✧༺Rozdział III༻✧
Sasuke patrzył z dachu budynku znajdującego się naprzeciw książęcej wieży na poczynania swojego podopiecznego. Obstawiał, że materiał, z którego książę stworzył swoją linę po prostu rozplezie się w miejscu wiązań. Znowu jednak się pomylił, bo książę bez większych problemów przemierzył odległość zbliżoną jednemu piętru. Sasuke był pod wrażeniem uporu chłopaka, bo dłonie naprawdę mocno mu się trzęsły: widać było, że z kondycją i siłą młody Namikaze jest na bakier.
Uchiha cały spiął się, kiedy nagle materiał pod ręką Naruto wydał niebezpieczny dźwięk: poszło dość konkretne rozdarcie po jednym ze strzępów, z których książę sklecił tę prowizoryczną linę.
Naruto, wpadając w panikę, podciągnął się nieco w górę, łapiąc i drugą ręką za nienaruszoną część materiału. Sasuke obserwował to wszystko z uwagą, gotowy w każdej chwili zareagować w razie, jakby zrobiło się niebezpiecznie.
- Ej, draniu! - usłyszał w końcu - Może byś tak pomógł?!
Przykucnął, zastanawiając się, co zrobić. Wiszący niczym pstrąg na lince Naruto odwrócił się do niego, posyłając ochroniarzowi wściekłe spojrzenie.
- Głuchy jesteś czy co jest z tobą, durny ochroniarzu?!?! - krzyknął na cały głos, widząc brak reakcji po stronie czarnowłosego - Wciągnij mnie, bo zaraz spadnę!!
- Pomógłbym, ale Wasza Wysokość mówiła, że jest nietykalna - zauważył całkiem na poważnie Sasuke.
- Dlatego masz mnie wciągnąć a nie mnie dotykać?!?! - warknął - Od kiedy w ogóle zacząłeś mnie tytułować "Waszą Wysokością", co?!
- Nie wiem o czym Wasza Wysokość mówi - przyznał jak gdyby nigdy nic, słysząc, że zmierzająca w ich stronę osoba jest coraz bliżej.
Po chwili na pałacowym dziedzińcu dało się słyszeć zamieszanie, po którym nieco pulchna służąca wbiegła na ścieżkę poniżej książęcej wieży. Widząc młodego Namikaze wysoko w górze, chwyciła się z przerażeniem za policzki. Sasuke, nie spuszczając księcia z oczu, zeskoczył do kobiety.
- Wszyscy bogowie, Wasza Książęca Mość! Już biegnę po pomoc! - wykrzyczała, odwracając się do biegu, w czym jednak przeszkodził jej Uchiha, zastępując kobiecie drogę.
- Wszystko jest pod kontrolą - poinformował ją - Proszę zostawić księcia pod moją opieką, nic mu nie grozi.
- Ta, akurat!! - krzyknął Naruto z góry - Ten drań chce, żebym się tu zabił!!
- Pan... jest nowym ochroniarzem księcia? - zapytała niepewnie kobieta, kurcząc się pod groźnym wzrokiem Uchihy, który raz po raz padał na nią, by znowu przenieść się na wierzgającego w górze księcia.
- Zgadza się.
- R... Rozumiem... T-to ja się oddalę... - niepewnie wybąkała kobieta, odwracając się na pięcie i uciekając z zasięgu wzroku przerażającego ochroniarza.
- Nie!! - wydarł się za nią Naruto - Wezwij straże! Wezwij ojca! Nie zostawiaj mnie z tym psychopatą, on chce żebym się zabił!! - wołał Namikaze, kurczowo obejmując linę i zerkając w kierunku, w którym odbiegła służka.
Sasuke tylko pokręcił głową i w kilku skokach wspiął się na swoją poprzednią pozycję na dachu. Podparł głowę na dłoni, obserwując zmagania księcia na linie. Nie zamierzał reagować, póki księciu nic nie groziło.
- Zrobią mi się przez ciebie odciski od trzymania tej szmaty! - krzyknął wkurzony książę, odwracając się w stronę ochroniarza.
- Dlaczego "przeze mnie"? - spytał naturalnie, wiedząc, że książę tylko bardziej wpieni się jego obojętnością.
- Bo mi nie chcesz pomóc, dlatego?!
- Nie będę ci pomagał w ucieczce.
- To super, ale teraz moje życie jest zagrożone, nie widzisz?!
- Nie widzę.
- To jesteś ślepy, pomylony draniu!!
Sasuke przychylił jedynie głowę w drugą stronę, a Naruto zasypał go kolejnym potokiem wyzwisk. Na dziedziniec nadal nikt nie przychodził, więc służka faktycznie musiała się Uchihy posłuchać i nikogo nie wołać. Ludzie zadziwiająco często go słuchali.
- ...ty serio chcesz, żebym tu zginął, co? - zapytał blondyn, gdy po kilku minutach przerwy od krzyków i wyzwisk zaczęło mu brakować oddechu. Sasuke przez cały ten czas wyłącznie się w niego wpatrywał.
- Niczego takiego nie chcę.
- To co to ma wszystko niby znaczyć, co...?! - warknął Naruto. Siły od kurczowego trzymania się liny z wolna go opuszczały. Stał się przez to mniej buntowniczy i, jak widać, zdecydował się nawet nawiązać ze swoim ochroniarzem jakąś konwersację.
- Co masz na myśli?
- Głupa grasz?! Może na przykład siebie mam na myśli?! Wiszącego dobre kilkanaście metrów nad ziemią?!
- I co to ma ze mną wspólnego?
Naruto znowu się zapowietrzył.
