✧༺Rozdział II༻✧
Sasuke podpierał ścianę, patrząc na dzielnie rwącego prześcieradło w strzępy blondyna i zastanawiał się za jakie grzechy go to spotkało. Zwykle był naprawdę opanowaną osobą, ale od krzyków młodego Namikaze coś zaczynało mu się wewnętrznie robić.
"Moje opanowanie może również wynikać z tego, że kiedy tylko ktoś zaczyna mnie denerwować, mogę po prostu w mniej lub bardziej skuteczny sposób go uciszyć" pomyślał gorzko, wiedząc, że do tego typu sposobów w przypadku księcia nie może się uciec. Książę za to aż nadmiernie chełpił się swoją nietykalnością, nawet na chwilę nie przestając mu rzucać buńczych spojrzeń.
- Nie możesz mnie dotykać, blady draniu! - zakpił już po raz któryś z rzędu książę, pokazując mu język i sięgając po baldachim. Jego najwyraźniej również zamierzał podrzeć w strzępy.
Naruto dziś od samego rana chodził wściekły jak mucha. Pod koniec wczorajszego dnia pokłócił się znowu z królem Namikaze i ten zakazał mu opuszczania komnaty. Wręczył Uchisze klucze do komnaty, nakazując mu pod żadnym pozorem nie otwierać drzwi. Książę najpierw wściekłe walił pięściami w ozdobną wierzeję, żeby potem przenieść się na próby przekonania do oddania kluczy Uchihy, jednak i jedno, i drugie nie poskutkowało. Teraz jasnowłosy buntownik przygotowywał swój chytry plan wyjścia na zewnątrz oknem.
- "Najlepszy ochroniarz" - znowu zakpił Naruto: odkąd poddał się z próbami wyciągnięcia klucza od Uchihy, co chwila miał potrzebę obrażania swojego ochroniarza - Ta jasne, od razu! Nawet słowa nie potrafisz powiedzieć, a ojciec w kółko tylko "najlepszy, najlepszy". Jesteś zerem, a nie żadnym najlepszym!!
Sasuke pozwolił sobie nie skomentować tego przytyku, lecz Naruto wpadł w jeszcze większy słowotok, zaczynając obrażać nie tylko Uchihę, ale również króla Minato, jakiegoś gościa o imieniu Sai i cały boży świat. Sasuke nawet nie zamierzał wtrącać swoich trzech groszy, mając nadzieję, że dzięki temu książę w końcu się zamknie. Niestety blondyn zdawał się świetnie bawić prowadząc przydługi monolog samemu ze sobą.
- No, i to wygląda zajebiście! - podparł się z dumą pod boki, patrząc na stworzoną przez siebie linę. Rzucił Uchisze pogardliwe spojrzenie, które zostało oczywiście zignorowane, więc z urażonym prychnięciem zabrał się za przywiązywanie końca swojej liny do ramy łoża. Sasuke szczerze wątpił, że ze starań księcia cokolwiek wyniknie, ale nawet jakaś mu ta lina wyszła.
Powinna utrzymać kanarka, względnie grubszego chomika.
- Ej, ty, draniu! - krzyknął na niego książę po kilku minutach bezowocnych siłowań z łóżkiem. Zaraz po przywiązaniu swojej liny do mosiężnej ramy łoża, postanowił najwyraźniej przepchnąć ów łoże pod okno - Weź mi może pomóż, co?!
Sasuke tylko uniósł brew, ignorując krzyczącego księcia.
- Ogłuchłeś?! - zagrzmiał znowu, po czym wstał i podszedł do ochroniarza, unosząc dłoń zaciśniętą w pięść na wysokość nosa Uchihy. Brew Sasuke powędrowała nieznacznie w górę.
- Nie połam sobie ręki - popatrzył bez większych emocji na drżącą dłoń księcia znajdującą się kilka centymetrów od jego twarzy. Po kilku dniach przebywania z księciem wiedział, że malec dużo krzyczał, ale faktycznie nie miał odwagi na kogokolwiek podnieść ręki. Wyłącznie wszystkich straszył, ewentualnie rzucał w złości meblami.
- Połamię to ci zaraz nos, jeśli mi nie pomożesz! - zagroził wściekle. Uchisze książę jawił się teraz niby ten rozgniewany kurczak: kolor włosów miał równie żółciutki i był tak samo groźny... Ze świata myśli szybko wyrwał go głośniejszy pisk księcia poprzedzony głuchym łupnięciem. Naruto opadł na ziemię łapiąc się za stopę. Jak książę bał się bić ludzi, tak z kopaniem ich nie miał problemu.
