✧༺Rozdział IV༻✧
Kilka kolejnych dni, po brawurowej akcji z ucieczką z okna, upłynęło Uchisze względnie spokojnie. Rozkrzyczany książę Namikaze zdawał się lekko podupaść na siłach: po początkowym testowaniu do oporu możliwości swojego ochroniarza dostrzegł w końcu, że żadna z jego chytrych akcji na mężczyznę nie działa. Uchiha był dokładnie, jak to określał Naruto, nieczułą bryłą lodu. Sasuke zgadzał się z księciem, że mało zostało w nim ludzkich odruchów; raczej działał mechanicznie i wyjątkowo to sobie cenił.
- Sza~ n~ ke~ - obrócił się na drugi bok książę Namikaze, patrząc na niego znudzonym wzrokiem. Do tej pory nikt księcia nie uświadomił, że nie zna poprawnego imienia swojego ochroniarza. Uchiha nie zamierzał tego stanu rzeczy zmieniać: póki książę był nad wyraz dokuczliwy, chciał to nawet jakoś wykorzystać, ale tak po prawdzie obojętnym mu było jak jest nazywany.
- Co jest? - zapytał ze swojego standardowego miejsca pod ścianą.
- Nudzę się, wiesz?
- Teraz już wiem.
Naruto westchnął, przeturlikowując się na drugą stronę łóżka.
- Z ciebie jest żaden rozmówca, burkliwy draniu - nadął się - Żałuję, że ojciec nie zatrudnił kogoś przynajmniej minimalnie interesującego!
- Możesz porozmawiać o swoich zażaleniach ze swoim ojcem dzisiejszego wieczoru - zauważył Uchiha, a Naruto nagle poderwał się z łóżka.
- Wieczoru?! - zapytał z lekką ekscytacją - To to jest już dzisiaj?!
Sasuke, zakładając, że książę pyta o bal, skinął jedynie głową. Dokładnie o godzinie 20 bieżącego dnia miała się odbyć wystawna kolacja wieńcząca się wspaniałym balem, na którą zapraszano wszystkich możnych Królestwa do królewskiego zamku. Kolacja ta była podyktowana świętem któregoś z lokalnych bogów, jednak Sasuke zupełnie nie orientował się w tematach religii i nic ponad zasłyszane od króla informacje nie wiedział. Miało być jedzenie, miał być jakiś rytuał, potem zabawa - więcej nie potrzebował wiedzieć. Wyjątkowy napływ ludzi z powodu wydarzenia oznaczał dla Uchihy jedynie wzmożoną czujność.
Choć dzień ten był szczególny również z innej przyczyny...
- Czyli nadchodzi wolność! - zaklaskał w dłonie Naruto, odzyskując naraz wszystkie stracone przez przedłużającą się bezczynność siły - Wreszcie książę Kraju Ognia zostaje uwolniony, ha!!
Sasuke uśmiechnął się blado: tutaj to właśnie koniec szlabanu jego podopiecznego był najbardziej interesującą częścią całego wydarzenia. Naruto siedział zamknięty w swojej komnacie już okrągły tydzień: najpierw król Minato, po awanturze z synem, zarządził szlaban trwający trzy dni i trzy noce, jednak po akcji z oknem przedłużył ten czas do siedmiu dni. Liczba ta nie była jednak przypadkowa: z jakichś przyczyn jego syn koniecznie musiał być obecny na zapowiedzianej kolacji i późniejszym balu. Jako że czas wielkiego wydarzenia przepadał na dzisiaj, tak również dzisiaj Naruto odzyskiwał wolność.
- Nie powinieneś się jakoś przygotować przed kolacją? - zapytał z ciekawości Uchiha. Wysoko urodzeni na takie okazje stroili się w najokazalsze piórka. Naruto wyglądałby przy nich, prawdę mówiąc, dość blado w prostej, codziennej szacie.
- Nie marudź tam za dużo - prychnął na niego, machając tylko na wszystko ręką - Ciebie tu jeszcze wtedy nie było, ale równo miesiąc temu męczyli mnie dobrych kilka godzin pobierając miary i dopasowując materiał na mój strój rytualny. Będę się świecił na wszystkie strony jak nikt inny, sam zobaczysz! Jak zwykle zgarną mnie pół godziny przed kolacją, żeby po szybkości mnie wyszorować i to wszystko na mnie nałożyć i to by było na tyle! Zresztą… ten strój zostanie na mnie może godzinę, nie więcej. I zaraz po skończeniu ceremonii będę musiał się ubierać w coś innego, pheh...
Sasuke skinął głową, przyjmując te wszystkie nowe wieści do świadomości. Czyli Naruto będzie pełnił jakąś ważną rolę podczas dzisiejszego wydarzenia i po wykonaniu rytuału będzie musiał się przebrać.
- W jakiej odległości powinienem trzymać się od ciebie podczas kolacji i późniejszego balu? - zapytał o istotną dla siebie informację.
- Żadnej! - prychnął jasnowłosy - Ma cię tam nie być!
Czego on oczekiwał...
- Rozumiem. W takim razie o szczegóły mojej pracy dopytam króla.
