeś na jakieś gorące akcje i temu jesteś zawiedziony? - spytał kpiąco.
- Nie liczyłem na żadne gorące akcje!
- Mhm-m - oparł się na złożonych dłoniach - Dopóki się ciebie nie nakarmi to strasznie dużo krzyczysz, Naruto. Pobawimy się po pizzy.
- Jakie znowu "pobawimy"?!
- No widzisz ile krzyczysz o pustym żołądku? - zapytał retorycznie czarnowłosy, przymykając powieki. Naruto popatrzył na niego zmrużonymi oczami.
- Ja wcale nie krzyczę - powiedział względnie cicho.
- Krzyczysz. Jesteś strasznie głośny.
- Nie jestem głośny!
Mężczyzna rzucił mu tylko pobłażliwe spojrzenie.
- Jesteś, Naruto. Jeśli nie wykrzyczysz przynajmniej co drugiego zdania to chyba byłbyś chory.
- Bo mnie pan ciągle denerwuje i to dlatego?!
- No tak, najlepiej winą za swoje wady obarczać innych.
- Mógłbym nie krzyczeć jeśli tylko bym chciał!
- Byłoby fajnie gdybyś chciał tak często jak tylko to możliwe...
- Ale jest pan wrednym dupkiem, wie pan?!
- Na tyle często mi o tym przypominasz, że nie śmiałbym zapomnieć.
Naruto fuknął. Założyłby się aż z czarnowłosym, że gdyby chciał to wytrzymałby w ciszy nawet do końca dnia, ale... No właśnie. Jakby przegrał to pewnie pan Uchiha zażądałby od niego jakiejś zboczonej rzeczy. Pewnie chciałby, żeby Naruto siedział mu na kolanach albo coś takiego...
To w sumie przypomniało mu, że pan Uchiha miał nadal niewykorzystane życzenie, które zdobył za udawanie tego pasywnego w ich związku podczas wizyty w lodziarni... Zerknął podejrzliwie na czarnowłosego. Czy istniała możliwość, że o nim zapomniał?
Piekarnik wydał z siebie brzdęknięcie oznaczające koniec ustawionego na pieczenie czasu, więc pan Uchiha wstał i poszedł wyjąć i pokroić ich wspólne dzieło.
- Naruto, weźmiesz proszę dla nas talerze i sztućce? I jeszcze sos czosnkowy z lodówki, jest w zielonej miseczce.
Naruto już ciekła ślinka od apetycznego zapachu pizzy, więc bez protestów zrobił wszystko, o co został poproszony. Chciał jak najszybciej usiąść już przy stole i zatopić zęby w tym bajecznie wyglądającym cieście.
- Smacznego - uśmiechnął się krzywo czarnowłosy, pozwalając mu pierwszemu porwać kawałek pizzy gdy tylko zasiedli do jedzenia.
- Msmhnhm! - odpowiedział coś z pełną buzią, przymykając z zadowoleniem oczy. Sasuke pokręcił głową i sięgnął po kawałek również dla siebie, polewając go jednak sosem.
Cała pizza naprawdę szybko wylądowała w ich żołądkach. Po skończonym posiłku Naruto poklepał się aż z zadowoleniem po brzuchu, na tyle był zadowolony.
- To było pyszne - westchnął z rozmarzeniem.
- Cieszę się, że smakowało - uśmiechnął się do niego nawet zupełnie niesarkastycznie pan Uchiha, wstając, by pozbierać talerze do zmywarki. Po drodze potarmosił jeszcze blondyna po włosach, ale był on zbyt rozanielony, by się o to dąsać.
- Mógłbym jeść takie pizze codziennie - zdradził Naruto, gdy czarnowłosy wrócił z części kuchennej.
- Możemy częściej razem coś pitrasić - wzruszył ramionami pan Uchiha.
- Jakby to nie było tak bardzo babskie zajęcie to aż bym sam zaczął gotować - przyznał nadal w rozmarzeniu.
- Ależ z ciebie męski szowinista, Naruto. Szkoda, że w ten sposób dużo tracisz w oczach kobiet.
- Czemu niby? - prychnął - Gotowanie jest strasznie mało męskie.
- Zdziwiłbyś się jak bardzo kobiety ubóstwiają gotujących mężczyzn.
- A ty wiesz to, bo jesteś gejem, co? - założył ręce na piersi - Nie będę słuchał rad gejów o kobietach! Co gej może wiedzieć o kobietach?
