✧༺Rozdział V༻✧
Kolacja zdawała się toczyć w miarę normalnie. Sasuke obserwował czujnie zgromadzonych wokół nich ludzi, jednak nikt nie dawał powodów do niepokoju. Impreza toczyła się wręcz leniwie.
Obserwując ludzi, Sasuke znowu doświadczał pokazu nabożnej czci oddawanej Namikaze. Wszyscy zdawali się spijać każde słowo z ich ust i traktowali ich aż nader z szacunkiem. Spojrzał znowu na swojego podopiecznego, który z uwagą przeżuwał kolejny kawałek dobrze wypieczonego steku. Odkąd pokazali się przed zebranymi gośćmi, książę zdawał się przejść jakąś magiczną transformację: zachowywał się naprawdę dostojnie i z klasą; zupełnie jak nie on.
Zdawał się też kogoś wypatrywać, co starał się skrzętnie ukrywać.
Co jakiś czas przed nimi ukazywał jakiś zamożnie wyglądający człowiek, składając przed Naruto pokłony, czasem również pozdrawiając księcia i życzący mu wszelkich dobrodziejstw i pomyślności. Naruto każdą taką osobę witał jedynie skinieniem głowy, nawet nie odrywając się od jedzenia. Widać było tu jak nigdzie rozgraniczenia na klasy społeczne między ludnością.
W całym otaczającym kolację przepychu jeden szczegół naprawdę przyciągał wzrok: znajdujący się na samym środku placu ozdobny stos. Sasuke przypuszczał, że miał służyć do wspomnianej wcześniej przez Namikaze ceremonii.
Drewna, z których ułożono wystawną konstrukcję, musiały być dobrane z ogromną starannością: ich kora była delikatnie czerwona, a każde z drewien było idealnie tej samej długości i tego samego kształtu. Drewniany stos okalały serpentyną drewniane schodki ułożone z pomniejszych drewienek. Całą tę przedziwną konstrukcję zdobiły czerwone i złote ozdoby. U samego jej spodu możni układali wszelkiego sortu dary: najczęściej złote i srebrne ozdoby wysadzane wielobarwnymi klejnotami, jednak zdarzały się też strojne sukna czy bele kosztownych materiałów. Sasuke podejrzewał, że król planuje to wszystko spalić ku uciesze zebranej gawiedzi. Patrząc na ilość zebranych kosztowności, było to spore marnotrawstwo.
Brew Uchihy powędrowała naprawdę wysoko w górę, gdy ktoś przyprowadził pod stos służącego ciągnącego na smyczy przepięknego pawia. Służący przymocował koniec smyczy wytwornego zwierzęcia zaraz obok drewnianego stosu. Sasuke powiódł wzrokiem po pięknie rozłożonym ogonie śnieżnobiałego ptaka. Czyli ofiary ze zwierząt też planowali składać. Zerknął na znowu na Naruto, który obserwował to wszystko ze spokojem.
W pewnym momencie oczy księcia rozświetliły się radośnie, a na ustach pojawił mu się słabo tłumiony uśmiech. Sasuke powiódł wzrokiem za spojrzeniem młodego Namikaze, które skierowane było na jednego z pozdrawiających go gości. Naruto wpatrywał się w czerwonowłosego chłopca, który też posyłał mu co chwilę ukradkowe spojrzenia. Czyżby jakiś przyjaciel?
Po krótkich życzeniach grupa z czerwonowłosym chłopcem również odeszła i Naruto powrócił do swojego profesjonalnie bezwyrazowego wyrazu twarzy.
Przez następną godzinę stos kosztowności wokół rytualnego stosu urósł przynajmniej dwukrotnie, a do darów dołączyły również błękitne małpki i kilka innych egzotycznych zwierząt.
Chwilę przed 21 Naruto otarł usta, wstając od stołu. Od razu skierowały się na niego oczy prawie wszystkich zebranych, co jednak zignorował. Ruszył ku pobliskiemu budynkowi, rzucając Uchisze pobieżne spojrzenie.
- Czas na make-up, draniu - powiedział cicho do podążającego za nim ochroniarza.