- Serio... bogowie, Szanke... - znowu wyłożył się na łóżku książę, zwisając głową w dół i patrząc na swojego ochroniarza do góry nogami - Ale ty liżesz mojemu ojcu tyłek to jest aż nieprawdopodobne!
- Na tym właśnie polega praca dla kogoś: na robieniu co ci każą - wzruszył ramionami czarnowłosy, bez większych uczyć patrząc jak jego podopieczny wymownie przewraca oczami.
- Żebyś mu czasem do tego tyłka kiedyś nie wlazł, pracusiu - nadął się, odwracając wzrok od swojego nudnego ochroniarza. Po Sasuke jak zwykle spłynęło to jak woda po kaczce.
Czas do kolacji, przynajmniej w percepcji Uchihy, upłynął jak z bicza strzelił. Zgodnie ze słowami księcia, pół godziny przed rozpoczęciem wydarzenia rozległo się pukanie do drzwi.
- Wasza Wysokość? - dało się słyszeć głos służącej - Pora się szykować. Możemy wejść?
Naruto cicho westchnął.
- Otwórz im drzwi, draniu - rzucił do ochroniarza, a on tylko skinął głową, wyjmując klucz i przekręcając go w zamku. Gdy tylko uchylił drzwi, od razu przemknęły do środka trzy kobiety, a za nimi podążyła dwójka żołnierzy z balą pełną parującej wody.
- Nie mamy wiele czasu, Wasza Wysokość! - zaskrzeczała kolejna, wyjątkowo niska służka, która jako jedyna nie trzymała niczego w dłoniach - Czy Wasza Wysokość pozwoli?
Naruto tylko wzruszył ramionami, wychodząc na środek pomieszczenia i rozwiązując ozdobny sznur u swego pasa. Poruszył nieco rękoma, a jego szaty, nie trzymane już niczym, opadły na ziemię. Niziutka kobieta zaraz do niego podbiegła, zajmując się ostatnim pozostałym na księciu kawałkiem materiału: sprawnie rozplotła szur okalający nagi pas księcia, zdejmując z bioder Namikaze bieliznę.
Sasuke był pod wrażeniem spokoju chłopaka, ale dla możnych musiał być to chleb powszedni. Przyglądał się więc ze spokojem przygotowaniom blondyna, który zdawał się nie mieć niczego przeciwko temu. Zresztą żadna z służących, jak i żaden z żołnierzy nie uciekali od Namikaze wzrokiem: nagość musiała być dla księcia czymś całkowicie naturalnym, więc i Uchiha nie widział powodów dla prób jakiegoś uszanowania jego prywatności. Książe tej prywatności po prostu nie miał.
Służące poprowadziły już nagiego Namikaze ku bali, pomagając mu wejść do środka. Od razu dwie z nich zaczęły szorować ciało chłopaka, a ostatnia zajęła się mydleniem włosów. Upłynęło może dziesięć minut, a już zdołały wyczyścić księcia od stóp do głów. Zaraz po tym wyprowadziły go z bali i dokładnie wytarły, po czym przyniosły osławione szaty rytualne. Sasuke z ciekawością im się przyjrzał, myśląc jak nietypowo Naruto będzie wyglądał w tak mocnej kolorystyce. Naruto nosił się zazwyczaj w żółciach i pomarańczach, czasem tylko pojawiał się w jego stroju jakiś czerwony dodatek, a teraz czerwony miał być od stóp do głów. Pasowało to w sumie do Królestwa Ognia - do samego Naruto już średnio.
Kobiety sprawnie nałożyły wszystkie elementy skomplikowanego stroju na księcia i z zadowoleniem oglądały go ze wszystkich. Strój był naprawdę efektowny i rzucał się w oczy. Na głowie księcia znalazł się ognistoczerwony turban z symbolem Królestwa Ognia, od którego odchodziła półprzezroczysta ryza materiału przyozdobiona brokatem: spływała ona aż do samej ziemi, delikatnie zawijając się ku wnętrzu, z brzegami pokrytymi drobnym, złotym wzorkiem. Na piersi Naruto znalazła się delikatna, czerwona przepaska z bufiastymi, przeźroczystymi rękawami kręcącymi się w zawiłych splotach po ramionach chłopaka. Rękawy również zakończone były zdobieniami, a na rękach księcia dodatkowo spoczęły złote bransolety. Dość przylegające spodnie opasano u góry czerwoną przepaską do połowy uda, od której również w dół spływał bogato zdobiony pas materiału. Do tego wszystkiego dochodziła czerwona, ciągnąca się po ziemi peleryna i ozdobny szal. Wszystko to było przyozdobione złotem i klejnotami w każdym możliwym miejscu: nawet kostki i widoczny spod wymyślnego stroju płaski brzuch księcia był ozdobiony biżuterią. Wygląd Naruto można było krótko opisać jednym słowem: bogactwo.
Namikaze poruszył się nieco, słysząc jak okalające go ozdoby cicho dzwonią przy każdym jego ruchu. Wiedząc, że służki już skończyły swe dzieło, obrócił się do lustra, podziwiając efekt ich prac.