- Nie powinieneś kopać ludzi po kostkach - zauważył Uchiha, patrząc na masujacego się po nodze księcia.
- Co ty tam nosisz?! - zakwilił blondyn, wyciągając rękę i pukając w metalową konstrukcję kryjącą się pod ubraniem mężczyzny.
- Ochraniacze - przyznał zgodnie z prawdą Sasuke, przyglądając się pociągającemu nosem księciu. Kopnięcie z całej siły w metalową powierzchnię musiało boleć. Zastanawiał się, czy nie powinien przywołać służby, która by opatrzyła chłopaka.
- Jesteś kompletnym draniem! - syknął blondyn, w końcu zbierając się z ziemi - Cały obity jesteś takim metalem, ha?! Blady, zimny drań!
Dalej złorzecząc pod nosem, wrócił do prób przesunięcia łóżka. Żal było na to patrzeć, jednak Sasuke nie zamierzał mu pomóc i tym samym przysporzyć sobie roboty. Jeśli księciu nie uda się wyjść z komnaty, nie będzie trzeba za nim ganiać po mieście. W komnacie było całkiem chłodno i przyjemnie, gdzie na zewnątrz z niebios lał się żar. Tak to już tutaj wyglądało o tej porze roku: po ludziach lał się pot od samego stania na ulicach. Chyba nie było na świecie bardziej gorącego, zamieszkanego przez ludzi miejsca niż Królestwo Ognia. Wszyscy byli tu przynajmniej dobrze opaleni, jeśli nie całkowicie czarni. Wyłącznie damy dworu i niektóre szlachcianki mogły poszczycić się śnieżnobiałą skórą, w czym nieraz pomagały sobie różnorakimi specyfikami: w końcu w ich Królestwie naprawdę trudno było unikać palącego słońca. Przez to też Sasuke, będąc mężczyzną i zupełnie nie zważając na ukrywanie się przed słońcem, budził swym wyglądem niemałe zainteresowanie: jego jasna cera była całkowicie odporna na działanie promieni słonecznych i pozostawał blady niezależnie od pory roku i warunków pogodowych.
- Blady draniu, ruszyłbyś się nawet dla zdrowia i mi pomógł, a może byś przestał być taki blady! - warknął na niego młody Namikaze, wyrywając go tym samym z myśli. Chłopak nadal siłował się z łóżkiem. Wydawało się, że nieco drgnęło, ale było to raptem kilka centymetrów. W tym tempie przesunięcie łóżka pod ścianę zejdzie księciu do wieczora, o ile w ogóle wystarczy mu sił, by dopchać tam mosiężny mebel.
Sasuke uśmiechnął się pod nosem. Naruto tak bardzo starał się zajść mu za skórę już od samego początku ich znajomości, że obserwowanie jego bezowocnych wysiłków przynosiło pewien rodzaj sadystycznej satysfakcji. Oczywiście nie chował do księcia jakiejś większej urazy, bo i nie miał powodu brać jego wyzwisk czy dokuczań na poważnie: książę był tylko niemądrym dzieckiem. Fizycznie mógł przypominać już dorosłego, jednak psychicznie było mu do tego bardzo daleko. Mógł być irytujący, ale to szło chyba w zestawie ze szlachetnym rodowodem. Sasuke nie miał podstaw do bycia na niego złym. Mógł być wyłącznie, po ludzku zirytowanym.
- Dobra! Nie to nie! - wstał w pewnym momencie od łóżka książę - Nie ma sensu tego przesuwać, jeśli nie chce się przesunąć! Po prostu zrobię dłuższą linę!
Sasuke popatrzył sceptycznie po komnacie, w której książę podarł już chyba wszystko, co dało się podrzeć. Odpowiedź jednak nadeszła z wyciągniętą dłonią księcia, wskazującą wprost na niego.
- Ty, draniu! Daj mi swoją pelerynę! - nakazał blondyn, patrząc z uporem na kawał materiału przypięty do pleców Uchihy.
- Odmawiam - uciął od razu, na co książę się zapowietrzył.
- Co?! Jak to odmawiasz?! - zapytał z niedowierzaniem - Rozkazuję ci!
- Na szczęście nie słucham twoich rozkazów.
- Może jesteś na to za głupi, ale w przyszłości to JA będę królem. I jako przyszły król rozkazuję ci robić co każę!
- Możesz powtórzyć swoje żądania, kiedy już faktycznie zostaniesz królem, a wtedy może cię posłucham.