- Kierując się twoim tokiem myślenia to sporo, bo oboje interesujemy się tym samym - zaśmiał się, a Naruto popatrzył na niego sceptycznie - Mężczyznami - wytłumaczył.
- Nadal ci nie wierzę - fuknął, a mężczyzna tylko pokręcił głową.
- To nie wierz, mój ty męski Naruto - powiedział, dosiadając się na sofę, na której siedział Naruto - Masz jeszcze na coś ochotę albo czegoś byś się napił?
- Jestem pełny póki co... - odparł nieco ostrożnie. Przez cały posiłek pan Uchiha siedział na swoim fotelu. Czego chciał przysuwając się do niego? Znowu pewnie będzie chciał mu robić jakieś dziwne rzeczy...
- Mówi się, że mężczyźni nie rzucają słów na wiatr. Słyszałeś o tym?
- Tak...?
- A pamiętasz, co obiecałeś mi na naszym pierwszym spotkaniu?
Naruto zmarszczył czoło. Co on mu takiego obiecywał? Chodziło o życzenie z lodziarni?
- Wymyślił pan czego chce sobie zażyczyć? - zapytał, ale mężczyzna pokręcił głową.
- Nie chodzi mi teraz o to. Życzenie zamierzam zachować sobie na potem. Chodzi mi o nasze pierwsze spotkanie w Miodowym Zakątku.
- Ahaa...? - popatrzył na niego z pytaniem, bo nie przypominał sobie, żeby składał wtedy jakieś obietnice.
- Miałem dyktować zasady, na których odbywają się nasze randki, pamiętasz coś takiego?
- Noo tak... I robimy na randkach to, co pan chce? Wybiera pan kiedy i gdzie się spotykamy, choć dopiero mieliśmy dwie randki...?
- Robimy to, co chcę poza seksem - przypomniał.
- Noooo... Tak? Ale mówił pan przecież, że to w porządku?
- Owszem. Ty mówiłeś natomiast, że pocałunki i bliskość są w porządku - uściślił, a Naruto przełknął ślinę.
- N-noooo... - popatrzył niepewnie w bok, bo kiedy pan Uchiha tak o to pytał był zdecydowanie za blisko - N-no niby są...
- Dobrze, że się w tej kwestii zgadzamy - uśmiechnął się czarnowłosy, łapiąc blondyna za brodę i przekręcając jego twarz w swoją stronę. W głowie Naruto już na całego pulsowała czerwona lampka i wyły syreny policyjne.
- A-a-a-a-ale to jest zupełnie za wcześnie n-na t-t-t-takie rzeczy...?! B-bo mieliśmy się poznać po-powoli...? Do-do-do-dotrzeć powoli, p-prawda...?
- Chciałbym rozpocząć to powolne docieranie - uśmiechnął się drapieżnie pan Uchiha, a Naruto poczuł, że skóra na twarzy go już praktycznie parzy.
- A-a-a-a-ale... - uciekał wzrokiem jak tylko mógł na boki, co było praktycznie niemożliwe, gdy mężczyzna był tak blisko i jeszcze trzymał jego twarz - A-a-a-ale...?!
Naruto zamarł, bo pan Uchiha obrysował kciukiem kontur jego ust. Jak on mógł się tak przy tym na niego bezwstydnie gapić? Tak prosto w oczy? On chciał go teraz pocałować? Znaczy Naruto myślał już sobie wcześniej, że pan Uchiha może chcieć go w końcu pocałować. Ale nie myślał, że będzie chciał już teraz?
- Oddychaj, Naruto - zaśmiał się mężczyzna, kciukiem rozychylając jego wargi. Naruto chciał coś jeszcze powiedzieć, ale jak miał coś mówić, jak Uchiha prawie mu wkładał palec do ust? - Chciałbym cię teraz pocałować - powiedział całkiem spokojnie, jeżdżąc kciukiem po jego dolnej wardze. Jak ten dupek mógł być taki spokojny przy czymś takim?!
Naruto przełknął znowu ślinę, bo nie wiedział czego teraz facet oczekiwał. Że coś mu odpowie? Niby tak z jego palcem na ustach, jak szanowny Uchiha wymyślił sobie maltretować jego wargę?! A może ma rozchylić usta, żeby pozwolić mu się całować...? Niedoczekanie dupka jednego! Co jeszcze, może przejąć inicjatywę i to jego pocałować?!