W środku niewielkiego budynku, do którego środka weszli i który na co dzień musiał służyć za magazyn, czekała już na nich trójka znanych im służących. Jedna z kobiet trzymała naczynie wypełnione czerwonym płynem, inna dzierżyła w dłoniach lustro.
- Wasza Wysokość - powitały go, chyląc nisko głowy.
- Zaczynajcie - polecił Namikaze, siadając na przygotowanym dla niego stołku. Od razu przystąpiła do niego ostatnia służąca, biorąc w dłoń niewielki pędzelek i delikatnie ujmując twarz księcie za brodę, nieco unosząc ją ku górzę.
Służąca zaczęła malować zawiłe, przypominające płomienie wzory na twarzy blondyna, co ten cierpliwie znosił. Sasuke przyglądał się zręcznym ruchom kobiety, pod której pędzlem na twarzy księcia powstało małe dzieło sztuki. Czerwone powieki i odbiegające od oczu płomienie, które również przebiegały od nosa przez środek czoła, nadawały blondynowi naprawdę drapieżny wyraz twarzy. Sasuke byłby w tej chwili gotów przyznać, że Naruto faktycznie może być reinkarnacją jakiegoś ognistego boga, gdy blondyn wyglądał w ten sposób.
- Gotowe - oznajmiła w końcu służąca, a książe otworzył oczy. Przyjrzał się swojemu odbiciu, z zadowoleniem kiwając głową.
- Masz czekać na mnie pod stosem - poinformował Uchihę, wstając z zajmowanego przez siebie miejsca i ruszając ku wyjściu z budynku - Jakby coś nie wyszło to przynajmniej ty też się spalisz - uśmiechnął się półgębkiem.
Uchiha niepewnie skinął głową, ruszając w krok za księciem, który zaraz po pokazaniu się na placu, skierował się ku jego centralnej części, w której znajdował się rytualny stos. Biesiadujący zaraz po zobaczeniu księcia Namikaze ucichli jak makiem zasiał, nawet przestając się ruszać. Sasuke czuł się nieco zdezorientowany, podążając tak za swoim podopiecznym w sam środek imprezy. Żałował teraz trochę, że nie dowiedział się czegoś więcej na temat rytuału, ceremonii czy jakkolwiek to tutaj zwali: nie byłby wtedy taki skonfudowany, a Namikaze nie robiliby sobie z niego żartów, których nie rozumiał.
Uchiha, posłuszny słowom księcia, zatrzymał się zaraz opodal stosu, jednak książę poszedł dalej: po oplatających stos schodkach na samą jego górę. Oczy wszystkich zebranych gości śledziły z uwagą każdy ruch młodego Namikaze.
- Moi poddani - przemówił król, gdy Naruto znalazł się u szczytu ułożonego z drewien stosu - Jak co roku zebraliście się tutaj, żeby na własne oczy zobaczyć dowód ciągłej przychylności Ognia dla królewskiej rodziny i całego Królestwa Ognia. Dziś mój syn - wskazał dłonią na stojącego na stosie Naruto - da wam oczekiwany dowód! Uświęcony Ogień spalając rytualny stos pobłogosławi również złożone u jego stóp przedmioty, by służyły wam one i pokierowały wasze starania właściwą drogą: drogą Ognia. Niech wystąpią strzelcy!!
Sasuke rozejrzał się wokół, widząc że z miejsc powstaje kilku możnych i wyciąga w górę łuki z nałożonymi na cięciwy strzałami. Rzucił niepewnie wzrokiem na króla, ale on również stał z łukiem w ręku. Jakaś kobieta, wykorzystując chwilę, odbiegła do stołu, kładąc wyobwijane w pieluszki maleństwo nieopodal Uchihy.
- Zapalić strzały! - zagrzmiał król, a wszyscy zgodnie wykonali rozkaz - Strzelać!!
Zabrzmiały bębny, a strzały poleciały w górę.
Sasuke zerkał niepewnie to na króla, to na stojącego na stosie Naruto, to na zebranych gości. Wszyscy obserwowali całe wydarzenie ze spokojem, wręcz z czcią. Ogień ze strzał, które wbiły się w drewna wokół księcia, szybko zajął szczyt stosu. Stojący na środku tego płonącego widowiska Naruto nie wydał z siebie najmniejszego dźwięku. Nawet się nie skrzywił, gdy wściekle czerwone płomienie zajęły całe jego rytualne ubranie, liżąc opalone ciało księcia Kraju Ognia. Książe ten stał niewzruszony na szczycie palącego się stosu. Stał i płonął żywym ogniem.