- "Może"?! Wszyscy mają słuchać króla, wiesz o tym? Inaczej skończą w więzieniu!
- Widzisz, twój tata przyprowadził ci do ochrony gościa, który jest na bakier z prawem i słuchaniem innym - wzruszył ramionami Uchiha, uznając rozmowę za zakończoną. Książę jednak postanowił zdobyć to, czego pragnął siłą i rzucił się na niego, przez co Sasuke musiał odskoczyć w bok. Książę spróbował swoich sił jeszcze kilka razy, nabijając przy tym sobie jedynie kilka guzów.
- Co jest z tobą nie tak?! - warknął w końcu - Masz sprężyny w butach czy o co z tobą chodzi?!
Uchiha tylko wzruszył ramionami, a książę poczerwieniał.
- Widzisz te guzy na mojej głowie, ha?! Ha?! Powiem ojcu, że to ty mi to zrobiłeś i skończysz w więzieniu jak nie oddasz mi peleryny!
- Śmiało, Wasza Wysokość.
Naruto bezsilnie zacisnął pięści, zgrzytając zębami. Obiecał już Uchisze wszelkiego rodzaju tortury i śmierć na przynajmniej pięćdziesiąt sposobów, gdy już zostanie królem. Na Uchisze nic jednak nie robiło wrażenia i czego Naruto by nie powiedział, i tak był ignorowany. Był wściekły na swoją bezradność względem głuchego na rozkazy i groźby ochroniarza. Już nad ojcem miał większą władzę niż nad tą ledwo odzywającą się bryłą lodu.
- Jesteś nudny i głupi - orzekł w końcu, zastanawiając się co dalej zrobić. Nie zamierzał zostawać w komnacie, co to to nie. Jego ojciec był przewrażliwiony i tyle. Poza tym nie zmierzał tu siedzieć bezczynnie sam; burkliwego ochroniarza uważał za żadne towarzystwo. Wyjdzie stąd i koniec.
Naruto spojrzał przez okno w dół. Lina kończyła się nieco za połową wieży, w której mieściła się jego komnata sypialna. Do ziemi brakowało jakichś dwóch pięter. Z takiej wysokości powinien zdołać bez większej szkody zeskoczyć.
- Raz kozie śmierć - powiedział do siebie, chwytając w dłonie splątaną ze szmat linę. Zerknął kątem oka na swojego draniowatego ochroniarza, który nie wydawał się chcieć go powstrzymać. I bardzo dobrze, niech zna swoje miejsce! Taki plebejusz jak on nie będzie dotykał jego królewskiego ciała!
Wychylił się za okno, trzymając się z całych sił liny. Potężne łoże, do którego przywiązał linę, nawet nie drgnęło pod jego ciężarem. Dobrze.
Nad nim przemknął ciemny kształt z szybkością, która zmieniła go w wyłącznie barwną smugę. Zamrugał i podążył wzrokiem w kierunku, w którym zniknęła. Tak jak oczekiwał: to jego ochroniarz wyskoczył za okno, lądując na pobliskim dachu. Drań był szybki.
Naruto zadarł nos, ignorując obserwującego go z nieopodal ochroniarza. Niech sobie drań nie myśli, że jego umiejętności zrobiły na księciu Namikaze jakiekolwiek wrażenie. Pewnie użył jakiegoś zaklęcia albo innej podobnej sztuczki.
Przesunął dłoń w dół, odpychając się stopami od ściany. Właśnie trochę pożałował obijania się na treningach, ale dzielnie trzymał się liny, zsuwając się w dół wieży. Szło powoli, jednak nie było znowu takie trudne; w drugą stronę byłoby znacznie gorzej.
Kiedy przemierzył jakieś piętro, nagle usłyszał dość niepokojący dźwięk. Zerknął z niepokojem na materiał, który właśnie schwycił i z przerażeniem dostrzegł postępujące zdecydowanie za szybko rozdarcie: trzymany w dłoni materiał targał się pod jego ciężarem. Z przerażeniem podciągnął się, przenosząc dłoń na nienaruszoną część powyżej i odetchnął z ulgą. Materiał pod nim trzymał się już praktycznie na strzępie. Nie było szans, żeby mógł się go schwycić. Spojrzał niepewnie w dół.
Za wysoko, żeby zeskoczyć...
- Ej, draniu! - krzyknął na swojego ochroniarza, mając nadzieję, że ten go słyszy i widzi, co się z nim dzieje - Może byś tak pomógł?!
| ⇠ Poprzednia część | Następna część ⇢ |
|---|
Komentarze
Prześlij komentarz