✧༺Prolog༻✧
Sasuke Uchiha potrząsnął lekko naczyniem, sprawiając, że jego zawartość zawirowała dokoła. Znajdował się właśnie w najgorszej możliwej spelunie w samym środku Podziemi i sukcesywnie doprowadzał się do stanu błogiej nieświadomości... a przynajmniej robił to, dopóki ktoś mu w tym nie przeszkodził. Posłał nieprzychylne spojrzenie siedzącemu naprzeciw niego blondynowi, który nic sobie nie robił z jego wrogich spojrzeń. Uśmiechał się za to serdecznie.
- No to jak będzie? - zapytał wesoło jasnowłosy, tak niepasujący do obrazu ubóstwa i niedoli zewsząd ich otaczających. Podparł się przy tym łokciem o obgryziony stół, zupełnie nie zważając na fakt, że włożył przy tym swój idealnie czysty rękaw wprost w maź nieznanego pochodzenia.
- Nie potrzebuję pieniędzy - zauważył, o dziwo również przed samym sobą, Sasuke, po czym wychylił zawartość trzymanej czarki. Chwycił za stojący na środku stołu dzban, by ponownie ją napełnić.
- Tak właśnie myślałem, że to powiesz - pokiwał głową blondyn, ciągle się uśmiechając i spod półprzymkniętych powiek obserwując jego poczynania. Sasuke wiedział, że nieco trzęsą mu się ręce i wkurzał go wyrozumiały wzrok jasnowłosego. Zresztą postawa wszechwiedzącego znawcy wszystkiego wkurzała go równie bardzo, jeśli nie bardziej - Pieniądze będą tylko miłym dodatkiem.
- Dodatkiem do niby czego?
- Do nowego celu w życiu, Sasuke.
Sasuke zmrużył oczy, unosząc napełnioną czarkę do ust. Nie przypominał sobie, żeby wyjawiał tajemniczemu jegomościowi swoje imię, a nie był jeszcze na tyle pijany, by posądzać się o problemy z pamięcią. Jednak uparty blondyn nie dość, że znał jego imię, to zdawał się wiedzieć o nim o wiele, wiele więcej. Nie podobało mu się to. Cała ta rozmowa od samego jej początku mu się nie podobała.
Skrzywił się i znów pociągnął niewielki łyk. Sasuke był tu naprawdę dobrze znany i nikt o zdrowych zmysłach nawet nie pokazywał się w zasięgu jego wzroku, gdy zaczynał pić. Chyba każdy już słyszał o tym, jak nieobliczalnym stał się po ostatnich... wydarzeniach. Nikt nie chciał mieć z nim więcej nic wspólnego. Jednak i od tej reguły, jak widać, był wyjątek. Jasno... wręcz złotowłosy wyjątek siedzący uparcie na wprost przed nim. Sasuke zastanawiał się, czy mężczyzna ma ogólnie po kolei w głowie przychodząc tu, siadając przed najniebezpieczniejszym człowiekiem w mieście i proponując coś takiego. Brzmiało to jak naprawdę kiepski żart.
- Co ty w ogóle możesz o mnie wiedzieć - prychnął, odejmując czarkę od warg - Nie wiem, skąd się tu wziąłeś, ale po jeszcze kilku głębszych mogę zrobić się dużo mniej przyjemny - zagroził, co jednak nie zrobiło na blondynie najmniejszego wrażenia.
- To dość żałosne tak po prostu się poddać, nie uważasz? - zapytał zamiast tego takim tonem, jakby rozważał możliwość opadów w dniu kolejnym i z czystej uprzejmości pytał Uchihę o zdanie. Sasuke naprawdę miał ochotę złapać go teraz za poły koszuli i pokazać nieproszonemu kompanowi z kim takim ma do czynienia. Jednak, znowu siebie zadziwiając, tego nie zrobił. Zamiast tego wsparł głowę na dłoni, wytrzymując spojrzenie błękitnych oczu gościa, który chyba sądził, że przejrzał jego osobę na wylot.
Częściowo, co musiał gorzko przyznać, faktycznie mógł mieć rację.
Uchiha poddał się już z życiem, ale zdecydowanie nie uważał tego za żałosne. Żałosnym było jego niezdecydowanie i brak odwagi do rozstania się z tą parodią istnienia. Mimo towarzyszącej mu od zawsze obojętności względem własnego życia, przy perspektywie pozbawienia się go samemu czuł ogromny opór. Nie powstrzymywało go to jednak przed pakowaniem się w najbardziej ryzykowne z akcji, na których z łatwością coś mogłoby pójść nie tak i zupełnym przypadkiem mógłby zginąć. Ostatnimi tygodniami wybierał wyłącznie takie zlecenia, nawet jeśli oferowano za nie marny grosz - ryzykowne. Sasuke naprawdę chciał pożegnać się z życiem, jednak nie miał odwagi zabić się samemu. Wmawiał sobie, że to dlatego, że chce umrzeć godnie: podczas akcji, pod przeważającą siłą wroga. Jednak przewrotny los, a może wyuczone latami odruchy, jak na złość nie chciały do tego dopuścić. Sasuke wracał nieraz nieźle pokiereszowany, ale wracał. Za każdym zakichanym razem.
- Rozwiń, co dokładnie masz na myśli - westchnął równie obojętnym tonem, co blondyn zadając mu to niewygodne pytanie.
- Dobrze wiesz, co takiego mam na myśli. Ostatnie kilka dni cię śledziłem i sporo się o tobie dowiedziałem - przyznał jak gdyby nigdy nic. Sasuke na to skrzywił się: kiedyś nie dopuściłby do tego, żeby ktokolwiek postawił stopę w Podziemiach bez jego wiedzy, a teraz nie zauważył nawet, że sam ma ogon. Z lekką pretensją potrząsnął czarą, której zawartość bez wątpienia przyczyniła się do jego otępienia. Przeklęty wspaniały alkohol.
Jasnowłosy jegomość nadal patrzył na niego wyczekująco, więc Sasuke przełknął kolejną porcję gorzkiego trunku i zadał sobie trud ponownego skupienia się na rozmowie. Nie wiedział już nawet, o co mężczyzna pytał, jednak od samego początku ich spotkania blondyn uparcie dążył do jednego: próbował Uchihę zatrudnić.
- Zadajesz sobie troszeczkę za wiele trudu szukając niańki dla syna - skomentował kwaśno, bo mężczyzna był zanadto cierpliwy.
- Nie szukam niańki, a ochroniarza - poprawił go - Chcę mieć pewność, że osoba, którą zatrudnię jest kimś, na kim można polegać.
Sasuke westchnął. Jasnowłosy na to jeszcze szerzej się uśmiechnął. Jego roziskrzone oczy świdrowały twarz Uchihy z niesamowitą mocą - zdawały się wręcz przeszywać ją na wylot. Sasuke chwilę wytrzymał jego palący wzrok, po czym w końcu odsunął od siebie czarę, decydując się w końcu przystać na tę uporczywą propozycję współpracy - i tak rozmawiali już zdecydowanie za długo, a on i tak nie miał co ze sobą zrobić.
- To kogo takiego mam ochraniać?
| Następna część ⇢ |
|---|
Komentarze
Prześlij komentarz