- Zamknij oczy, Naruto - powiedział jakoś tak uwodzicielsko tym swoim gejowym szeptem, że Naruto poczuł, że coś mu staje w spodniach. O nie, ubrał dzisiaj specjalnie te dżinsy, w których nie widać takich rzeczy. Nie będzie sobie facet myślał, że go podnieca ani nic! - Naruto...
- A... A-l-l-le - zdecydował się zaprotestować, przez co palec Uchihy zawędrował do wewnętrznej jego strony warg. Przestał więc mówić w obawie, że zaraz dotrze do jego języka albo dalej...? Naruto przecież poza tym paskudnym całusem z Inuzuką nigdy się nie całował! Na pewno nie tak, żeby ktoś chciał mu coś robić w środku ust...?
- Zamknij oczy - powtórzył pan Uchiha, a skołowany Naruto już nie wiedząc co robić ostrożnie przymknął powieki. Teraz przynajmniej nie widział tych czarnych oczu pana Uchihy, co było czymś zdecydowanie dobrym, ale z tej złej strony nie będzie teraz też widział co mężczyzna mu zaraz zrobi? Bo zrobi...?
Poczuł jak coś miękkiego delikatnie obejmuje jego dolną wargę. Coś mokrego. Uchiha odsunął z jego wargi swój palec, żeby zastąpić go... zębami? Leciutko zagryzł jego biedną dolną wargę, która już chyba nabrzmiała od tego jej maltretowania. Poczuł jak lekko pociąga go za nią zębami, jakby czegoś chciał. Że dostać się tam do środka? Gdzie jego język?
- Naruto... - warknął cicho, na chwilę uwalniając jego biedne, storturowane usta. Dotyk ust pana Uchihy wręcz parzył, więc poczuł jakby odjęto mu od ust rozżarzony pręt. Z jakiegoś powodu poczuł się trochę niezadowolony, ale to chyba dlatego, że mężczyzna chciał jeszcze bardziej go całować, co było tak nieskończenie homoseksualne...?
- T-t-tak...? - dał jakoś radę z siebie wydobyć głos.
Pan Uchiha nic nie powiedział, więc zdecydował się w końcu uchylić powieki. Siedział tam zaraz naprzeciw niego i patrzył tym swoim palącym spojrzeniem.
- Ty się naprawdę z tym swoim kolegą całowałeś? - zapytał sceptycznie.
- T-t-t-t-tak...?!?!
- To chyba w ucho - parsknął, odsuwając się nieco.
- C-c-co?! Co, co, co?!?? - zaprotestował - Ale my się całowaliśmy w usta! Żadne ucho!!
- Jasne - znowu parsknął i cmoknął go krótko w zaskoczone usta - Jak się z nikim nigdy nie całowałeś to takie rzeczy się mówi, a nie sprawia, że druga strona wychodzi z siebie, żeby te wcześniejsze pocałunki zbladły przy jej pocałunku.
- Ale ja się całowałem! - upierał się.
- Oczywiście.
- No całowałem się, mówię!!
Sasuke westchnął.
- Naruto. Czy ty tak protestujesz, bo chcesz żebym kontynuował?
- Co takiego?! Nie!!
- Stoi ci - prychnął, a Naruto podążył wzrokiem w dół. W tych dżinsach nie było normalnie widać nic pod spodem. Co on tak pokaźnie stanął?!
- N-n-no jak mnie niby tak obłapiasz to jak mi ma nie stanąć?!?! - zdenerwował się na całego.
Uchiha westchnął.
- Pomóc ci?
Naruto popatrzył na niego ze złością.
- Może jeszcze ustami, co?!
- Pewnie, jeśli chcesz.
- Nie chcę!! - krzyknął - Idę do łazienki, wypuść mnie!
- Przecież cię nie trzymam - zauważył. Naruto ze złością wygramolili się z sofy. No jasne! On tylko siedział obok! Co z tego, że tak blisko, że to było prawie jakby go trzymał?!
Zatrzasnął się ze wściekłością w łazience i jeszcze usłyszał zza drzwi prześmiewczy komentarz tego dupka:
- Jakbyś potrzebował pomocnej dłoni to krzyknij!
- Mam swoje dłonie, dupku!!
| ⇠ Poprzednia część | Następna część ⇢ |
|---|
Komentarze
Prześlij komentarz