Kiedy ogień powoli zaczął schodzić w dół stosu, otoczony płomieniami Naruto skierował się ku schodkom. Wstąpił na pierwszy stopień, gdy ten tylko zajął się ogniem, czekając z kolejnymi krokami na zapalenie się kolejnych stopni. Idąc powoli w dół po płonących schodach, starał się stawiać kroki do rytmu cały czas brzmiących złowrogo bębnów. Bardzo szybko z jego ozdobnych szat nie zostało wiele: płomienie ognia fantazyjne tańczyły wokół kompletnie już nagiego ciała księcia, samemu księciu nie robiąc żadnej krzywdy. Widowisko było doprawdy wspaniałe, Sasuke patrzył na to wszystko aż lekko oniemiały.
Kiedy ogień w końcu dotarł na wysokość twarz Uchihy, ochroniarz poczuł buchający od płomieni żar. W tym momencie całkiem już zgłupiał. Trudno byłoby sfabrykować coś takiego jakąś szarlatańską sztuczką: nie kiedy czuł wyraźnie gorąco od znajdujących się zaledwie kilkanaście centymetrów od jego twarzy płomieni. Spalący stos ogień musiał być całkowicie prawdziwy.
Gdy płomienie strawiły ostatni ze schodków i już miały zająć złożone u stóp dary, książę Namikaze uniósł w górę obie dłonie. Otaczający go ogień dosłownie zamarł w bezruchu.
- Ogień jest nam przychylnym. Zabierzcie swoje dobra! - krzyknął Naruto, schodząc zupełnie nago ze stosu na ziemię.
Od stołów szybko odbiegli wszyscy możni, sięgając po złożone przez siebie przedmioty. Nie spieszyli się zbytnio: robili to sprawnie, ale grzecznie, po kolei. Niektórzy podchodzili do ognia i zbliżali do niego dłonie, które jednak pospiesznie zabierali, nie chcąc się sparzyć. Wkrótce wszystkie kosztowności zniknęły z placu wokół stosu.
Książę rozejrzał się z uwagą dokoła. Widząc, że wszyscy już skończyli, opuścił w dół dłonie, a cały ogień, zarówno ten ze stosu, jak z pałacowych świec i pochodni, nagle zgasł - zapanowała całkowita ciemność, a wszystkie bębny ucichły.
Sasuke zamrugał, chcąc przyzwyczaić oczy do nagłej ciemności, jednak już po chwili światło pochodni wróciło, a wprost przed nim buchnął w górę snop wściekle czerwonego ognia. Cały rytualny stos spłonął na popiół szybciej niż Uchiha zdołał mrugnąć, a z zebranego tłumu gości dało się słyszeć zachwycone ochy.
Po tak efektownym zakończeniu rytuału znowu rozbrzmiały bębny, a zewsząd rozległa się skoczna muzyka.
- Czyli czas na bal - wydął usta Naruto, mijając wciąż będącego pod wrażeniem Uchihę - Widzisz, draniu, znowu wszystko poszło dobrze i niestety nie spłonąłeś.
Sasuke zacisnął oczy, potrząsając głową i każąc samemu sobie się ogarnąć. Odwrócił się, podążając za zupełnie nagim Namikaze, który nic sobie nie robił ze swojej nagości i dumnie kroczył ku swojemu miejscu przy stole. Wściekle czerwony ogień spalił całe rytualne odzienie księcia, pozostawiając na jego opalonym ciele wyłącznie niezakrywającą niczego biżuterię.
Uchiha natomiast nie mógł oderwać wzroku od nienaruszonego przez ogień ciała Naruto. To, co przed chwilą ujrzał na własne oczy, a do tego wyraźnie poczuł, było więcej niż niezwykłe.
| ⇠ Poprzednia część | Ciąg dalszy nastąpi… |
|---|
Komentarze
Prześlij komentarz