- Nie jest źle - ocenił, obracając się z uwagą dokoła.
- Czy rytualne wzory powinnyśmy namalować już teraz czy woli książę, by zrobić to przed samą ceremonią? - zapytała jedną z służących, chyląc lekko głowę pod spojrzeniem księcia. Teraz dopiero uderzyło Uchihę z jaką czcią go wszyscy traktują.
- Draniu, jak myślisz? Malować się już teraz? - rzucił z zastanowieniem do milczącego ochroniarza Naruto.
- Zawsze lepiej coś zrobić od razu niż później za tym biegać - wyraził opinię Sasuke.
- Racja! Więc żeby zrobić ci na złość pomaluję się później - pokazał mu język blondyn i z dumnie uniesioną głową wymaszerował z komnaty, sprawiając, że wszyscy wyminięci przez niego służący z szacunkiem zgięli się w ukłonie. Uchiha pokręcił głową, widząc ten skrajny kult Namikaze. Podążył za złośliwym księciem, który już w pełni odzyskał siły do drażnienia swojego ochroniarza. Gorzki był smak wolności tej konkretnej jednostki.
- Naruto! - ucieszył się na widok swojego syna król Namikaze - Wyglądasz wspaniale!
- Cześć, tato - nadął się lekko książe, nadal widać obrażony na swego rodziciela.
- A gdzie twój ochroniarz? Nie mów, że go zgu...
- Wasza Królewska Mość - wysunął się z cienia Sasuke, lekko skłaniając głowę. Nie czuł do monarchy jakiegoś większego szacunku, ale jednak co król to król.
- Ha! Czyli mojemu rozkapryszonemu synowi nadal nie udało się ciebie pozbyć! - klasnął z zadowoleniem w dłonie.
- Tato! - syknął Naruto, a Uchiha jedynie skinął głową.
- Chciałbym dopytać o szczegóły dzisiejszego wieczoru - przeszedł od razu do meritum Uchiha - Czy powinienem trzymać się blisko czy może obserwować wszystko z cienia?
- Raczej podążać za moim synem jak cień…! - zaśmiał się Minato - Choć może z wyjątkiem samej ceremonii. Rytualne przejście przez ogień niekoniecznie może być bezpieczne dla zwykłego człowieka.
Sasuke uniósł lekko brew, ale tylko skinął głową na znak, że rozumie.
- Mówiąc o trzymaniu się blisko mojego syna... Przydałoby się żebyś jakoś wyglądał! - oznajmił władca, schylając się w kierunku jednego z krzeseł i biorąc z niego jakiś zwitek ubrań. Rzucił nimi wprost w zdziwionego Uchihę.
- No nie patrz się tak, tylko się przebieraj! - założył ręce na piersi Naruto, patrząc na skonfuzowaną twarz swojego ochroniarza - Dziś wszystko co związane z Namikaze musi być czerwone od stóp do głów, ignorancki draniu!
Minato zacmokał z dezaprobatą na słownictwo swojego syna, ale tylko posłał Uchisze ponaglające spojrzenie. Sasuke, nie mając widać innego wyjścia, zaczął z siebie ściągać ciuchy.
- Ale to może się schowaj chociaż za kolumnę! - zaprotestował Minato, przystępując do swojego syna i zasłaniając mu oczy.
- Daj spokój, tato! - oburzył się od razu książę, próbując zdjąć ręce rodziciela z twarz - Mam już 17 lat, niech ten drań się przebiera gdzie mu się podoba!
Sasuke ze wzruszeniem ramionami zniknął z zasięgu wzroku obu Namikaze, słysząc jak ci zaczynają się ze sobą kłócić. Myślał, że nagość w zamku jest czymś normalnym, ale najwyraźniej dotyczyło to wyłącznie księcia.
Szybko ściągnął z siebie resztę ubrań, zakładając na ich miejsce całkiem podobny komplet w kolorze czerwonym. Z zadowoleniem przyjął fakt, że ktoś szyjący ten strój zadbał nawet o pelerynę. Uchiha czuł się w nim naprawdę dobrze, był zrobiony z naprawdę porządnego materiału i był bardzo podobny do jego codziennego ubrania. Może był nieco zbyt zdobny jak na jego gust, ale mieli w końcu dziś jakieś ważne święto i obaj Namikaze lśnili od ozdób bardziej niż drzewka świąteczne: ochroniarz kogoś tak wyglądającego powinien jakoś się prezentować.
- Wasze Wysokości - wyłonił się zza kolumny, prezentując się w nowym stroju.
- Szybki - pochwalił ochroniarza król Minato.
- To jedyna jego zaleta - wydął usta Naruto.
- Zamiast narzekać, chodźmy lepiej na kolację! W tym roku będziemy jak nigdy punktualnie! - zaklaskał w dłonie Minato, odwracając się od syna i ruszając w tylko sobie znanym kierunku. Naruto zdmuchnął na bok jakiś nieposłuszny kosmyk z grzywki i ruszył w ślad za ojcem.
| ⇠ Poprzednia część | Następna część ⇢ |
|---|
Komentarze
Prześlij komentarz