- To ma to wspólnego, że podobno masz mnie chronić?! Nie widzisz, że jak stąd spadnę to się zabiję?!
- Myślę, że możesz mieć całkowitą rację. I że sam zrobiłeś linę, na której wyskoczyłeś za okno - zgodził się Uchiha.
- ...czy... czy ty, pomylony ochroniarzu, oczekujesz, że przyznam ci się do błędu zanim raczysz się ruszyć czy jak?! - zazgrzytał zębami - W porządku! No to słuchaj: nie umiem dobrze robić lin, bo nikt mnie tego nie nauczył! Zadowolony? To teraz mnie stąd zdejmij!
Sasuke cicho westchnął. Nie oczekiwał przyznawania się do błędów przez księcia, a nawet jeśli by oczekiwał, to nie przyznawania się do tych konkretnie błędów. Nie obchodziły go umiejętności Naruto w zakresie robienia lin. Książę nie powinien w ogóle podejmować się w swojej upartości ucieczki z okna: było to w końcu bardzo niebezpieczne, co jednak książę uświadomił sobie dopiero po efektywnym zawiśnięciu z własnej produkcji liny. Sasuke zamierzał pozwolić mu powisieć sobie na niej tak długo, jak tylko książę wytrzyma: liczył, że wówczas zapamięta sobie tę nauczkę na długo.
- Draniu, no~ - zajęczał - Pozwalam ci się w takim razie dotykać, tylko mnie stąd zdejmij! Albo ściągnij, albo cokolwiek! Nawet możesz mnie już dotykać zawsze i na zawsze, tylko weź mi pomóż ty głupi ochroniarzu, no...!
Sasuke w żaden sposób nie zareagował na jego deklaracje, więc wściekły Naruto szarpnął się niebezpiecznie na linie i z rozczarowaniem zauważył, że czarnowłosy nawet nie drgnął.
- Mam już okropne odciski od trzymania się liny! To boli, no! To boli, draniowaty dupku! - dalej żalił się z wolna na serio i coraz bardziej łamiącym się głosem - Pomóż mi, to zrobię co tam tylko chcesz! Podobno jesteś moim ochroniarzem, tak?! Więc mi pomóż! Draniu...!!
Uchiha zmrużył nieco powieki. Nie było jego celem torturowanie księcia, ale chłopak powinien nauczyć się ponosić konsekwencje swoich działań, o których nikt go w zamkowej bańce nie uświadamiał. Namikaze sam siebie doprowadził do obecnej sytuacji, więc niech sam ją teraz przecierpi aż do samego jej końca. Ludzie, tak jak zwierzęta, niestety najlepiej uczyli się otaczającego ich świata poprzez ból: nie byli w stanie uzmysłowić sobie negatywnych konsekwencji swoich działań póki się nie sparzyli, a i wtedy czasem powtarzali te same błędy.
- Draniu głupi, parszywy, do cholery!! - dalej odgrażał się Naruto, mając najwyraźniej wciąż sporo energii. Po chwili kolejnych bezowocnych gróźb i ponaglań, spróbował wspiąć się nieco po linie o własnych siłach, lecz dość nieprzyjemnie zjechał po śliskim materiale w dół. Krzyknął z bólu: satyna miała całkiem śliską powierzchnię, a Naruto zamiast wczepić się w nią porządnie, łapał ją wręcz byle jak - co mogło być też skutkiem wspomnianych już wcześniej odcisków. Wysokourodzeni mieli jednak naprawdę delikatną skórę…
- Szanke… - spróbował prosząco, co chyba miało być imieniem Uchihy. No proszę, nawet tego nie zapamiętał - No weź się, naprawdę, Szanke... Weź mnie stąd zabierz... Wciągnij czy cokolwiek...
Sasuke, z całą świadomością, że to musi być jego przekręcone imię, zignorował tę niemal już prośbę.
- Szanke, do cholery! Ja mówię do ciebie, a ty...!! - zaczął książę, ale nagle materiał nad nim niebezpiecznie drgnął - Ach...? A... Aj... AAAAAAAAAAAAAA...!!
Wiązanie pomiędzy dwoma kawałkami materiału właśnie się rozplezło.
Naruto zamknął oczy, oczekując bolesnego spotkania z ziemią, jednak niespodziewanie wylądował w czymś wyjątkowo miękkim. Uchylił niepewnie powieki, widząc zaraz przed sobą twarz swojego ochroniarza. Czyli ten drań raczył się w końcu ruszyć.
- Później już się nie dało? - prychnął na niego, kotłując się wewnątrz ciemnego płótna. Sasuke złapał go w poły swojej peleryny.
Uchiha, nic nie robiąc sobie z wierzgającego zaciekle księcia, zgrabnie wskoczył na dach opodal, by finalnie wrócić do książęcej komnaty. Tam wyswobodził z peleryny buntowniczego blondyna.
- Mogłeś mnie odstawić na ziemię zamiast wnosić tutaj, ty głupku! - warknął, zakładając ręce na piersi - W ogóle to prawie bym się zabił! Nie słyszałeś, jak cię wcześniej wołałem?!
- Nie, Wasza Wysokość - przyznał ochroniarz, mając na myśli jego pomyłkę z imieniem. Nie nazywał się “Szanke”.
- To ty głuchy jesteś! Dobrze, że przynajmniej szybki, bo inaczej bym już nie żył, pft!
Sasuke jedynie rozłożył ręce, po czym wrócił na swoje standardowe miejsce pod ścianą. Naruto natomiast fuknął coś jeszcze pod nosem i rozłożył się wygodnie na łóżku, wgapiając się w kamienny sufit.
| ⇠ Poprzednia część | Następna część ⇢ |
|---|
Komentarze
Prześlij komentarz